*****************
SLOWO TYGODNIA - 9 sierpien 2002
*****************
"Wszyscy bowiem musimy stanac przed trybunalem Chrystusa,
aby kazdy otrzymal zaplate za uczynki dokonane w ciele, zle lub dobre.
Tak wiec przejeci bojaznia Pana przekonujemy ludzi,
wobec Boga zas wszystko w nas odkryte. Mam zreszta nadzieje,
ze i dla waszych sumien nie ma w nas nic zakrytego."
2 Kor 5:10-11
*****************
"Kto wierzy - ma zywot wieczny"
W. Brycko
czasopismo "Drogowskaz" (USA)
Nie martw sie, ze twoja twarz pelna bruzd i zmarszczek,
A twoje rece zbolale, niezgrabne jak u wszystkich starcow.
Oczy nie widza, jak kiedys w czasie mlodosci,
I twa ziemska wedrowka juz sie predko skonczy.
Pamietaj, ze sprawa zbawienia jest juz zalatwiona.
Chrystus Pan umarl na krzyzu - to nasza obrona.
Jesli uwierzyles i prosiles o przebaczenie,
Slowo Boze gwarantuje i twoje zbawienie.
"Kto wierzy onemu, ktory mnie poslal i czyni wole Jego,
a zywot wieczny i nie przyjdzie na sad," - to slowo Zbawiajacego
"I przyszedl od smierci do zycia" w czasie nawrocenia.
Bog z laski swojej tak daje nam grzesznym zbawienie.
Czy wierzysz i cenisz krew Chrystusa przelana,
Ze Bog tak ratuje nasza dusze grzechem skalana?
Bog za grzesznikow oddal na smierc Syna swego,
Bysmy w Nim mieli dar zbawienia wiecznego.
Bog zbawienie daje darmo, jak lotrowi na krzyzu,
Wbrew wszystkim nasmiewcom, co stali w poblizu.
On i dzis jest ten sam, a ty stoisz u wrot wiecznosci.
Nie trac wiec ani chwili, skorzystaj z tej jedynej mozliwosci!
*****************
"Powodz w Makowie"
Jan Gomolka
http://www.chmk.kz.pl
W dniu 25 lipca 2001 r. od rana przebywalem w moim ogrodku dzialkowym
przymierzajac sie do malowania okien altanki. Padal rzesisty deszcz. Zawsze
w czasie ulewy rzeka Skawa podnosi poziom o kilka metrow. Wraz z sasiadem
poszlismy z ciekawosci na most laczacy osiedle Jedzinna z Makowem zobaczyc,
co tym razem nasza, spokojna na co dzien rzeczka robi. Wygladala bardzo
groznie. Miliony ton brudnej wody nioslo na swoim grzbiecie wrota od
stodoly, potezne drzewa z korzeniami, zwierzeta domowe, oraz setki ton
smieci ( puszki, wiadra, butelki, worki, beczki i mnostwo nieczystosci ),
ktore to mieszkancy naszych przepieknych okolic wrzucaja do krzakow i
wawozow. Widzac to ogarniety bylem wielkim smutkiem i zalem do mieszkancow
Podhala, ze tym sposobem przyczyniamy sie do degradacji i dewastacji
srodowiska naturalnego, w ktorym zyjemy. Lzy cisnely mi sie do oczu kiedy
widzialem, co czlowiek potrafi zrobic z przepiekna przyroda, ktora Bog dal
nam w posiadanie. Gdy tak stalismy z sasiadem, poczulismy, ze most na
ktorym stoimy zaczyna sie kolysac. Krzyknalem:
-"uciekajmy, bo zginiemy".
Wlasnie dobiegalem do konca mostu, kiedy uslyszalem za soba potezny huk
spadajacych do spienionej wody setek ton stali. Powiedzialem glosno:
-" Panie, dziekuje Ci, ze zyjemy".
Okreznymi drogami, po kolana w wodzie wrocilem na osiedle, gdzie mieszkam
wraz z rodzina. Na osiedlu, pomiedzy blokami powstalo jezioro. Moje autko,
Trabant ( prosze sie nie smiac ) do polowy stalo w blocie. Postanowilem
ratowac moje "cacko". Po ogrodzeniu wdrapalem sie na dach i dalej do
wnetrza auta, wypelnionego blotem. O dziwo silnik odpalil i moglem wywiezc
samochod na pagorek, gdzie postawilem go, aby wyplynelo z niego to, co
wplynelo.
Wokolo byla juz ciemnosc. Deszcz lal jak z cebra. Woda podnosila sie coraz
wyzej. Niewinne na codzien strumyki zamienialy sie w potezne wodospady,
zabierajace z soba drzewa, deski, ludzi samochody, domy, ulice, mostki i
most. Niektore ulice poglebialy sie a niektore rosly 1 do 2 metrow wzwyz.
Pomyslalem, Panie czy to znowu biblijny potop? Ogarnela mnie trwoga. Ale
szybko wrocil optymizm. Przypomnialem sobie, ze Ty Panie powiedziales, ze
juz nigdy potopem nie bedziesz karal ludzi. Nie sposob wszystkiego opisac w
kilku slowach. Ludzie mowili, ze to koniec swiata. Bylo groznie, niektorzy
plakali.
Wszystko zalane, zniszczone piwnice i samochody. Olbrzymie straty
materialne. Pozawalane domy, pola uprawne zamienily sie w kaskady. Stres,
przemokniecie, cuchnace tony blota, wszystko to spowodowalo, ze znalazlem
sie na szpitalnym lozku. Mialem wysypke, goraczke, potworny bol brzucha i
tym podobne objawy. Po trzech tygodniach wrocilem do zdrowia. Dziekuje Panu
Bogu za lekarzy, ktorzy ratuja nasze zdrowie. Dziekje za strazakow, ktorzy
nie szczedzac swojego zdrowia, ani zycia niesli pomoc ludziom.
Minelo dwa miesiace. Pewnego dnia poszedlem nad rzeke. Jak bardzo zmienil
sie jej wyglad. Koryto poglebilo sie o 1-2 metry. Odslonily sie potezne
skaly (czasami wielkosci budynkow) o roznych ksztaltach i kolorach, ktore
od wiekow nie widzialy swiatla slonecznego. Usiadlem na jednej ze skal
wpatrzony w rybki plasajace w wodzie i zaczalem rozmyslac o wielkosci Bozej.
Czy to wszystko bylo przypadkiem?
- Nie - moj drogi Panie Boze i Stworco. Potezna jest Twoja moc. Gdybys
chcial, to moglo padac jeszcze dwa dni i miasto Makow Podhalanski wraz z
jego mieszkancami poplyneloby do Wisly. Ty nas Panie tylko chciales
doswiadczyc, bysmy sie upamietali, nie niszczyli przyrody i zaczeli
przestrzegac Twoich praw. Bysmy nauczyli sie dziekowac Tobie, Panie za to,
co nam dajesz. Bysmy darzyli drugiego czlowieka miloscia taka, jakiej
nauczyl nas Pan Jezus.
Te ostatnie moje przezycia pobudzily mnie do wiekszego szacunku wobec
przyrody i do okazywania wiekszej milosci Bogu i drugiemu czlowiekowi.
Wzrosla moja ufnosc do Boga. Wierze, ze Pan mnie nie opusci w chwilach
trudnych.
Psalm 23, werset 4 mowi: chocbym nawet szedl ciemna dolina, zla sie nie
ulekne, bos Ty ze mna. Laska Twoja i kij Twoj mnie pocieszaja.
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
*****************
SLOWO TYGODNIA - 2 sierpien 2002
*****************
"I wszystko, cokolwiek dzialacie slowem lub czynem,
wszystko /czyncie/ w imie Pana Jezusa, dziekujac Bogu Ojcu przez Niego."
Kol 3:17
*****************
"Gdzie jest twoja Biblia?"
z rosyjskiego tlumaczyl R. Hetmaniok - "Drogowskaz" (USA)
Pewien chrzescijanin odwiedzil znajoma niewiaste. W trakcie rozmowy zadal
jej pytanie:
- "Czy ma pani Biblie?"
- "Oczywiscie, mam! Przeciez nie jestem poganka". Zwracajac sie do corki
powiedziala:
- "Corko przynies mi Biblie"
- "Prosze sie nie fatygowac, ja pani wierze" - powiedzial gosc, ale corka
juz przyniosla Biblie
i podala matce. Matka z szacunkiem otworzyla Biblie i ku swemu zdziwieniu
zobaczyla w niej
swoje okulary.
- "Moje okulary!" - radosnie wykrzyknela niewiasta - "Szukam ich juz trzy
lata i gdyby nie pan,
one moglyby tutaj dlugo lezec... Dziekuje, ze pan przypomnial mi o Biblii.
Teraz pan widzi, ze
mam Biblie."
Przyjacielu, gdzie jest twoja Biblia? Czy czytasz te ksiege?
A jesli czytasz, to czy czyni cie ona leoszym czlowiekiem?
Czy pomaga ci ona milowac nieprzyjaciol, znosic niesnaski, wzmacnia twoja
wiare?
*****************
"Wyrwany i uwolniony z mocy grzechu"
Dariusz Sarno
"Punkt Zwrotny": http://www.chmk.kz.pl
Moje zycie wygladalo kiedys zupelnie inaczej niz obecnie. Chcialbym tu w
paru slowach przedstawic problem, jaki sie pojawil w moim zyciu osobistym i
w miare uplywu lat zaczal narastac - byl to alkohol i papierosy. Z biegiem
lat zaczalem coraz czesciej i wiecej pic alkohol. Zaczely sie nawarstwiac
przerozne problemy, tj. w rodzinie, pracy, finansowe. Nie mialem nigdy
spokoju wewnetrznego, zylem w ciaglym leku, strachu, w finansowej zapasci.
Wiele razy obiecywalem sobie i najblizszym, ze juz nie bede pil- nie
udawalo sie, znowu pilem, wiedzialem, ze zle robie ale bylo to silniejsze
ode mnie. Caly czas przy tym nie dopuszczalem mysli, ze jestem osoba
uzalezniona od alkoholu. Papierosy palilem przez 18 lat po dwie paczki
dziennie i nie mialem ani jednego dnia abstynencji od nich. Ponadto moje
slownictwo bylo przepelnione slowami wulgarnymi. Zatracilem kontakt z moja
zona i synem. Dom moj byl przepelniony nienawiscia do zony, krzykiem,
wrzaskiem, klotniami. Moje malzenstwo bylo bliskie rozpadu. Wtedy to
spotkalem czlowieka, ktory powiedzial mi o Kims, kto chce i moze zmienic
moje zycie - bylo to w miesiacu lutym 1996 roku. Tym Kims jest Jezus
Chrystus. Do tego czasu moje wyobrazenie o Bogu bylo inne, a mianowicie
jako kogos kto gdzies jest, ale gdzies daleko i jakby jakims niedostepnym i
bezradnym. Osobiscie nie odczuwalem zadnej obecnosci Boga w moim zyciu.
Wspomniany czlowiek opowiedzial mi o tym, ze kiedys mial problem z
alkoholem, ale Bog mu pomogl i uwolnil od nalogu. Uslyszalem duzo o Bogu i
poznalem Go, jednak do konca szczerze i calkowicie nie otworzylem wtedy w
1996 roku dla niego swojego serca. Nie potraktowalem Boga powaznie i w moim
zyciu doswiadczylem jeszcze wielu zlych i przykrych dla mnie i mojej
rodziny rzeczy. Az przyszedl w moim zyciu dzien, w ktorym po kilkunastu
dniach ciaglego picia alkoholu, zdalem sobie sprawe, ze jestem osoba
uzalezniona, ze sam sobie nie dam rady z tym problemem i ze gine ja, a przy
mnie moja rodzina. Postanowilem zmienic swoje zycie i zaufac Bogu - wtedy
zdecydowalem sie na pobyt w Chrzescijanskim Osrodku dla Osob Uzaleznionych
w Janowicach Wielkich. Znalazlem sie tam w dniu 12.05.1997 roku i juz w
pierwszym dniu pobytu w sposob ponadnaturalny i cudowny zostalem uwolniony
w jednej chwili i bezbolesnie od alkoholu i papierosow. Bog tez zmienil
moje slownictwo i przestalem uzywac slow wulgarnych. Dzieki pomocy Jezusa
moje zycie zmienilo sie calkowicie, ogarnal mnie spokoj i poczulem sie
bezpieczny. Zycie moje stalo sie wolne od lekow i strachu, to nie znaczy,
ze nie doswiadczam z rodzina roznych klopotow i problemow, ale jest juz
zupelnie inaczej - nie jestem juz sam - naleze, do Chrystusa, ktory zawsze
jest gotowy i pomaga mi w zyciu codziennym. Bog sprawil, ze dzisiaj
tworzymy szczesliwa rodzine, ja odzyskalem zone i syna dzieki bozej lasce,
a malzenstwo nasze zostalo uratowane od rozpadu. Dzieki wydarzeniom, jakich
Bog dokonal w moim zyciu moge zobaczyc, co znaczy Boza laska i moc modlitwy
- jestem wdzieczny przede wszystkim Bogu, ale i wszystkim, ktorzy sie za
mna wstawiali do Boga w modlitwie. Nigdy wczesniej nie wyobrazalem sobie
nawet, ze zycie z Jezusem moze tak wspaniale wygladac i kazdego dnia moge
odczuwac boza obecnosc w moim zyciu. Ulegly zmianie moje zainteresowania,
poglady na zycie, na sprawy codzienne. Obecnie z wdziecznosci dla Boga za
to (uwolnienie od nalogow), co zrobil dla mnie i innych mi podobnych ludzi,
otworzylismy Chrzescijanski Punkt Konslutacyjny dla Osob Uzaleznionych od
alkoholu oraz ich rodzin, ktory dziala przy naszym zborze, gdzie
przychodzacym ludziom wskazujemy droge wyjscia z nalogu, aby tak jak ja i
inni mogli otrzymac wolnosc w Chrystusie.
Ew. Jana 8:36 "Jesli wiec Syn was wyswobodzi, prawdziwie wolnymi bedziecie".
Patrzac na swoje zycie przeszle i obecne, moge z cala stanowczoscia
stwierdzic, ze najwiekszym szczesciem dla czlowieka jest to, gdy moze
poznac, przyblizyc sie i zyc z Jezusem.
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
*****************
SLOWO TYGODNIA - 26 lipiec 2002
*****************
"W dalszej ich podrozy przyszedl do jednej wsi. Tam pewna niewiasta,
imieniem Marta, przyjela Go do swego domu. Miala ona siostre,
imieniem Maria, ktora siadla u nog Pana i przysluchiwala sie Jego mowie.
Natomiast Marta uwijala sie kolo rozmaitych poslug. Przystapila wiec do
Niego i rzekla: Panie, czy Ci to obojetne, ze moja siostra zostawila mnie
sama przy uslugiwaniu? Powiedz jej, zeby mi pomogla.
A Pan jej odpowiedzial: Marto, Marto, troszczysz sie i niepokoisz o wiele,
a potrzeba tylko jednego. Maria obrala najlepsza czastke, ktorej nie bedzie
pozbawiona.
(Ew.Lukasza 10:38-42)
*****************
Z cyklu "Oczekuje slowa Jego"
Renata Gorska (Niemcy)
"Aniol, ktory rozmawial ze mna, powrocil i obudzil mnie, jak budzi sie
kogos ze snu"
Zach. 4:1
Objawiajac sie po raz pierwszy wywolal trwoge
nim objal mnie skrzydlem milosci i swiatlosc wskazal
przy drugim spotkaniu i trzecim uczyl mnie ludzi
by widziec nie okiem a sercem
i pokoj wnosic
A potem nie musial sie zjawiac bym pojac mogla
co znaczy to drzenie gdzies w glebi zgadywac bliskosc
rozumiec dzis rzeczy na nowo dawno nazwane
tak kroczac przed siebie do siebie
niczym do domu
I przybyl raz jeszcze ostatni w lipcowy wieczor
lagodnym powiewem wietrzyku na karte biala
odslonil rozdroze na jutro pustki lub trwania
litery co tylko sa klamstwem
badz prawdy mysla
Pozegnal mnie zwiastun bezczasu dotknawszy wizja
upadlam razona jasnoscia co laske niesie
dwa dary ukazal na dloniach wzniesionych w gore
ku zyciu mych slow wieczne pioro
dla duszy wiecznosc
*****************
"Przezwyciezenie zabiegania"
Dave Butts
"Herald of His Coming"
W calym kraju mamy epidemie. Zaden region nie jest wolny od tej plagi. Z
jej powodu cierpia zarowno male dzieci, ludzie w srednim wieku, jak i w
podeszlym. Nie ma prostego lekarstwa i wielu ludzi nigdy nie wychodzi z tej
choroby. Rozbija rodziny, ubezwlasnowolnia ludzi i przyczynia sie do wielu
innych chorob. Z pewnoscia zniszczyla wiekszosc XX wieku i wydaje sie byc
jeszcze bardziej smiertelna w XXI. To zabieganie!
Zyjemy w bardzo zabieganym spoleczenstwie. Nigdy nie bylo tylu zajec do
wyboru, ani tylu naciskow, ktore wynikaja z naszych planow. Choc wydaje
sie, ze nasze pokolenie doprowadzilo zabieganie do perfekcji, ten problem
nie dotyczy tylko obecnych czasow. Alexander Campbell, amerykanski
reformator kosciola, napisal 150 lat temu: "Terazniejszy wiek nie jest
oddany poboznosci. Ludzie nie maja czasu na rozmyslania, modlitwe,
zastanawianie sie nad soba. Maja zbyt duzo gazet do czytania, zbyt duzo
politycznych zagadnien do przedyskutowania, zbyt duzo interesow do zawarcia."
Pewien chrzescijanski autor, Philip Patterson, napisal: "Historyk Will
Durant zauwazyl kiedys, ze 'ci, ktorzy sie spiesza, nie sa do konca
ucywilizowani'. Wystarczy poobserwowac zachowanie czlowieka na zatloczonej
autostradzie albo na stacji metra w godzinie szczytu, zeby sie z nim
zgodzic. Jednak bardziej obawiam sie takiej mozliwosci, ze ci, ktorzy sa w
ciaglym pospiechu, nie moga byc w pelni chrzescijanami. Jak zrownowazyc
wymagania chrzescijanskiego zycia z przykazaniem 'Be still'?"
To jest moja obawa. W tym wieku znanym z zabiegania, jak chrzescijanin moze
zyc w opozycji do panujacej kultury? Posrod goraczkowego stylu zycia czy
mozemy uczyc sie czekania na Pana? Czy jest mozliwe, by sluzac Bogu utracic
radosc z bliskosci Jezusa?
Czy wszyscy stalismy sie Marta zajeta w kuchni przygotowaniem posilku dla
Jezusa, Marta, ktora jednoczesnie utracila radosc siedzenia u stop Jezusa?
(Luk. 10:38-42).
Wiekszosc z nas identyfikuje sie raczej z Marta niz z Maria. Wolimy raczej
robic cos dla Jezusa, niz po prostu siedziec u Jego stop. Takie nastawienie
umyslu prowadzi do zapracowanego stylu zycia, a w konsekwencji do
wyczerpania i wypalenia.
Prosze mnie zrozumiec - sluzba dla Jezusa jest dobra...pozadana... godna
poswiecenia swojego zycia. Ale sluzba musi byc zrownowazona siedzeniem u
stop Jezusa...spedzaniem czasu z naszym Panem w pelnej milosci bliskosci...
czekaniem na Niego.
Czy slyszeliscie, co Jezus odpowiedzial Marcie, gdy ta skarzyla sie na brak
pomocy ze strony siostry? Powiedzial jej (i nam), ze potrzeba tylko jednej
rzeczy. Wyobrazacie sobie? W dzisiejszym zabieganym swiecie ktos przychodzi
i mowi nam, ze jest tylko jedna istotna rzecz do zrobienia. Tego prawie nie
da sie przyjac. A jednak - co za uczucie wolnosci, gdy uswiadomimy sobie,
ze to nasz Pan i Mistrz mowi do nas dzisiaj w swej doskonalej madrosci:
"Tylko jednej rzeczy potrzeba." A ta jedna rzecza jest siedzenie u Jego
stop...rozkoszowanie sie Jego obecnoscia...sluchanie Jego glosu.
Lekarstwem na zabieganie nie jest lenistwo, ani wymigiwanie sie od
odpowiedzialnosci czy oddawanie sie wypoczynkowi. Lekarstwem jest
postawienie na pierwszym miejscu tego, o czym Jezus mowil, ze jest
najwazniejsze. Potrzeba reorganizacji priorytetow, by ta jedna rzecz,
ktorej potrzeba, byla w centrum naszego zycia, a wszystko inne by z niej
wyplywalo. Gdy uczymy sie siedziec u stop Jezusa okazuje sie reszta dnia
nabiera ladu i traci na rozgoraczkowaniu. Zamiast probowac wykonac
wszystko, co wedlug nas powinnismy zrobic w ciagu dnia, sluchamy Jego
cichego glosu, ktory prowadzi nas do zajec przygotowanych przez Niego.
Jezus byl przykladem takiego stylu zycia. W ewangelii Jana 4:34 powiedzial:
"Moim pokarmem jest pelnic wole tego, ktory mnie poslal i dokonac jego
dziela." Z pelna determinacja byl nastawiony na wypelnienie woli swego
Ojca, ale nie w goraczkowy, zabiegany, wymykajacy sie spod kontroli sposob.
Nigdzie nie mozna zobaczyc Jezusa w pospiechu. A pod koniec swego
znaczacego zycia, po zaledwie trzech latach publicznej sluzby, byl w stanie
powiedziec: "Wykonalo sie."
Jezus dal nam klucz do tego, w jaki sposob wypelnil wszystko, co Mu dal
Ojciec: "Slowa, ktore do was mowie, nie od siebie mowie, ale Ojciec, ktory
jest we mnie, wykonuje dziela swoje" (J. 14:10). Poniewaz Jezus chodzil w
bliskiej spolecznosci ze swoim Ojcem, byl w stanie koncentrowac sie tylko
na tym, co najwazniejsze i nie byl rozproszony niezmierzona iloscia potrzeb
wokol siebie.
Zapominamy o tym i usilujac pomagac i sluzyc, rzucamy sie na kazdy problem
i sytuacje, nie sprawdzajac, czy jest to cos, co Bog ma dla nas. Dlatego
Jezus uczy, ze na pierwszym miejscu musimy postawic rzeczy najwazniejsze.
Przede wszystkim usiadz u Jego stop...a potem bedziesz gotow, by sluzyc.
Jest lekarstwo na zabieganie...znajdziesz je zabiegajac o zycie w bliskosci
Jezusa.
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
*****************
SLOWO TYGODNIA - 19 lipiec 2002
*****************
"I o to modle sie, aby milosc wasza coraz bardziej obfitowala w poznanie
i wszelkie doznanie, abyscie umieli odrozniac to, co sluszne, od tego, co
niesluszne,
abyscie byli czysci i bez nagany na dzien Chrystusowy, pelni owocu
sprawiedliwosci
przez Jezusa Chrystusa, ku chwale i czci Boga. "
List do Filipian 1:9-11
*****************
Z cyklu "Oczekuje slowa Jego"
Renata Gorska (Niemcy)
4.30
W taki czas
gdy istnieje
tamta soba bolem pamiecia
i nic z jutra nie neci
zabijam sie
niewiem
W taka noc
jak dzisiejsza
moze niebo stanie sie schronem
a ty swoim legionem
przestaniesz mnie
nekac
W taki swit
co nadchodzi
niech Slowo stanie sie blaskiem
niech ma droge rozjasni
bezpieczny dzien
zrodzi
Prosze
*****************
Wspolne zycie - bez malzenstwa?
http://www.chmk.kz.pl/samar.html
Wiele mlodszych, ale takze starszych par zadaje sobie pytanie: Czy to w
ogole ma sens, ze pobieramy sie? Czyz nie mozna byloby zyc szczesliwie,
nikomu nie wadzac, bez cywilnego i koscielnego slubu? Czestym argumentem sa
tez finansowe straty, ktore ponosi dwoje ludzi, kiedy sie pobieraja i oboje
pracuja albo otrzymuja emeryture (w Niemczech przy rozliczeniu podatkowym
bardziej oplaca sie dwojgu osobom nie byc w malzenstwie - przyp. Tlum.)
Czy w ogole Biblia daje odpowiedzi na pytanie czy potrzebny jest slub? Czy
malzenstwo nie jest faktem dokonanym i waznym jesli jakas para- takze bez
slubu zyje juz intymnie. Czyz nie ma sie mniej problemow, kiedy para taka
chce sie rozejsc, bo zauwazaja, ze juz do siebie nie pasuja? Te i inne
pytania padaja coraz czesciej. Potrzebujemy znalezc na nie jasna odpowiedz.
W tak krotkim artykule nie sposob zglebic tych wszystkich pytan; ale tym,
ktorzy szczerze szukaja pomocy, Boze Slowo i Bozy Duch jej udziela.
Pozwolmy mowic Slowu Bozemu: 1 Mojz. 2;18; 22-24. Tutaj spotykamy pierwsze
malzenstwo. Bog zetknal ich ze soba, by uksztaltowal ich zycie. Bog sam
zainicjowal ten zwiazek. W 1 Mojz. 5;2 czytamy: "jako mezczyzne i jako
kobiete- i poblogoslawil ich". Tak powstalo pierwsze malzenstwo- pod Bozym
prowadzeniem i Blogoslawienstwem. Przeskoczmy teraz przez kilkadziesiat
rozdzialow i przeczytajmy podstawowa wypowiedz Nowego Testamentu,
mianowicie co Bog mysli o malzenstwie: "Malzenstwo niech bedzie we czci u
wszystkich a to ze ich nieskalane, poniewaz cudzoloznikow i niemoralnych
bedzie sadzic Bog" (Hebr 13;4). Z cala wyrazistoscia Biblia pokazuje nam
tutaj czego Bog oczekuje i co zamierza wobec nas ludzi. Malzenstwo wiec nie
jest wymyslem ludzi, bez pelnym milosci Bozym planem dla ludzkosci. Dlaczego?
1. Z powodu samego mezczyzny i kobiety.
Kiedy dwoje ludzi zakochuje sie w sobie, otwieraja sie na siebie, powstaje
wowczas zwiazek , ktory moze byc rozerwany tylko i wylacznie w bolu i
cierpieniu i tesknocie. Bozym zamyslem jest to, by ten powstajacy intymny
zwiazek otoczyc cudowna opieka, okryc go jakby cieplym plaszczem- to jest
wlasnie malzenstwo! Najpierw przyjaciel i przyjaciolka powinni poznac sie
duchowo i psychicznie (mentalnie). Odbywa sie to w praktyce w okresie
narzeczenstwa i przyjazni. I tutaj nastepna uwaga z Bozego Slowa; takze
narzeczenstwo ma swe korzenie w Biblii. To nie jest oczywiste, czy w kazdym
wypadku dochodzilo do zareczyn, to znaczy do scislego zwiazku przyjazni, o
ktorym powiadomiona byla tez cala rodzina i otoczenie. Ale zarowno Stary
jak i Nowy Testament mowia o zareczynach (np. 2 Mojz 22;15; 17;5; 5 Mojz
22;23; Ew. Luk. 1;26). Do fizycznej spolecznosci dwojga ludzi powinno dojsc
dopiero wtedy, kiedy duch i dusza odnajda sie nawzajem. Bog wspaniale nam
to obrazuje na pierwszych stronach Biblii. Kiedy zostal stworzony Adam, Bog
tchnal najpierw w niego Ducha. Tchnal jakby czastke siebie samego, a
dopiero potem wprowadzil Bog do dzialania dusze Adama (rozum, wole i
usposobienie) i wypelnil je swymi myslami. Adam rozpoznal i wypelnil swe
ludzkie zadanie. Dalej dana mu zostala Ewa. Najpierw wspolnie poznali Boga,
potem siebie nawzajem. Odnalezli sie, duchowo i duszewnie. Dopiero po
jakims czasie doszlo do fizycznego zjednoczenia, o ktorym tak duzo mowi
Biblia: "Adam obcowal z zona swoja Ewa, a ta poczela (...). Wedlug Slowa
Bozego stosunek fizyczny nalezy jednoznacznie do malzenstwa!
Stwierdzilismy wiec: Malzenstwo jest pelnym milosci planem Boga dla ludzi,
ktorych prowadzi i kocha. Malzenstwo jest nie tylko spoleczna ale i przede
wszystkim Boza ochrona zycia mezczyzny i kobiety. Kto burzy ten wal
ochronny zarowno od wewnatrz np. przez niewiernosc, ale tez z zewnatrz np.
przyciagajac do siebie nadmierna uwage zonatego mezczyzny badz zamezna
kobiete ten popelnia grzech- grzech niszczenia malzenstwa- i sam oddaj sie
pod Bozy sad! Biblia mowi wyraznie "(...) cudzoloznikow osadzi Bog!" (Hebr
13;4). Opieka jaka Bog otacza mezczyzne i kobiete w malzenstwie jest
wspaniala Boza instytucja. Ona chroni kazde malzenstwo przed
niebezpieczenstwami i daje gleboki pokoj.
2. Z powodu rodziny
Konkubinat- zycie intymne bez malzenstwa zawartego przed ludzmi i Bogiem
wnosi ze soba pustoszace niebezpieczenstwa nie tylko do zycia malzenstwa
ale takze do zycia dzieci. Po pierwsze brak tu tej Bozej oslony nad
rodzina, poniewaz rodzina taka zyje w buncie wobec Slowa Bozego, a po
drugie tak luzny zwiazek pomiedzy doroslymi moze byc latwo rozwiazany np. w
trakcie kryzysow i napiec. Po prostu mowi sie wtedy: w koncu nie jestesmy
zadnym malzenstwem. I poza tym ukazuje sie nam tutaj cos z nierzetelnosci i
nieuczciwosci "zycia na kocia lape" z jednej strony sadzi sie, ze do
milosci nie potrzeba zadnego slubu, zadnego aktu slubu, poniewaz tak czy
inaczej sa to wymysly ludzi, ale z drugiej strony stwarzaja tacy ludzie
pozory malzenstwa przez intymne zycie, uspakajajac w ten sposob swe
sumienie. Potem przy rozwodzie mowia znow: "jestesmy przeciez wolni! W
koncu nie jestesmy malzenstwem, mozemy robic, co chcemy!". Czy to nie brzmi
obludnie? Bog nie ma w tym swego udzialu.
Nie tylko dorosli stwarzaja sobie wewnetrzne cierpienie i szkody psychiczne
przez lekcewazenie Bozego Porzadku. Swym nieodpowiedzialnym postepowaniem
przysparzaja takze wiele bolu dzieciom, ktore urodzono i wychowano w takich
luznych zwiazkach. Dziecko mianowicie ma np. tylko jedna matke, ale czy ma
tez jednego ojca? A moze tylko jednego wujka bo ojciec ucieka od swych
obowiazkow, poniewaz one go ograniczaja i za duzo kosztuja? A jak ma sie
sprawa z liczba aborcji, ktore przeprowadza sie na skutek luznych zwiazkow?
3. Z powodu spoleczenstwa
Poczucie zobowiazania, cieplo i troska, ktorymi Bog obdarza malzenstwo,
gdzie tato i mama nasladuja Jezusa i daja sie prowadzic Duchowi Swietemu,
to wszystko sklada sie na najlepsza i najzdrowsza komorke ludzkiego
spoleczenstwa. Spojrzmy tylko na domy dziecka, na zaklady poprawcze i tym
podobne instytucje. Wciaz bedziemy stwierdzac ogromna czesc nieszczesliwych
ludzi pochodzi albo z niemalzenskich zwiazkow, albo z przez grzech
zniszczonych malzenstw, gdzie zamiast Ducha Swietego panowaly: egoizm,
nienawisc, zazdrosc, cudzolostwo, alkohol. Juz rzecza uboczna jest tutaj
fakt, ze skutki tych grzechow kosztuja nasze spoleczenstwa miliony. O wiele
bardziej przerazajace jest to, ze te ludzkie losy sa przepelnione grzechem
i konfliktami i ze z tym bagazem stana Ci ludzie kiedys przed Bogiem!
Z mej pracy duszpasterskiej wiem, ze w malzenstwach jest wiele cierpienia.
Ale wiem rowniez ile blogoslawienstwa dopuszcza do siebie to malzenstwo,
ktore zostalo zawarte w Bozej woli i ktore zyje z Boza pomoca. Zanim
zdecydujecie sie na luzny zwiazek z jakims czlowiekiem posluchajcie
najpierw glosu Bozego, ktory mowi do waszych ser i zmiencie sens swego
zycia i zwiazku, w ktorym jestescie lub uchodzicie. Poproscie powaznie Boga
o przebaczenie! Poslubcie swego przyjaciela, albo rozejdzcie sie! Bog
pozwolil przybic na krzyzu takze i Wasze grzechy w Jezusie Chrystusie.
Zawroccie i uporzadkujcie swe zycie. Wowczas Bog obdarzy Was przebaczeniem
i Nowym Zyciem w Waszych Sercach.
*****************
Ogloszenie nadeslane przez pastora Antoniego Dabrowskiego
ZAPRASZAMY W LIPCU!
CHRZESCIJANSKIE SPOTKANIA W PERTH (AUSTRALIA) -
GOSCIE Z KANADY I ADELAJDY
adres:
New Day Ministries
992 Hay Str.
PERTH (AUSTRALIA)
telefon: 04 1517 0705 oraz 04 2257 6377
SOBOTA 20 LIPIEC 2002 GODZ. 18
Prelekcja o zyciu Polonii w Kanadzie - Atoni Dabrowski (Toronto)
Pantonima - Grupa Teatralna "Dobra Nowina" z Adelaidy
Koncert - Zespol "Kerygma" oraz Artur Wachnik z Toronto
Spotkanie dla osob z problemami zdrowotnymi - Urszula Dabrowska z Vancouver
NIEDZIELA 21 LIPIEC 2002 GODZ. 14
Koncert - Zespol "Kerygma" oraz Artur Wachnik z Toronto
Spotkanie dla osob z problemami zdrowotnymi - Urszula Dabrowska z Vancouver
GOSCIE Z KANADY
Urszula Dabrowska
Misjonarka kanadyjska ( z Vancouver) pochodzenia polskiego.
Powolana ona jest przez Boga aby niesc pomoc ludziom, ktorzy potrzebuja
uzdrowienia.
Liczne dowody uzdrowien wraz z prostym poselstwem Ewangelii towarzysza w
jej sluzbie,
ktora przyjmowana jest przez rozne Koscioly w wielu krajach swiata juz
ponad 28 lat. Tym
razem uslugiwac ona bedzie dla Polonii w Perth.
Artur Wachnik
Aktor i piosenkarz kanadyjski( z Toronto) pochodzenia polskiego.
Antoni Dabrowski
Prezydent Polish Family Ministries (z Toronto).
Zespol Wokalno-Instrumentalny "Kerygma" (z Toronto).
Zespol ten zajal pierwsze miejsce na V Festiwalu Piosenki Chrzescijanskiej
w Kosciele Katolickim w Mississauga.
GOSCIE Z ADELAJDY (AUSTRALIA)
"DOBRA NOWINA"
Grupa teatralna z Adelajdy przedstawia sceny pantonimy.
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
*****************
SLOWO TYGODNIA - 12 lipiec 2002
*****************
"Badzcie dla siebie nawzajem dobrzy i milosierni!
Przebaczajcie sobie, tak jak i Bog nam przebaczyl w Chrystusie."
(List do Efezjan 4:32)
*****************
z cyklu "Oczekuje slowa Jego"
Renata Gorska (Niemcy)
"Idzcie i nauczcie sie, co to znaczy: Milosierdzia chce, a nie ofiary.
Nie przyszedlem bowiem wzywac sprawiedliwych, lecz grzesznikow." Mat. 9:13
bolem niemym i szlochem lez suchych
przed ludzkim murem
stoje
bez smialosci by spojrzec w ich oczy
niczym kamien raniace
(czy to ich pustka czy ja inna
znowu miedzy lustrem a odbiciem
swoim
tylko noc najcichsza przed brzaskiem
ze mna na kolana padla)
promien pierwszy twej laski pomostem
nim po przebaczenie
biegne
tam nie slysze juz szeptow zza sciany
ona sama sobie winna
*****************
"Nierozerwalna nic"
"Punkt Zwrotny": http://www.chmk.kz.pl
To malzenstwo mialo juz nie istniec. Zrujnowal je alkohol i hazard. W
sadzie byl juz zlozony pozew o rozwod. I rozwod z pewnoscia bylyby
nastapil, gdyby nie czyjas interwencja, ktora przyszla w sama pore.
Gdyby nie ta interwencja, nie bylibysmy juz dzis razem- stwierdzajac
zgodnie Marek i Karina.
- Juz sam alkoholizm moze zniszczyc rodzine. A gdy do tego dojdzie jeszcze
hazard... A zaczelo sie od tego, ze w pracy mialem dostep do darmowego
alkoholu, z czego hojnie korzystalem. W ten sposob, nawet nie wiedzac
kiedy, uzaleznilem sie od alkoholu. Z kolei obecnosc hazardu w moim zyciu
wpedzila mnie w dlugi siegajace az pol miliarda starych zlotych! Ten
koszmar trwal trzy lata. Nie dziwie sie, ze zona tego nie wytrzymala.
Wyprowadzila sie i wniosla sprawe o rozwod. A ja na serio zaczalem rozwazac
mozliwosc popelnienia samobojstwa- wspomina Marek.
- Wyszlam za maz za Marka, uczac sie jeszcze w szkole. Poczatkowo przezylam
wiele upokorzen ze strony meza, ale w domu nie bylo awantur i myslalam, ze
wszystko sie ulozy i nasze malzenstwo bedzie uratowane. Ale z czasem,
widzac meza zataczajacego sie na ulicy, zrozumialam, ze chyba nic sie juz
nie zmieni i nie warto kontynuowac tego malzenstwa. Wyprowadzilam sie wiec,
postanawiajac wystapic o rozwod. - mowi Karina.
- Bylam rozzalona takim obrotem sprawy. Juz drugi raz tracilam kogos
bliskiego - pierwsza strata dotknela mnie, gdy mialam 16 lat. Wowczas
zmarla na raka moja mama. Obwinialam wtedy Boga, ze zabral ja tak wczesnie,
ale teraz mysle, ze moze w tej trudnej sytuacji zabraklo modlitw za matka,
aby Bog jej pomogl. Ojciec jest dobry czlowiekiem, nie zylismy w biedzie,
ale mimo wszystko matki mi brakowalo. A teraz tracilam meza! Jednak mimo
wszystko postanowilam sie rozwiesc - dodaje Karina.
- Z kolei ja wzialem sie w garsc, stwierdzajac, ze tak dalej byc nie moze.
Bylem zadluzony w pieciu bankach, komornik deptal mi po pietach, a ja
wszystkie pieniadze przeznaczylem na alkohol. Co dalej?! Musze cos z tym
zrobic. Postanowilem rozpoczac leczenie odwykowe - wspomina Marek.
- W osrodku Odwykowym przez 3 tygodnie meczyly mnie tzw. "suche kace" i sny
alkoholowe. Ale w tym miejscu spotkalem tez ludzi, ktorzy powiedzieli mi,
ze jest Ktos, kto moze mnie uwolnic z nalogu. Tym kims jest Jezus Chrystus,
ktory ma wszelka moc na niebie i na ziemi. Powinienem tylko powierzyc Mu
swoje zycie i prosic Go o oczyszczenie z grzechow. Uswiadomiono mi, ze
zycie w nalogu jest grzechem, gdyz zyjac w ten sposob, czynie krzywde sobie
i najblizszym. Uchwycilem sie wiec z calego serca tej nadziei i oddalem swe
zycie Jezusowi Chrystusowi. Zaczalem tez gorliwie czytac Pismo Swiete.
Poprzez Slowo Boze Bog zmienial moj sposob myslenia, przemienial moje
wnetrze. Pomaga mi tez rozwiazywac problemy, ktore w swej lekkomyslnosci
sam na siebie sprowadzilem. Sprawil tez, ze zona widzac zmiany w moim
zyciu, wrocila do mnie.
- Gdy zlozylam juz w sadzie pozew rozwodowy, maz rozpoczal zycie z Jezusem.
Zaczal mi mowic o Jezusie, zapraszal na nabozenstwa do Zboru, do ktorego
teraz uczeszczal. W rezultacie wrocilam do meza. Oddalam tez swoje zycie
Panu Jezusowi. Chcialam, by on stal sie moim Zbawicielem, jednak
powstrzymywalam sie przed uczynieniem Go Panem swego zycia. Troche to
trwalo, zanim moje "Ja" usunelo sie na dalszy plan, a Jezus zasiadl na
tronie mego serca.
Teraz jednak czuje sie szczesliwa i radosna. Bog wystawia nas nieraz na
proby i niekiedy nasze zaufanie ku Niemu trzyma sie jakby na takiej bardzo
cienkiej niteczce. Jednak, chwala Bogu, ta nitka zaufania dotad sie nie
zerwala i stawala sie coraz mocniejsza. Przeciez naszego malzenstwa tez
mialo juz nie byc, tez "nic malzenska" laczaca nas miala ulec zerwaniu, a
jednak Jezus na nowo nas polaczyl. Wierzymy, ze z Jego pomoca pokonamy
wszystkie problemy i bedziemy juz z Nim na zawsze - teraz i w wiecznosci.
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
*****************
SLOWO TYGODNIA - 5 lipiec 2002
*****************
"Unikamy postepowania ukrywajacego sprawy hanbiace,
nie uciekamy sie do zadnych podstepow
ani nie falszujemy slowa Bozego,
lecz okazywaniem prawdy przedstawiamy siebie samych
w obliczu Boga osadowi sumienia kazdego czlowieka."
2 Kor 4:2
*****************
"Panie, poszerz moje granice"
Renata Gorska (Niemcy)
Panie, poszerz granice mojego widzenia
bym dostrzegla glod Ciebie
i na sytych obliczach
bym odkryla niepewnosc
pod usmiechem cynicznym
a milosci zadanie
w zaprzeczeniu jej czynem
Panie, poszerz granice mojego wyczucia
by odgadnac brak sensu
czy potrzeby wolanie
trzepot serca zlekniony
Twoim Slowem uciszyc
by przystanac i wesprzec
wspolodczuwania gestem
Panie, poszerz granice mojego dzialania
od wschodu az po zachod
dnia, ziemi, mego zycia
mozliwosci wychwytem
w tym, co wazne nie pilne
daru swego uzyciem
badz odwaga na nowe
Panie, poszerz granice mojego istnienia
ponad czasu zapory
ograniczen pasieki
uczysz mnie woli Swojej
wtedy przekraczam siebie
a w wiecznosci tesknocie
duchem ku Tobie zmierzam
*****************
"Biale szaty dla nagiego"
Jozef Kajfosz
http://www.docelu.jezus.pl/
"Poniewaz mowisz… niczego nie potrzebuje, a nie wiesz, zes… goly.
Radze ci, abys… przyodzial szaty biale, aby nie wystapila na jaw haniebna
nagosc twoja…"
Obj 3: 17b, 18b
W odroznieniu od wszystkich innych ziemskich stworzen ludzie chodza ubrani.
Koniecznosc ubierania sie jest nastepstwem upadku w grzech, ktory
spowodowal obdarcie ludzi z Bozej chwaly, ktora do tego momentu stanowila
ich okrycie. Nagosc jest wiec hanbiaca, gdyz przywodzi na pamiec te
tragedie, ktora obnazyla czlowieka przed Bogiem. Pierwsza, nieudana proba
zakrycia tej hanby byly nieudolne, sklecone napredce przepaski z lisci
figowych (1Mo 3: 7), ale przed przenikliwym wzrokiem Stworcy nie zakryje
ludzkiej nagosci zadna odziez wlasnej roboty. Dopiero odzienie ze skor
zwierzecych, sporzadzone przez samego Boga (w. 21), rozwiazalo problem
nagosci pierwszych ludzi.
Temat nagosci i zakrywajacej ja odziezy albo szaty raz po raz pojawia sie w
Pismie Swietym w znaczeniu duchowym. Czlowiek oddalony od Boga, zbuntowany,
znajdujacy sie na wlasnych drogach jest w sensie duchowym nagi i okryty
hanba, chocby o tym nie wiedzial czy nawet sie tym szczycil. Proby
przejednania i zadowolenia Boga przez wlasne uczynki, wlasne proby
nienagannego i sprawiedliwego postepowania sa nieskuteczne jak te przepaski
z lisci figowych i nie zakrywaja naszej nagosci przed Bogiem, a sa w
najlepszym przypadku „szata splugawiona” (Iz 64: 6). Dopiero pojednanie z
Bogiem i przyjecie sprawiedliwosci Chrystusowej jest zewleczeniem brudnej
szaty, a ubraniem szat czystych i odswietnych (Za 3: 3–5). Boza
sprawiedliwosc, bedaca podstawa stosunkow w Krolestwie Niebios, symbolizuje
na wielu miejscach biala, lsniaca szata, w jakiej pojawialy sie istoty
niebianskie (Dn 7: 9; Mt 28: 3; Mk 16: 5; Lk 24: 4; Dz 1: 10). W lsniacych
szatach widziany byl takze Pan Jezus, kiedy Ojciec Niebieski pokazal
uczniom Jego chwale (Mt 17: 2; Mk 9: 3; Lk 9: 29).
Dluga lista miejsc biblijnych mowi takze w kontekscie wiecznosci o ludziach
odkupionych, pojednanych z Bogiem i narodzonych na nowo jako o obleczonych
w szaty biale. „Kilka osob” z Sardes, ktore „nie skalaly swoich szat”,
chodzic bedzie z Panem „w szatach bialych” (Obj 3: 4). „Zwyciezca zostanie
przyobleczony w szaty biale” (w. 5). Przez otwarte drzwi w niebie Jan
widzial starcow „odzianych w biale szaty” (Obj 4: 4). Biale szaty dano
takze meczennikom (Obj 6: 11), w biale szaty odziany byl takze „tlum
wielki, ktorego nie mogl nikt zliczyc” (Obj 7: 9). W odroznieniu od
pomordowanych z rozdzialu 6 ci ostatni nie otrzymali bialych szat w niebie,
lecz w wielkim ucisku na ziemi „wyprali szaty swoje i wybielili je we krwi
Baranka” (Obj 7: 13–14). Jest to nie tylko mozliwe, lecz takze konieczne,
jak mowi nasz tekst (Obj 3: 18). Juz starotestamentowy Kaznodzieja radzil:
„Nos zawsze biale szaty, a na twojej glowie niech nigdy nie braknie olejku”
(Kzn 9: 8). Blogoslawiony jest ten, ktory „czuwa i pilnuje szat swoich, aby
nie chodzic nago i aby nie widziano sromoty jego” (Obj 16: 15). Dlatego
blogoslawionymi sa ci, ktorzy „piora swoje szaty, aby mieli prawo do drzewa
zywota i mogli wejsc przez bramy do miasta” (Obj 22: 14).
Podsumowujac te biblijna nauke o bialych szatach mozemy stwierdzic, ze ich
posiadanie jest dla ludu Bozego koniecznoscia. Sa darem laski Bozej,
rezultatem ofiary przelanej krwi Chrystusa, ale dbalosc o ich posiadanie i
stan jest naszym obowiazkiem i ponosimy za to przed Bogiem
odpowiedzialnosc. Niewywiazanie sie z tego obowiazku pociaga za soba
niezmiernie tragiczne skutki, gdyz „udzialem… skalanych… bedzie jezioro
plonace ogniem i siarka” (Obj 21: 8).
Podstawowa, fundamentalna cecha Kosciola Jezusa Chrystusa jest jego
czystosc czyli biezaca praktyka sprawiedliwosci i swietosci Chrystusowej
(2Ko 11: 2; Ef 5: 27; Obj 19: 8), bardzo wyraznie, razaco kontrastujaca z
stylem i poziomem zycia w ksiestwie tego swiata, z praktyka biezacego
postepowania ludzi nieodrodzonych. Niestety, te sprawiedliwosc i swietosc
pochodzenia niebianskiego praktykowac trzeba w srodowisku wrogim, swieckim,
pelnym nieprawosci, pospolitosci i brudu. Dlatego wybielanie i utrzymywanie
w czystosci swoich szat wymaga od chrzescijan nieustannego wysilku,
nieustannej czujnosci i walki, a takze nieustannego oczyszczania sie z
brudnych nalecialosci najrozniejszego rodzaju. Stan szat ludu Bozego w
danym momencie i miejscu zalezy w pierwszym rzedzie od stanu jego stosunkow
z Bogiem, od stopnia, w jakim zycie Chrystusa dominuje na co dzien nad
„zyciem” wedlug ciala. Wszelkie formy odstepstwa wplywaja nieuchronnie na
pogarszanie sie tego stanu, natomiast w okresach odnowy i duchowej odwilzy,
dzieki wzrastajacemu zespoleniu z Chrystusem, nastepuje z reguly
systematyczna poprawa w tej dziedzinie, wywierajaca na dluzsza mete takze
ozdrowienczy wplyw na swieckie otoczenie Kosciola.
Chodzi o sprawe o fundamentalnym znaczeniu, gdyz lud Bozy powolany jest do
tego, by byc swiatloscia swiata i sola ziemi, by gorliwoscia w dobrych
uczynkach rozglaszac cnoty swojego Mistrza i Pana. Nie po to, aby uczynkami
tymi zasluzyc na swoje zbawienie, lecz dzieki temu, ze darowane mu
zbawienie bez uczynkow owocuje potem wspaniale obfitoscia uczynkow
sprawiedliwosci. Koscioly maja wiec byc miejscami, skad promieniuje na
swiat chwala Boza w postaci wysokiej jakosci zycia, pelnego owocow Ducha.
Jesli tak nie jest, mamy do czynienia ze stanem tragicznym i w najwyzszym
stopniu alarmujacym. Problem ten istnial zawsze, w calej historii Kosciola
od samych jego poczatkow apostolskich, szczegolnego znaczenia nabiera
jednak w obecnej, koncowej fazie jego ziemskiej pielgrzymki. Po pierwsze
dlatego, ze w tej fazie dojrzewa na swiecie „tajemna moc nieprawosci”, co
wyraza sie spotegowaniem zla w najrozniejszej postaci, nacierajacego takze
na Kosciol, a po drugie dlatego, ze mimo tej wzmozonej presji zewnetrznej
Kosciol w tym wlasnie czasie w szybkim tempie dochodzic musi do swojego
stanu docelowego, w ktorym nie tylko musi byc ubrany, lecz w ktorym jego
szaty maja byc wolne od wszelkiej zmazy i lsnic nienaganna czystoscia.
Jedno i drugie znajduje swoj wyraz w poselstwie Glowy Kosciola do zboru
laodycejskiego. Przemozne wielorakie wplywy i naciski ginacego,
pograzajacego sie moralnie swiata nie tylko wprawiaja ten Kosciol czasow
ostatecznych w stan ubostwa i nedzy i nie tylko pozbawiaja go wzroku i
czynia slepym, lecz takze kalaja i zdzieraja z niego szaty sprawiedliwosci,
wystawiajac go na hanbe przed Bogiem i przed ludzmi. Dlatego zachodzi
naglaca potrzeba, bezwzgledna koniecznosc zdecydowanego przeciwdzialania,
nawrotu do scislej wiezi z Bogiem celem wzbogacenia sie i odzyskania wzroku
oraz bialych szat, zakrywajacych duchowa nagosc i swiadczacych o
skutecznosci dokonanego dziela Bozej laski. Tak wiec z jednej strony nedza,
slepota i nagosc Kosciola tego okresu sa niezaprzeczalnym faktem, z drugiej
zas strony niezwloczne przezwyciezenie i usuniecie tego stanu jest
bezwarunkowym Bozym nakazem. Jedno i drugie trzeba nam bez zastrzezen
zaakceptowac i otrzasnawszy sie ze zludnego, zwodniczego samozadowolenia
podjac wyzwanie tego czasu. Niezrobienie tego jest trwaniem w odstepstwie.
Zrobienie tego jest czescia odnowy i droga do przebudzenia.
— Czy rzeczywiscie jest az tak zle na odcinku naszej obecnej
sprawiedliwosci i swietosci? Przeciez to Chrystus nas usprawiedliwia i
przyobleka w swoja swietosc. Czyz nie wierzymy w doskonale dzielo
odkupienia? Czy mozemy do niego cos dodac? Na czym mialaby polegac nasza
nagosc? — Zrozumienie tych pytan i znalezienie wlasciwej na nie odpowiedzi
jest kluczowe dla zrozumienia istoty przeslania do zboru laodycejskiego.
Slowo Boze uczy wyraznie, ze w ostatecznych dniach nastana trudne czasy
(2Tm 3: 1–9). Po tym stwierdzeniu Biblia podaje opis stanu moralnego ludzi
tego okresu, budzacy groze. Nie chcielibysmy zyc w otoczeniu swieckim,
pelnym takich ludzi. A tymczasem chodzi o wierzacych, „ktorzy przybieraja
pozor poboznosci, podczas gdy zycie ich jest zaprzeczeniem jej mocy” (w.
5). Sa to wiec ludzie, powolujacy sie na Boza laske, w ktorych zyciu nie
widac jednak owocow jej dzialania. Nie widac przemiany wewnetrznej, nie
widac smierci wlasnego „ja”, nie widac nowego czlowieka, nie widac owocow
Ducha. Dlaczego? Poniewaz nie przebyli Bozej drogi z ciemnosci do
swiatlosci, nie zobaczyli w Bozym swietle swojego brudu i zgubionego stanu,
nie przejeli sie groza swojego grzechu, nie blagali Boga o ratunek, nie
doswiadczyli odnawiajacej mocy Bozej, nie biora na co dzien swojego krzyza,
podazajac za Barankiem i nie klada swoich cial ofiara zywa, swieta, mila
Bogu, totez nie doznaja systematycznej przemiany na obraz Chrystusa przez
dzialanie Slowa i Ducha. Przyjeli tylko intelektualnie syllogizm, ze kto
uwierzy, bedzie zbawiony, jak przy okienku bankowym zlozyli podpis lub
wypowiedzieli formulke i powiedziano im, ze stali sie chrzescijanami.
— Zaraz, zaraz! Mowisz o czlonkach martwych, nominalnych kosciolow, a my
przeciez jestesmy chrzescijanami ewangelicznymi, biblijnymi, ktorzy
swiadomie przyjeli wiare, dali sie ochrzcic i nasladuja Chrystusa. — Chwala
Bogu za wszystkich chrzescijan, ktorzy swiadomie staraja sie nasladowac
Chrystusa! Ale jak w praktyce wyglada to nasze nasladowanie? Laska Boza
moze oczyscic i wybielic tylko to, co swiadomie poddamy jej dzialaniu.
Jesli z jakichkolwiek powodow pewnych elementow naszego starego czlowieka
nie „zewleczemy”, nie zdecydujemy sie na poddanie ich dzialaniu Bozej
laski, czy to bedac na nie slepi, czy tez wolac ich nie widziec i udajac
tylko slepych, to nie zostaniemy z nich oczyszczeni i bedziemy paradowac w
nich na swoja hanbe nawet przez dlugie lata. Tak dlugo, dopoki nie
zdecydujemy sie na radykalna, konsekwentna odnowe.
Miniony okres duchowej zimy wielce sprzyjal ksztaltowaniu sie, powielaniu i
utwierdzaniu takich pozornych postaw chrzescijanskich. W pierwszym rzedzie
chodzi oczywiscie o grzech osobisty w najrozniejszej postaci, o
pozostawanie ludzi wierzacych w roznych formach cielesnosci i zmyslowosci,
o uleganie wplywom i przyjmowanie wzorcow ze swieckiego otoczenia. To
nieoczyszczone z pozostalosci starego czlowieka zycie osobiste przenosilo
sie potem do stosunkow malzenskich, rodzinnych, spolecznych, a takze na
teren wspolnoty kosciola, powodujac, ze ludzie brudni starali sie
pozyskiwac dla Boga innych ludzi brudnych, co w rezultacie prowadzilo do
zalosnej mieszaniny brudu i czystosci, ciemnosci i swiatlosci, falszu i
prawdy, a w tym wszystkim do zatarcia Bozej wspanialosci i chwaly.
Chyba niepotrzebne sa przyklady, gdyz dotyczy to praktycznie wszystkich
dziedzin cielesnosci i wszystkich rodzajow grzechu. Jakze zalosny widok
przedstawia „chrzescijanin”, chowajacy po wielu latach swojego
„chrzescijanskiego” zycia w skrytych schowkach kawalki papierosow i
pociagajacy z nich ukradkiem od czasu do czasu, a potem usilujacy przed
pojsciem na nabozenstwo „oczyscic” sie zuciem lisci pietruszki! Albo
„chrzescijanin”, chowajacy na dnie szuflady jakies czasopisma porno i
zanieczyszczajacy sie co pewien czas pod wplywem ich podniecajacej lektury,
albo dolewajacy do herbaty po trosze alkoholu, rzekomo dla lepszego
trawienia, albo zabawiajacy sie grzechem w swojej wyobrazni i w myslach!
Mozna by takze mowic o wzajemnych stosunkach, klotliwosci, wybuchowosci,
plotkarstwie i wielu, wielu innych tego typu zmazach, ktore przez wiele
dlugich lat byly na porzadku dziennym, podczas gdy wysilki ich pokonania
nie dawaly zadnego rezultatu. Te i wiele im podobnych postaci cielesnosci
to niezaprzeczalna nedza, slepota i golizna.
Nie sposob pominac na tym miejscu naszej wlasnej specjalnosci, typowo
polskiej cechy charakteru, ktora w szczegolny sposob zachwaszczala i
hanbila zycie ludu Bozego. Jest nia zamilowanie do roznego rodzaju polprawd
i polklamstw, najrozniejszego naciagania, machlojek i kanciarstwa, az po
jawne klamstwa, szachrajstwa i oszustwa. Wynoszenie najrozniejszych rzeczy
z zakladow pracy, falszywe oswiadczenia, korzystanie z roznych nienaleznych
ulg, falszywe zeznania podatkowe, lapownictwo, nieuczciwe prowadzenie
interesow i wiele innych tym podobnych. W postawach takich razaco
kontrastujemy z protestanckim swiatem anglosaskim, gdzie prawdomownosc,
rzetelnosc i uczciwosc sa na ogol elementarna sprawa honoru, a podobni
jestesmy do katolickich Latynosow z poludnia Europy i Ameryki.
Po nawroceniu sie czlowieka, jesli jest ono szczere i autentyczne,
nastepuje z reguly radykalny przelom w poziomie moralnosci. Razace grzechy
zostaja momentalnie osadzone przez dzialanie Slowa i Ducha, wyznane i
porzucone, potem zas w codziennym zyciu chrzescijanskim nastepuje
systematyczne zewlekanie starego czlowieka z jego uczynkami i przyoblekanie
nowego — stopniowe oczyszczanie sie pod wplywem Slowa Bozego i przebywania
we wspolnocie ludzi odrodzonych z tych roznorodnych haniebnych i hanbiacych
cech zycia wedlug modly tego swiata. Jesli stan stosunkow z Bogiem jest
prawidlowy i zycie duchowe rozwija sie normalnie, nastepuje szybkie i
wyraznie widoczne wrastanie w Chrystusa. W zyciu chrzescijanina juz po
niedlugim czasie pojawiaja sie owoce Ducha, a zalosne i ponizajace cechy
starego czlowieka zostaja wyeliminowane i okryte sprawiedliwoscia
Chrystusowa. Czlowiek staje sie zakochany w swietosci, a zdazajace do
uswiecenia otoczenie umozliwia mu szybkie postepy. Dzieki temu cale
srodowisko moze pelnic swoja naturalna role swiatlosci swiata i soli ziemi.
Inaczej sprawy wygladaja w atmosferze odstepstwa. Stosunki z Bogiem sa w
oplakanym stanie, wplyw Ducha Swietego jest gaszony, nauczanie drogi
sprawiedliwosci zostaje zaniechane, coraz trudniej takze o wlasciwe
przyklady do nasladowania, nie mowiac juz o tym, ze zdarza sie nawet, iz
usilujacy zachowac swoja swietosc i czystosc bywaja wysmiewani i
szykanowani. Nastepuje nieprawdopodobne zachwaszczenie praktycznego
postepowania nalecialosciami z swieckiego otoczenia, nieraz do tego
stopnia, ze w praktycznym postepowaniu na co dzien pomiedzy „ludem Bozym” a
swiatem nie ma juz zadnej roznicy. Pojawiaja sie nawet bledne doktryny,
majace taki stan rzeczy usankcjonowac, gloszace, ze czystosc i swietosc
chrzescijanina jest tylko wewnetrzna i dotyczy stanu serca, na zewnatrz zas
jest niewidoczna.
Kiedy wiac zacznie wiatr odnowy, problem grzechu, pospolitosci i
nieczystosci moralnej w zyciu osobistym i wspolnotowym chrzescijan jest
jednym z glownych elementow tej grubej skorupy lodowej, z ktora Duch Swiety
musi sie uporac. Nie stanie sie to bez swiadomego, czynnego i zdecydowanego
wspoldzialania Bozych ludzi, kazdego z nas. Wymownym przykladem jest okres
odnowy, o ktorym mowa w proroctwie Aggeusza. Oba rozdzialy tej krotkiej
ksiegi biblijnej prawie w calosci sa mocnym Bozym apelem do Jego ludu o
przystapienie do odbudowy zrujnowanej swiatyni. Bog przez proroka nalega,
zacheca i wzywa do czynu, do radosnego podjecia dzialan, obiecujac
blogoslawienstwo. Z jednym wszakze, znamiennym wyjatkiem, w ktorym ten
podniosly nastroj zostaje nagle zaklocony przez przykry zgrzyt, kiedy
prorok na rozkaz Boga porusza sprawe czystosci: „Cokolwiek oni ofiaruja,
bedzie nieczyste” (Ag 2: 11–14).
Jesli odnowa ma byc autentyczna, nie moze unikac spraw przykrych, a
koniecznych. W euforii przebudzenia nie mozna puscic w niepamiec razacych
zaniedban przeszlosci, lecz wszystkie one musza zostac objete dzialaniami,
zmierzajacymi do przywrocenia waznosci wszystkim Bozym zasadom i normom.
Nagoscia i golizna, bedaca rezultatem oddalenia sie od Boga, trzeba sie
zajac w pierwszej kolejnosci i ze szczegolna starannoscia, aby wyeliminowac
wszystkie jej haniebne skutki. Reformator Jozjasz az dziesiec lat
oczyszczal kraj i swiatynie z balwanow, swiatynek, aszer, posagow,
oltarzykow kadzielnych i innych rozlicznych rekwizytow odstepstwa (2Kn 34:
3–8). Na drodze odnowy nie da sie uniknac procesu doglebnego, starannego i
szczegolowego oczyszczenia ani tez zbyc go jakims pospiesznym, pochopnym
aktem, gdyz nasze brudy najrozniejszej postaci skutecznie zamrazaja
dzialanie Bozej laski i blokuja postepy odnowy. Boza chwala nie moze wrocic
do swiatyni, dopoki nie zostanie z niej usunieta ostatnia wniesiona tam
obrzydliwosc.
Wielu z nas podjelo walke modlitewna o przebicie sie do bezposredniej
spolecznosci z Bogiem i doznajemy w tym zachety w postaci dotkniec Ducha
Bozego, ale jestesmy jeszcze dalecy od spelnienia swoich pragnien i
zaspokojenia istniejacych potrzeb. Obrany kurs jest dobry i jedynie
sluszny, walke wiec nalezy wytrwale kontynuowac, koniecznie jednak nasze
prosby nalezy uzupelnic otwarciem sie i poddaniem sie Bozemu osadowi i
oczyszczaniem sie na biezaco od wskazywanych nam przez Slowo i Ducha
nieczystosci, ktore stoja na przeszkodzie naszemu zblizaniu sie do Boga.
Tylko w ten sposob bowiem nastepowac moze nasze przeobrazanie sie,
konieczne, by Bog mogl nam powierzyc „wieksze dary laski” bez ryzyka, ze
skalamy je swoja niedojrzaloscia. Bez postepow w procesie wybielania
naszych szat nie bedzie postepow w procesie powrotu Bozej mocy i chwaly.
Warto na tym miejscu powiedziec kilka slow o tzw. legalizmie, gdyz wiaze
sie to z naszym tematem. W niedalekiej przeszlosci bylismy swiadkami
tepienia przez wielu przywodcow roznych martwych uczynkow zwyczajowej
poboznosci, jak zachowywanie sztucznej powagi, modlitwa w okreslonych
pozach, nie uczestniczenie w zadnych swieckich imprezach, nie ogladanie
telewizji, nie uprawianie zadnych sportow ani gier, nie noszenie zadnych
ozdob, nie uzywanie zadnych kosmetykow, scisle przestrzeganie regul
dotyczacych odziezy, obuwia, pielegnacji wlosow, twarzy, paznokci itp.
Tepiono przestrzeganie tego wszystkiego raczej slusznie, gdyz najczesciej
postawy takie nie wyplywaly z duchowosci, lecz byly jej namiastka,
przeniesieniem punktu ciezkosci z wiary na uczynki i z wolnosci w
Chrystusie na odgorne egzekwowanie przestrzegania ludzkich nakazow i
przepisow zakonu.
Niestety czesto wylewa sie wraz z kapiela i dziecko, przeocza sie bowiem,
ze wiekszosc tych tepionych postaw to zewnetrzne pozostalosci po dawnych
okresach duchowego ozywienia, odnowy i rozkwitu zycia chrzescijanskiego.
Pod wplywem dzialania Ducha laski odrzucano wtedy spontanicznie cielesnosc,
poddajac kazda dziedzine i kazdy szczegol zycia pod calkowite posluszenstwo
Chrystusowi. Nie z przymusu, lecz ochotnie i z radoscia. Kiedy jednak zycie
wracalo do „normy” i zabraklo zywotnosci duchowej, pozostawaly tylko jej
niektore przejawy zewnetrzne, w dodatku z biegiem czasu znieksztalcone. Ich
dalsze kultywowanie bez duchowej inspiracji i motywacji jest pozbawione
sensu, tak samo jak pozbawione sensu jest reklamowanie firmy, ktora juz nie
istnieje, lub wiazanie krawata czlowiekowi, ktory nie ma koszuli. Dochodzi
wtedy do przecedzania komara, a polykania wielblada. Mozna to robic tylko
przez nakazy i naciski, a jest to szkodliwe.
Kiedy jednak zycie duchowe rozkwita na nowo, a Duch zaczyna dzialac
bezposrednio, kladzie swoj palec na rozne szczegoly w naszym zyciu, pragnac
dokonac ich odnowy. Nie mozemy zamykac sie na zadne uzdrowiencze,
korygujace dzialanie Bozej laski, chcacej wyprowadzic nas z naszej
haniebnej nagosci. Nie mozemy sadzic, ze sprawe zalatwia splycona doktryna
o usprawiedliwieniu z laski, mowiaca, ze Bog patrzy na nas przez Chrystusa
i nie widzi w nas zadnych wad czy niedoskonalosci. Mamy bowiem do czynienia
nie z doktryna, lecz z zywa Istota swietego Boga, ktory ma swoje odczucia i
upodobania, pewne rzeczy kocha, a inne wywoluja Jego gniew i obrzydzenie.
Pan Jezus nigdy nie zachecal do postawy lapu-capu. Nie powiedzial nigdy, ze
komara mozna spokojnie polknac, ze dziesiecine z miety, kopru i kminku
mozna sobie darowac. Przeciwnie, wyraznie nakazal nawet takich drobiazgow
nie zaniedbywac (Mt 23: 23; Lk 11: 42).
Ciesz sie wiec, drogi bracie, droga siostro, z wolnosci w Chrystusie, lecz
jesli usilnie dazysz do odnowy swojego zycia i obecnosci w nim Bozej
chwaly, to przygotuj sie na to, ze Duch bedzie Ci wskazywal mnostwo
drobiazgow, z ktorych bedzie chcial cie oczyscic. Byc moze nagle twoje
obcisle, wytarte i postrzepione dzinsy tak cie osadza, ze zaczerwienisz sie
po uszy. Byc moze jakis inny szczegol twojego wygladu zacznie cie tak
palic, ze nie zniesiesz tego na sobie. Byc moze siedzac przed telewizorem i
ogladajac mecz poczujesz sie nagle tak zaniepokojony duchowo, ze tylko
usilna modlitwa wydostaniesz sie z tego. Byc moze jedna tylko negatywna
mysl na temat wspolbrata czy wspolsiostry tak cie udreczy, ze wyszukasz ich
i wyznasz ja przed nimi. Byc moze wydarzy sie jeszcze tysiac innych takich
rzeczy. Dziekuj goraco za kazda z nich, gdyz jest to kolejny maly kroczek
od golizny do bialej szaty, od nagosci do Bozej chwaly. Jesli bedziesz sie
na to otwierac, beda widoczne twoje postepy. Jesli sie na to zamkniesz,
bedziesz dreptac w miejscu i tylko srodkami duszewnymi podsycac w sobie
„Boza” radosc, a cale twoje zycie „duchowe” moze pozostac tylko imitacja.
Niechec w poddawaniu sie takiej obrobce przez Ducha jest przejawem
odstepstwa. Poddawanie sie jej z upragnieniem i zadowoleniem swiadczy o
przebiegajacym procesie odnowy.
Procz osobistych sa tez inne aspekty i elementy laodycejskiej golizny, jak
naruszone relacje malzenskie, rodzinne, wspolnotowe. Szczegolnie zalosny
pozostaje dotychczas w wielu przypadkach stan wzajemnych stosunkow pomiedzy
wspolnotami, ciagle jeszcze nacechowany rywalizacja, oskarzaniem, niechecia
i wrogoscia. Odstepstwo przybieralo i przybiera na roznych miejscach rozne
postacie i ma rozny przebieg. Niestety, jego przejawy „zdobily” nie tylko
szeregowych czlonkow kosciolow, lecz takze niejednokrotnie ich przywodztwo.
Trafiali sie nawet liderzy, swiadomie poslugujacy sie ciemnoscia,
zatajaniem prawdy i jawnym klamstwem jako dopuszczalnym i nieodzownym
narzedziem dzialania. Do tego stopnia, ze wysilki chodzenia w swiatlosci i
prawdzie, a unikania ciemnosci i klamstwa tepili niektorzy jako przejawy
legalizmu! Nie jest rzecza latwa poruszanie tego tematu, ale jest to
konieczne. Ciemnosc jest domena szatana i jego sil demonicznych, totez
wszystko, co okryte jest zmowa milczenia, pozostaje pod jego panowaniem.
Wszystko natomiast, co sie ujawnia, jest swiatloscia, a moce ciemnosci
mozna pokonac tylko swiatloscia. (Ef 5: 8–14). W szczegolnosci kamieniem
potkniecia i diabelska przyneta, czynnikiem demoralizujacym przywodztwo
niektorych kosciolow byla przez dlugie lata obfita „pomoc” zagraniczna dla
zborow, wreczana po kryjomu, co gdzie niegdzie doprowadzilo do wykreowania
wielce niezdrowych ukladow, do zawlaszczania tej pomocy i dysponowania nia
na duza skale w prywatnym interesie i dla wlasnych celow, wbrew interesom
Kosciola i w scislej tajemnicy przed zborami, dla ktorych byla przeznaczona
i ktorym miala sluzyc.
Nie trudno odgadnac, jak niszczacy mialo to wplyw na kondycje zborow,
prowadzonych przez ludzi, ktorzy znalezli sie w tym szatanskim potrzasku.
Sami marnieli i podupadali duchowo, a zbory pod ich opieka byly pladrowane
pod wzgledem materialnym i duchowym. Pod wzgledem materialnym, gdyz zdarza
sie, ze jeszcze do dzis niektore z nich odczuwaja ujemne skutki tego okresu
w postaci roznych dotkliwych brakow, a pod wzgledem duchowym, gdyz rodzace
sie w nich dzieci w zaden sposob nie mogly dojsc do dojrzalosci duchowej i
skazane byly na wegetacje, na chrzescijanstwo karlowate i niepelnosprawne.
Lecz, co jeszcze gorsze, przez dlugie lata zbory takie „rodzily” cale
rzesze ludzi zgorzknialych, zranionych, duchowo kalekich, skazanych na
tulaczke, ktorzy przychodzili, chrzcili sie, pozostawali przez pewien czas,
a nawet uslugiwali, a potem otrzymywali smiertelny cios, kiedy ich oczy
otwieraly sie na razacy kontrast miedzy tresciami gloszonymi, a praktyka. Z
biegiem czasu liczba takich owiec, rozpedzonych przez pasterzy, ktorzy
pasli samych siebie (Ez 34: 1–22), wzrastala do zastraszajacych rozmiarow.
Jesli odnowa ma byc wiarygodna i doglebna, musi objac takze i te dziedziny.
Dzieki Bogu, ze On dotrzymuje swojej obietnicy i usuwa zlych pasterzy (w.
10), przebiega takze naprawianie wyrzadzonych ludowi Bozemu szkod i krzywd.
Nie mozna tego pozostawic wlasnemu losowi, lecz wymaga to swiadomego
dzialania, gdyz w przeciwnym razie odnowa moze utknac w miejscu. Wymownym
biblijnym przykladem takiej sytuacji jest kleska glodu w okresie rzadow
Dawida (2Sm 21: 1–14). Kiedy Dawid pytal o jej przyczyne, Pan objawil mu,
ze na jego krolestwie leza czarna plama pewne przykre zaszlosci z okresu
rzadow jego poprzednika Saula. Okazalo sie, ze zachodzi potrzeba, aby
wzgardzeni, krzywdzeni, tepieni i wyniszczani przez niego Gibeonici
„poblogoslawili dziedzictwo Panskie” (w. 3). Wprawdzie sam Dawid byl
niewinny, trzeba jednak bylo odciac sie od przeszlosci i wyrzadzonych
krzywd oraz uporzadkowac zalegle sprawy, a kiedy to nastapilo, glod minal,
a blogoslawienstwo Boze powrocilo. Nie wystarczy biernie czekac na
zgorzknialych i zranionych, chociaz Bog obiecuje ich powrot, lecz nalezy
wyjsc im naprzeciw. Musza oni miec pewnosc, ze okres ich poniewierki
bezpowrotnie minal i ze znow istnieja dla nich warunki do normalnego zycia.
Wtedy zazegnana bedzie grozba duchowego glodu i wypelnienie Bozych obietnic
nie utknie z powodu przeszkod.
Jesli wiec masz wplyw na kosciol w miejscu, gdzie takie przykre przypadki
wystepowaly, to nie wahaj sie odszukac skrzywdzonych i powiedziec
„przepraszam”, choc osobiscie nie czujesz sie winny, jak zrobil to Dawid,
jezeli zas nalezysz do tych, ktorzy czuja sie skrzywdzeni, to nie wahaj sie
blogoslawic dziedzictwu Panskiemu, mimo ze pamiec o latach odrzucenia i
tulaczki jeszcze boli, jak zrobili to Gibeonici. Tylko taka postawa bowiem
sprawi, ze Bog bedzie znowu „laskawy dla ziemi”. — Ale czy trzeba przy tym
kogos „wbijac na pal”, jak zrobil to Dawid? — A jakze! Na pal trzeba wbic
koniecznie naszego starego czlowieka z jego uczynkami, takimi jak
nadgorliwosc, sklonnosc do manipulacji, zarozumialosc, klotliwosc,
pochopnosc, zadza gorowania i stawiania na swoim, pragnienie odwetu i wiele
innych przejawow starej natury, ktore w przeszlosci komplikowaly stosunki i
prowadzily do niebiblijnych rozstrzygniec. Winni roznych szkodliwych
dzialan w krolestwie Bozym sa pod wladza swojego Pana i przed Nim ponosza
odpowiedzialnosc za swoje postepowanie. Wydaje sie jednak, ze w obecnym
czasie ludziom takim zagraza powazne niebezpieczenstwo i nalezy sie za nich
modlic. Wyglada na to, ze sa oni jakby zamknieci na aktualne poruszenie
Ducha, ze nie sa zdolni dostrzec nowej, narastajacej fali Bozego dzialania
i nastawiaja sie obojetnie lub negatywnie. Mialoby to dla nich konsekwencje
nad wyraz bolesne i okrutne, trzeba wiec zywic nadzieje, ze Pan do tego nie
dopusci, i zabiegac o to, by okazal swoja laske. Znacznie korzystniej dla
sprawy Bozej byloby, gdyby kazdy pracownik zdolal wyciagnac szczere wnioski
ze swojej postawy, poddal odnowie najpierw samego siebie, a potem
uczestniczyl w niej z pelnym przekonaniem i zaangazowaniem.
Byc moze w swoim osobistym zyciu lub w swoim otoczeniu dostrzegasz niektore
z poruszonych tu elementow, byc moze nieco do nich podobne, a byc moze
calkiem inne. Formy odstepstwa i haniebnej nagosci sa roznorodne, ale
wspolna cecha wszystkich jest ich niszczacy wplyw, hamujacy odnowe i
duszacy przebudzenie. Leza czarna plama na naszym zyciu i wymagaja
usuniecia. Dowodem tego jest niezaspokojony glod, bedacy ich nastepstwem.
Glod ten nie jest Boza kara, lecz wlasciwie dobrodziejstwem, gdyz umozliwia
nam uswiadomienie sobie problemu, poznanie jego przyczyny, wydobycie go na
swiatlo i rozwiazanie go przez pokute i oczyszczenie. Jest wiec Bozym
srodkiem, prowadzacym w ostatecznym rezultacie do rozkwitu i duchowej
obfitosci. Pod warunkiem jednak, ze nie zignorujemy go i nie pogodzimy sie
z nim, lecz usilnie prosic bedziemy Pana o pokazanie nam jego istoty, a
potem bezlitosnie rozprawimy sie z kazda czarna plama, jaka w swietle Ducha
zobaczymy. W okresie, poprzedzajacym przebudzenie, wyrwanie sie z
hanbiacych cech laodyceizmu jest sprawa zycia i smierci, sprawa, ktora
decyduje o dalszym przebiegu przebudzenia w kazdym z nas i o naszym udziale
w aktualnym Bozym dzialaniu.
Fala Bozego poruszenia narasta i nic nie jest w stanie jej zatrzymac. Nie
sluchamy wprawdzie codziennie dziennika z najswiezszymi wiadomosciami z
przebudzenia, ale wiesci, dochodzace do nas sporadycznie z roznych stron,
raz po raz wskazuja na to, ze dzieje sie wiecej, niz myslimy, i ze Boze
procesy tocza sie szybciej, niz przypuszczamy. Tak samo dzieje sie na
odcinku odzyskiwania i wkladania przez Kosciol bialych szat. Chwala Panu!
Mlode pokolenie ludzi Bozych, usilnie dazacych do scislej osobistej
spolecznosci z Panem, jakie przez dzialanie Ducha wyroslo w ostatnich
latach i wyrasta przed naszymi oczami, jest uczulone i wrazliwe na sprawe
czystosci swoich szat! Miluje prawde, rzetelnosc i prawosc, a brzydzi sie
klamstwem, kretactwem i obluda. Dzieki Bogu! To, o co tak trudno bylo przez
dziesiatki lat, teraz pojawia sie i jest widoczne coraz wyrazniej.
Alleluja! Rosnie mlody las „debow sprawiedliwosci” na chwale Pana i dla
odbudowy starodawnych ruin, opustoszalych osiedli i zburzonych miast (Iz
61: 3b–4). Szybko odrastaja na Samsonie wlosy — Boskie cechy owocow Ducha,
z ktorych golono go tak dlugo. Natomiast kretaczom, naciagaczom i
szachrajom w domu Bozym zaczyna palic sie grunt pod nogami. Chwieja sie i
zaczynaja rozsypywac sie istniejace jeszcze na terenie kosciola bastiony
ciemnosci i zaklamania. Wierzmy niezlomnie i modlmy sie usilnie, by Duch
Swiety zburzyl je do reszty. Poczawszy od kazdego z nas poprzez rodziny i
wspolnoty az po calosc Kosciola jest czas ujawniania i usuwania wszelkich
sladow hanbiacej duchowej golizny oraz przyoblekania czystych, bialych,
lsniacych szat sprawiedliwosci Chrystusowej. Jest to jeden z elementow
procesu odnowy i jest to jeden z warunkow jej powodzenia. Kazdy krok, kazdy
postep w tym procesie zbliza nas do pelni Bozej obecnosci, mocy i chwaly.
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
*****************
SLOWO TYGODNIA - 28 czerwiec 2002
*****************
Nadeslal: Zygmunt Oleksak
"Rzekl jej Jezus: Jam jest zmartwychwstanie
i zywot; kto we mnie wierzy, chocby i
umarl, zyc bedzie. A kto zyje i wierzy we
mnie, nie umrze na wieki. Czy wierzysz w to?"
Sw. Jan 11:25-26
*****************
"Oczekuje slowa Jego"
Ps. 130:5
Renata Gorska (Niemcy)
"Odpowiedzial mu Jezus: Ja jestem droga i prawda, i zywot."
Ew. Jana 14:6
Jesli
biegniesz zdyszany tetna rytmy trwoniac
ciulasz przeliczasz sily na zamiary
w celach pragnieniu gubisz idealy
to siebie zapytaj dla kogo i po co
Jesli
zamki na lodzie w fantazji swej roisz
drinka zapachem w marzeniu sie snujesz
idol przymusem nie widzac nie czujesz
to siebie zapytaj czy prawdy sie boisz
Jesli
wiara przyjmujesz co medrcy ci radza
w bluszczu wspinaniu chwiejnym ufasz murom
pewnosc znajdujesz w stopieniu sie z tlumem
to siebie zapytaj dokad cie prowadza
*****************
"Dziurawe cysterny"
przedruk z magazynu chrzescijanskiego "Zblizenia" (Australia)
Marek Sedziak
Ktoregos dnia, wraz z moim zieciem Darkiem, odwiedzilismy Klub Polski w
okregu sydnejskim. Chcielismy dowiedziec sie, czym zyje nasz narod tu, na
ziemi australijskiej; czego pragnie, gdzie i jak zaspokaja swe potrzeby
natury emocjonalnej i duchowej oraz spraw zwyklych, materialnych,
codziennych. Poza kilkoma milymi akcentami, swiadczacymi o przywiazaniu do
polskiej kultury, w kontaktach miedzy ludzmi dal sie odczuc duchowy glod,
pustka i szukanie zaspokojenia w prymitywizmie zabobonnym i w typowo
poganskich praktykach.
Po tych konfrontacjach z trwoga i troska w sercu mysle o naszych kochanych
rodakach i wspomnialem slowa z Pisma Swietego zapisane w proroctwie
Jeremiasza 2: 11-13: Czy jakis narod zmienil swoich bogow, chociaz to nie
sa bogowie?Wszakze moj lud zamienil swoja chwale na kogos, kto nie moze
pomoc. Przerazcie sie, niebiosa, nad tym, zadrzyjcie i zatrwozcie sie
bardzo!- mowi Pan. Gdyz moj lud popelnil dwojakie zlo: Mnie, zrodlo wod
zywych, opuscili, a wykopali sobie cysterny, cysterny dziurawe, ktore wody
zatrzymac nie moga.
Natomiast w ksiedze prorok Izajasz w rozdz.43:11 pisze: Ja, jedynie Ja,
jestem Panem, a oprocz mnie nie ma wybawiciela. Na pewnym spotkaniu z
"uzdrowicielem" zapytalismy sie: skad tacy dyspozytorzy mocy
nadprzyrodzonych czerpia swa energie, ktora posluguja sie probujac sprawic
ludziom ulge w ich potrzebach. Odpowiedzi byly niezbyt jasne, np. z
kosmosu, z ziemi, z materii itp. Mozna bylo wywnioskowac, ze posiadacze
tych mocy sa uzywani instrumentalnie przez kogos, kto nie jest im blizej
znany, a ktorego wplyw im imponuje i inspiruje do tych praktyk. Na pytanie:
czy osiagaja skuteczne i trwale rezultaty w tego rodzaju terapiach,
odpowiedz byla: nieraz tak, czasem na dluzej, lub na krotki czas, ale
rezultaty sa. Pomyslalem: to tak, jak narkotyk, alkohol albo sugestia.
Przynosza czasowe odprezenie, ulge, lecz nie moga uwolnic na stale umyslu
ludzkiego i serca od tyranizujacej ich frustracji, kompleksow, stresow,
nalogow, wyniszczajacych czlowieka trosk o dzien jutrzejszy lub z poczucia
win popelnionych w przeszlosci. Wyglada na to, ze praktyki te sa raczej
czasowa ucieczka od rzeczywistosci, czasowym jakby odurzeniem, a nie
trwalym rozwiazaniem problemu z postawieniem nog na trwalym i pewnym
gruncie. Pomyslelismy dalej: dlaczego narod majacy Pismo Swiete w zasiegu
reki, nie jest w stanie uchwycic sie slow Jezusa Chrystusa mowiacego do
nas: "Pojdzcie do mnie wszyscy, ktorzyscie spracowani i obciazeni, a ja wam
dam ukojenie:(Ew.Mat 11:28) lub Ew. Jana 8:36 : "Jesli was Syn wyswobodzi
prawdziwie wolnymi bedziecie". Przeciez miliony ludzi doswiadczylo tego
DOSKONALEGO uwolnienia z dolegliwosci ciala i duszy w Jezusie Chrystusie.
Czemu holdowac zabobonom, szarlatanerii i wszetecznictwu obrazajacymi Boga,
majac do dyspozycji pomoc samego Stworcy wszechrzeczy? Ktoz moze lepiej
naprawic zepsuty mechanizm, jak nie jego tworca, konstruktor? Kto moze
lepiej pomoc duszy w potrzebie, jak nie jej Stworzyciel? Gdy bedziesz
czytac Nowy Testament, ktory jest czescia Pisma Swietego, dowiesz sie, ze
Jezus Chrystus nie jest jedna z wielu dobrych drog do wejscia w kontakt z
jedynym Bogiem, ale ze jest JEDYNA DROGA DO BOGA. Jezus sam powiedzial o
sobie: "Ja jestem Droga, Prawda i Zywot. Nikt nie przychodzi do Ojca jak
tylko przeze Mnie"(Ew.Jana 14:6).O wszystkich innych autorytetach Bog - Syn
mogl sie wyrazic: "Wszyscy, ilu przede mna przyszlo to zlodzieje i zbojcy,
lecz owce nie sluchaly ich"(Jan 10: 8), a prawdziwosc tego, co czynil i
uczyl potwierdzil przez swoje nadprzyrodzone narodzenie, doskonale zycie,
meczenska smierc i chwalebne zmartwychwstanie ukazujac tym zwyciestwo i
wladze nad szatanem, wszelka niemoca i smiercia. A moze czujesz sie
niegodny i wyobcowany od Boga przez swoje zycie o niechlubnej lub watpliwej
przeszlosci? Dla takich jak ty sa slowa radosnej, Dobrej Nowiny w Slowie
Bozym: "Albowiem tak Bog umilowal swiat, ze Syna swego jednorodzonego dal,
aby kazdy, kto wen wierzy nie zginal, ale mial zywot wieczny."(Jan 3: 16)
Jest cos, czego pragnie kazdy czlowiek. Ta rzecza jest milosc, a Bog jest
uosobnieniem doskonalej milosci. Byc kochanym, tzn. posiadac poczucie
bezpieczenstwa i usatysfakcjonowania. Slowo Boze mowi nam o mozliwosci
doznania doskonalego rodzaju milosci, okreslonego greckim slowem "agape".
Ma ona swoje zrodlo w Bogu. Mozemy ja otrzymac, gdy z upokorzonym sercem
wyznamy Bogu swe grzechy i w Nim zlozymy cala swa ufnosc i nadzieje
odnosnie spraw doczesnych i przede wszystkim wiecznych. Wtedy w calej pelni
mozemy doswiadczyc milosci Bozej. Otrzymamy ja jako dar Bozy, a z nia dar
zbawienia wiecznego w Panu naszym Jezusie Chrystusie. A to nazywa sie
drugim narodzeniem, bez ktorego nikt nie ujrzy Krolestwa Niebieskiego(Jan
3:5). Zbawienie jest darem laski Bozej, czyli jakby amnestia, darem
niezasluzonym dla takich grzesznikow, jak kazdy z nas. Potwierdza to list
do Efezjan 2:8 :" Albowiem laska zbawieni jestescie przez wiare i to nie z
was, dar to Bozy jest". Warunkiem jest tylko pokuta , ktora obejmuje:
uznanie sie grzesznym, wyznanie Bogu swoich grzechow, odwrocenie sie od
swojego grzesznego zycia. Po uczynieniu pokuty, przez wiare przyjmujemy dar
Ducha Swietego, zgodnie ze slowami Biblii i zgodnie z ustalonym przez nauke
apostolska i Chrystusowa porzadkiem i kolejnoscia w slowach Dz.Ap 2:37-39:.
Tu grzesznicy, gdy rozbudzona w nich zostala swiadomosc winy, pytaja
apostola Piotra i innych apostolow: "...coz mamy czynic mezowie bracia? A
Piotr na to: upamietajcie sie(pokutujcie) i niech sie kazdy z was da
ochrzcic w imie Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechow waszych, a
otrzymacie dar Ducha Swietego". Do tych, ktorzy na przestrzeni wiekow
spelnili ten warunek i przyjeli wiara dar zbawienia apostol Jan w pierwszym
liscie pisze: "To napisalem wam, ktorzy wierzycie w imie Syna Bozego,
abyscie wiedzieli, ze macie zywot wieczny" (J 5:3). A zbawieni jestesmy nie
przez nasze dobre uczynki(wtedy laska nie bylaby laska), ale ku dobrym
uczynkom(Ef 2:8-10) jako owocom nowej natury danej nam od Boga.
Oto ujmujaca za serce prostota Bozej prawdy, ktora doswiadczylo juz miliony
odrodzonych z Ducha Swietego ludzi, czyli narodzonych powtornie. Ten dar
zycia wiecznego jest rowniez dla ciebie i to nie w jakiejs religii lub
denominacji koscielnej, lecz w samym Jezusie Chrystusie. To On, a nie
czlowiek mowi do ciebie dzisiaj przez swoich swiadkow, ktorzy wzieli ten
dar z jego rak:"Przyjdzcie do Mnie, ktorzyscie spracowani i obciazeni, a ja
wam dam ukojenie". Jesli dzis wiara chwytasz sie tych slow, Bog zacheca cie
dalej swym Slowem w twoich potrzebach przez swiadectwo apostolskie:
"Przystapmy tedy z ufna odwaga do tronu Laski, abysmy dostapili
milosierdzia i znalezli laske ku pomocy w stosownej porze"(Hebr 4:16).
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
*****************
SLOWO TYGODNIA - 21 czerwiec 2002
*****************
" Ty wiec, moje dziecko, nabieraj mocy w lasce,
ktora jest w Chrystusie Jezusie, a to, co uslyszales ode mnie
za posrednictwem wielu swiadkow, przekaz zaslugujacym na wiare ludziom,
ktorzy tez beda zdolni nauczac i innych."
2 Tym 1;1-2
*****************
"Tesknota za usmiechem"
Jan Banachowski (Australia)
Jestem spragniony i glodny
Czy chce wody i chleba?
Nie!
Nie pokarmu i napoju mi trzeba,
Ale usmiechu,
Przyjazni,
Zrozumienia,
Milosci
Co nie tylko chwilowo gosci,
Ale codziennie,
Zawsze rozjasnia oblicze,
Siejac blaski dookola
Jak niezliczone znicze...
Tesknie za usmiechem,
Co jak nardu aromat
Moze saczy sie
Z czyjegos serca...
Ale mnie nikt tego dac nie moze
I nikt nie potrafi...
Jest tylko jedyny,
Ten wielki
Maz Bolesci
Co tyle doswiadczyl na Sobie...
Cieplo w Jego spojrzeniu,
Usmiech na twarzy,
Uzdrowienie w dotyku
Jego miekich
Dloni
I zycie nowe
Pelne nowych wzlotow
I szczescia,
Nowej
Cudownej,
Dziwnej
Tresci...
*****************
DUCH SWIETY
Bert H. Clendennen
http://www.Jednosc.Jezus.pl
Czytamy Jana 7:38 i 39, „Kto wierzy we mnie, jak powiada Pismo, z
wnetrza jego poplyna rzeki wody zywej. A to mowil o Duchu, ktorego mieli
otrzymac ci, ktorzy w niego uwierzyli; albowiem Duch Swiety nie byl jeszcze
dany, gdyz Jezus nie byl jeszcze uwielbiony.” Jan 14:26, „Lecz
Pocieszyciel, Duch Swiety, ktorego Ojciec posle w imieniu moim, nauczy was
wszystkiego i przypomni wam wszystko, co wam powiedzialem.” 2 Tesaloniczan
2:13, „My jednak powinnismy dziekowac Bogu zawsze za was, bracia, umilowani
przez Pana, ze Bog wybral was od poczatku ku zbawieniu przez Ducha, ktory
uswieca, i przez wiare w prawde.”
Mowimy o Duchu Swietym i musimy sobie ustalic ta prawde. Duch jest
Bogiem. Swiety jest wlasciwym imieniem Ducha. Imie Swiety uczy nas, ze
swietosc Boza przyblizyla sie do nas. On jest objawiony, jako moc, by
czynic swietymi. W Duchu Swietym Ojciec i Syn przyblizyli sie do
wypelnienia obietnicy, „Ja jestem Panem, ktory uswieca”.
Widzimy, ze niedoscigla swietosc Boza zostala objawiona w Chrystusie.
Wszystko, co przeszkadzalo w naszym udziale w Jego swietosci, zostalo
usuniete przez Jego smierc. Jest to dzielo Ducha Swietego, by sprowadzic ta
swietosc do nas i uczynic ja nasza. Okreslenie, ktore w calym Starym
Testamencie przyslugiwalo Swietemu Bogu, nalezy teraz do Ducha Swietego,
ktory jest w was. Swietosc Boza w Chrystusie staje sie swietoscia w was.
„Swietymi badzcie, gdyz Ja jestem swiety”. Ta sama swietosc, ktora byla w
Chrystusie, stala sie swietoscia w was i we mnie przez chrzest Duchem Swietym.
Slowa Duch Swiety sa teraz nierozlacznie i wiecznie polaczone. Mozecie
miec tylko tyle Ducha, ile chcecie miec swietosci, a mozecie miec tyle
swietosci, na ile mieszka w was Duch. Miliony chca miec Ducha dla radosci i
mocy, ale ich zycie wykazuje bardzo niewiele jednego i drugiego. Dlaczego
tak jest? Poniewaz nie pragna poznac Go, jako Ducha Swietego. Nie znaja Go
w Jego osadzajacym swietle. Nie znaja Go, jako tego, ktory usmierca uczynki
ciala i wlasnego „Ja”, z jego wola i sila. Nie wiedza, ze On po to przyszedl.
W czasach przebudzenia On moze przyjsc z darami i moca, ale Jego
uswiecajaca sila jest bardzo ograniczona. Jezeli ta uswiecajaca sila nie
jest akceptowana, jego dary zostana zagubione. Bycie pelnym Ducha Swietego
musi oznaczac bycie w pelni swietym. Odwrotnosc jest rowniez prawda. Mozemy
miec tylko tyle swietosci, ile mamy Ducha Bozego. Wielu szczerze pragnie
byc swietymi, ale glownie w swojej wlasnej sile, ktora produkuje uczynki,
ktore w oczach Bozych sa jak brudna szmata. Pomimo wszystkich tych wysilkow
nie maja tego glebokiego pokoju i radosci z przebywania w Chrystusie, jak
gdyby byli swietymi w Nim. Szukali swietosci bardziej, niz Ducha Swietego.
Musza sie nauczyc, ze swietosc przychodzi tylko wtedy, kiedy Duch Swiety
mieszka wewnatrz i udziela swietosci.
By byc swietymi, musimy nauczyc sie przede wszystkim modlic o Ducha
Swietego i jego potezne wzmocnienie (Efezjan 3:16). Po drugie, musimy Mu
wierzyc. (Jan 4:14 i 7:37). Po trzecie, musimy w wierze poddac sie Duchowi
Swietemu, by w nas zamieszkal. (1 Kor. 3:14 i 6:19). Jezeli mamy byc
swietymi, musimy nauczyc sie rezygnowac z wlasnych wysilkow. Musimy nauczyc
sie miec nadzieje w Bogu i oczekiwac cierpliwie na Niego. On przez Ducha
Swietego uczyni nas swietymi. Byc swietym, oznacza byc napelnionym Duchem.
Jak Duch Swiety czyni nas swietymi? Pismo Swiete mowi, ze „Chrystus
stal sie dla nas... usprawiedliwieniem” (1 Kor. 1:30). Uswiecenie oznacza
byc oddzielonym, by byc swietym. Oznacza to upodobnienie sie do obrazu
Chrystusa. Duch Swiety wtedy czyni nas swietymi, przypisujac nam swietosc
Chrystusa. Dzielo, dla ktorego nosi on imie Duch Swiety, to uwielbienie
Jezusa w nas i uczynienie was i mnie uczestnikami Jego swietosci. Czyni to
przez objawienie Chrystusa, bysmy naprawde zobaczyli, czym jest swietosc w
Chrystusie.
Po drugie, On to czyni przez pokazanie nam glebokiej nieswietosci
naszej natury. Najpierw objawia nam swietosc Chrystusa. Kiedy juz zobaczymy
swietosc Chrystusa, nastepuje drugie objawienie glebokiej nieswietosci
naszego wlasnego zycia. Czyni to przez udzielanie lask i sklonnosci
Chrystusa gleboko w naszego ducha. Wtedy z wewnetrznego centrum naszego
zycia powinna plynac swietosc i przemieniac nasze zycie zewnetrzne. To jest
znaczenie upodobnienia sie do obrazu Chrystusa. To reprodukowanie swietego
charakteru Chrystusa w nas przez Ducha Swietego. Bedac Bogiem w nas,
objawia przez nas nature Boga. Bez tego nie ma swietosci.
Jan 7:39, „A to mowil o Duchu,..” Jan 15:26 mowi rowniez na ten
temat. 2 Tesal 2:13, „My jednak powinnismy dziekowac Bogu zawsze za was,
bracia, umilowani przez Pana, ze Bog wybral was od poczatku ku zbawieniu
przez Ducha, ktory uswieca, i przez wiare w prawde.” Pawel nie pozostawia
watpliwosci, ze Duch Swiety jest Bogiem. Kiedy uzywa slowa „Swiety”, jako
Jego wlasciwego imienia, uczy nas, ze przyjmujac Jego, otrzymalismy jedyna
istniejaca swietosc. On jest nie tylko swietoscia Boza, ale jest moca,
ktora czyni nas swietymi. W osobie Ducha Swietego zstepuje do nas Bog i
wypelnia obietnice, „Ja jestem tym, kto czyni was swietymi”. Niewidzialna,
niewyslowiona swietosc Boga zostala objawiona i przyblizona do nas w zyciu
Jezusa. Wszystko, co przeszkadzalo w naszym uczestnictwie w tej swietosci,
zostalo usuniete przez Jego smierc i Duch Swiety uczy nas, ze zadaniem
Ducha Swietego jest udzielenie nam swietosci Bozej, by stala sie nasza
swietoscia.
Sprobujcie wraz ze mna to sobie uswiadomic. Imie, ktore w Starym
Testamencie przyslugiwalo Swietemu Bogu, nalezy teraz do Ducha Swietego,
ktory jest w was. Chcialbym, byscie tego sie trzymali, gdyz zobaczymy, jak
Ewangelia jest sluzba Ducha. Jezeli jestescie czyms dla Boga, jestescie
produktem Ducha Swietego. Przepisy i tradycje religijne nie uczynia nikogo
swietym. Swietosc Boza w Chrystusie staje sie swietoscia w was, gdyz Duch
Swiety jest w was. To jest swietosc.
Boska realnosc slow „Swiety” i „Duch” jest nierozdzielna i na wieki
polaczona. Mozesz miec tylko tyle Ducha, ile chcesz miec swietosci. Nie
powtarzam tego na prozno. W czasie studiowania tematu Ducha Swietego, ktory
jest odpowiedzia na wszystko, do czego Bog nas powolal, musicie zobaczyc,
ze nie potraficie byc tym, czym Bog chce inaczej, jak tylko przez
mieszkajacego w was Ducha Swietego. Na pewno bez Ducha Swietego nie
potrafimy czynic tego, do czego Bog nas powolal.
Niektorzy modla sie o Ducha, gdyz chca Jego swiatlosci, jego radosci i
Jego mocy, ale ich modlitwy maja niewiele mocy, gdyz nie pragna Jego, jako
Ducha Swietego. Ten skarb mamy w naczyniach glinianych. Musimy pragnac Go,
jako Ducha Swietego, ktory czyni nas swietymi. „Bez swietosci nikt nie
moze widziec Pana”. Jego palaca czystosc, Jego przekonanie osadzajace nasze
„Ja” z jego wola i sila. Wiekszosc ludzi tego nie szuka. Duch nie moze
dzialac w mocy w tych ludziach, gdyz nie przyjeli Go, jako Ducha Swietego
w uswieceniu ducha ludzkiego.
Nieraz w czasach przebudzenia, jak u Koryntian i Galacjan, On moze
zstapic ze Swoja moca i z poteznymi dzielami, a Jego uswiecajaca moc w tym
czasie jest jeszcze malo widoczna. Jezeli Jego uswiecajaca moc nie jest
uznawana i akceptowana, Jego dary i wola zostana zagubione. Nie moze byc
inaczej. Duch Swiety nie moze i nie bedzie przeplywal przez takie cielesne
naczynie.
Apostolowie wiedzieli, ze ten skarb byl w naczyniach glinianych.
Wiedzieli tez, ze aby Duch dzialal przez to naczynie, musi ono byc
utrzymane w uswieceniu, a to uswiecenie jest efektywne przez Ducha
Swietego. Jesli chodzicie w Duchu, nie bedziecie wykonywac pozadliwosci i
pragnien ciala. Duch Swiety dzialajacy wsrod nas jest Bozym sposobem
pokazania nam swiata, w ktorym mozemy chodzic, jezeli pozwolimy, by
uswiecajaca moc Ducha wykonywala Jego dzielo. Kazda manifestacja tych darow
przybliza nas do sfery, gdzie jest Bog. Jezeli te dary manifestuja sie
prawdziwie, jestesmy swiadkami objawionej obecnosci Bozej. Jezeli
pozwolimy, by Duch Swiety wykonal cala prace uswiecenia, mozemy zyc w tym
swiecie. Musimy sobie wziac ta lekcje do serca. Mozemy miec tyle Ducha, ile
chcemy miec Jego swietosci.
Byc pelnym Ducha musi oznaczac bycie swietym. Odwrotnosc jest rowniez
prawda. Mamy tyle swietosci, ile mamy Ducha Bozego. Wielu z was szczerze
szuka swietosci, ale wiele z tego jest wasza wlasna sila. Szukacie wiecej
swietosci, niz Ducha. Musimy odrzucic wlasne wysilki w mysleniu, wierzeniu,
chceniu i bieganiu. Musimy miec nadzieje w Bogu i oczekiwac cierpliwie na
Niego. On, przez Ducha Swietego uczyni nas swietymi. Jezeli nie, to nie
jest Duch Swiety.
Jezeli jestem pelen Ducha, jestem pelen swietosci Bozej. Jezeli naucze
sie chodzic w Duchu, wtedy chodze w swietosci. Jestem swiety tylko wtedy,
kiedy naucze sie chodzic w Duchu. Jedna z wielkich tragedii w zyciu jest
to, kiedy mamy to wewnatrz, a nie jest to widoczne. Jezeli tak nie jest, to
dlaczego Jezus powiedzial, „Niech wasza swiatlosc swieci..” (Mat. 5:16).
Swiatlo to zycie. Zycie to Duch. Duch Swiety jest zyciem Bozym. Niech wasza
swiatlosc swieci. Mozna miec Go wewnatrz, ale na zewnatrz widziane jest „Ja”.
Znowu pytanie. Jak Duch Swiety czyni nas swietymi? Odpowiedz
–objawiajac i dzielac sie Chrystusem. Chrystus stal sie dla nas
usprawiedliwieniem. On poswiecil samego Siebie za nas, bysmy mogli byc
uswieceni w Chrystusie. Duch Swiety postawil nas w Chrystusie i jezeli tam
trwamy, dokonujac wyborow dla Boga, jestesmy uswieconymi w Chrystusie. A
jednak jest to poza naszym zasiegiem, jezeli Duch Swiety nie da nam tego do
wewnatrz i nie przekaze nam tego. To jest dzielo, dla ktorego nosi On
boskie imie „Duch Swiety”, by uczynic nas uczestnikami Jego swietosci.
On to czyni przede wszystkim przez objawienie Chrystusa. Pierwszym
zadaniem Ducha Swietego jest objawienie nam Jego osoby. On objawia
Chrystusa, bysmy widzieli, jak bardzo roznimy sie od Niego. Przez
objawienie Chrystusa On moze objawic nam gleboka nieswietosc naszej natury.
Duch Swiety czyni nas swietymi, wzmacniajac nas poteznie, bysmy uwierzyli i
przyjeli Jezusa, jako nasze zycie. Kiedy idziemy naprzod ta droga
swietosci, jestesmy ciagle upodobniani do Jego obrazu. Pawel zacheca nas w
liscie do Hebrajczykow 6:1 „..Dazcie do doskonalosci...” Kiedy Duch Swiety
objawia swietosc Chrystusa, objawia rowniez nieswietosc naszego zycia. To
objawienie prowadzi do calkowitego zaparcia sie „siebie” i do absolutnego
poddania sie Jezusowi, jako Panu. Wtedy On czyni nas swietymi, dajac nam
sklonnosci i laski Chrystusa, by z naszego wnetrza wyplywala swietosc do
calej naszej istoty.
Glownym srodkiem do uswiecenia jest Slowo Boze. Jednak jest tak wiele
kazan i nauk, ktore nie maja zadnego wplywu na czynienie ludzi swietymi.
Popatrzcie na kosciol. Ludzie chodza do szkoly niedzielnej przez cale zycie
i dalej sa pelni „siebie”. Nie maja swietosci, o ktorej mowimy. To nie
slowo uswieca, ale Bog. Ludzie moga uzywac slow, studiowac je i wypowiadac,
a swietosc tych slow moze byc im zupelnie obca. Tylko Bog przez Ducha
Swietego czyni swietymi.
To smiertelne cialo jest stara natura i jako takie, jest cialem
szatana. Tak, jak kosciol jest cialem Chrystusa, stara natura jest cialem
szatana. Ten porzadek zostal odrzucony przez Boga. Kiedy wypedzil Adama od
Siebie, postawil w bramie cherubina z mieczem, mowiac, „ten rodzaj nie moze
wrocic przed Moje oblicze”. Stara natura odrzucona przez Boga stala sie
dzieckiem diabla. Jezus powiedzial o takim rodzaju ludzkosci, „Waszym ojcem
jest diabel”. Kiedy czlowiek rodzi sie z Boga, w jednym ciele sa dwie rozne
osobowosci; jedna narodzona z Boga, a druga jako dziecko szatana. To musimy
pamietac. Miedzy tymi dwoma jest ciagla walka. „Gdyz cialo pozada przeciwko
Duchowi, a Duch przeciwko cialu, a te sa sobie przeciwne, abyscie nie
czynili tego, co chcecie.” (Gal. 5:17).
Nie walczymy przeciwko krwi i cialu, ale przeciwko mocom i wladzom na
powietrzu. Te moce maja dostep jedynie przez cialo. Swietosc i nieswietosc
sa duchowe. Jezeli nie zrozumiesz tej prawdy, nie zrozumiesz pelni dziela
Ducha Swietego w uswieceniu. Mamy uczyc sie Chrystusa. By uczyc sie
Chrystusa, musimy wiedziec, ze jest to praca Ducha Swietego. Swietosc, to
Duch Swiety objawiajacy Jezusa poprzez nowe stworzenie. To jest poselstwo
piecdziesiatnicy. Nieswietosc, to duch szatanski objawiajacy szatana przez
cialo. Praca Ducha Swietego, to nie tylko wypedzanie demonow i uzdrawianie
chorych. On jest w nas, by uczynic nas swietymi.
Musimy zrozumiec ta prawde, ze w tym ciele sa dwie osoby; stary i nowy
czlowiek. Stary zostal odrzucony przez Boga i ma byc ukrzyzowany. Nowe
stworzenie jest tym, przez co Duch Swiety objawia Chrystusa. On jest
pomiedzy tymi dwoma, by nie bylo mieszaniny. Apostol Pawel pisze, „Wedlug
Ducha postepujcie, a nie bedziecie poblazali zadzy cielesnej. (Galacjan
5:16). Duch Swiety jest w nas, by uczynic nas swietymi i do tego stopnia, w
jakim On moze tego dokonac, my mozemy wykonywac dziela Boze.
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
*****************
SLOWO TYGODNIA - 14 czerwiec 2002
*****************
"...badzcie stali, niewzruszeni, zawsze pelni zapalu do pracy dla Pana,
wiedzac, ze trud wasz nie jest daremny w Panu."
1 Kor 15:58
*****************
OGLOSZENIE
Jurek Konieczny
e@mail: jurekkonieczny@...
Drodzy w Chrystusie!
Pozdrawiamy Was serdecznie z najpiekniejszego miasta Polski - Krakowa.
Mimo iz najpiekniejsze, ma rowniez swoich najbiedniejszych - prawie 2000
bezdomnych ( przy zaledwie 600 miejscach w noclegowniach ).
Juz prawie 3 lata temu Bog wlozyl w nasze serca troske o los tych ludzi i
dal nam odczuc jak cenni i wazni sa dla Niego.
To dla nich i o nich sa wersety z ksiegi Izajasza 61.1 - 4.
Swiadectwa cudownego Bozego dzialania w naszej sluzbie wsrod tych ludzi sa
dostepne w internecie www.DoCelu.Jezus.pl/swiadectwa .
Bardzo potrzebujemy modlitwy. Rowniez kazda materialna forma wsparcia
bedzie dla naszych podopiecznych blogoslawienstwem ku nadziei i budowaniu
wiary.
Zyczymy Wam obfitosci Bozych blogoslawienstw.
Ilona i Jurek Konieczni
Stowarzyszenie Dobroczynne "Betlejem"
Punkt Pomocy Bezdomnym
30-301 Krakow ul.Zamkowa 15
Nasze konto:
BSK O/Krakow 10501445-2233529748
*****************
"Historia zycia pilkarza reprezentacji brazylijskiej"
K.A.Tafarel przedruk "Slowo Zycia"(Grecja)
Pragniemy przedstawic historie zycia pilkarza reprezentacji brazylijskiej:
Kaudio Tafarel.
Znalazl on - poprzez osobiste przezycia z Jezusem - odpowiedz na nurtujace
go pytania, ktore bardzo czesto pojawiaja sie, gdy gasna wrazenia po
zwycieskich meczach.
Kaudio Andre Tafarel bral udzial w druzynie reprezentacii brazylijskiej o
puchar swiatowy w 1990 jak i w 1994 roku. Jego zadziwiajace zdolnosci
pilkarskie - jako bramkarz - w 1994r w finale o puchar swiatowy w meczu z
Wlochami, przyniosly puchar Brazylii - po raz czwarty. Gral w Brazylii w
druzynie "International" jak i " Atletyk Mineiro", natomiast we Wloszech w
druzynie "Retziana" i "Parma". 8 razy bral udzial w mistrzowskich
druzynach, a w 1988 r. zdobyl srebrny medal na Olimpiadzie w Seulu z
druzyna, brazylijska.
Najwieksza radosc w zawodowej mej karierze odczulem, gdy wygralem swiatowy
Puchar w U.S.A. w 1994 r. Po kilku dniach wrazenia zaczely gasnac, jak to
dzieje sie w wielu dziedzinach zycia, jednak nie wydarzylo sie to samo w
stosunku do Jezusa. Tak jak wiekszosc chtopcow w Brazylii marzylem o
jednym: by zostac pilkarzem. W 1984 r. Bog dal mi okazje zagrac zawodowo i
w przeciagu roku dotarlem do mlodziezowej reprezentacji Brazylii.
Jednoczesnie w tym okresie zaczaem juz systematycznie uczeszczac na
studiowanie Biblii, ktore odbywalo sie wsrod sportowcow. Mowili o Bogu w
sposob bardzo pokorny i przyjacielski. Zaczalem interesowac sie, gdy
rozmawialismy o szczesciu i pokoju w zyciu. Sluchajac duzo o Jezusie
zrozumialem, ze tylko On moze dac mi zadowolenie, ktorego szukalem w zyciu
i tylko On mogl ukierunkowac moje zycie zgodnie z Jego wola. Tak wiec
przyjalem Jego smierc jako jedyny posrednik w moim zbawieniu. Wyznalem moje
grzechy i zaczalem nasladowac Jego nauczania. Na poczatku krepowalem sie
wyznac, ze jestem wierzacy w Jezusa Chrystusa, a1e On jest pelen
milosierdzia i zmienil mnie. Dzisiaj odczuwam wie1ka radosc i wyznaje, imie
Jezusa. Bog ublogoslawil moje Zycie i jest obecny przy mnie zawsze i
wszedzie. W meczu o swiatowy Puchar w 1994 to wlasnie Bog mi pomogl i dal
mi sile, w pokonaniu wsze1kich przeszkod - nawet i osobistych- i podarowa1
nam ten tytut. Tego ranka zbudzilem sie i odczulem zadziwiajacy pokoj w
moim sercu. Wydawalo mi sie, ze przygotowujemy sie do jednego
przyjacielskiego meczu pomiedzy Brazylia, a Wlochami, a nie do finalowego
meczu o Puchar swiata. Zaledwie wyszlismy na boisko wraz z moimi
wspo1zawodnikami czulem sie jeszcze bardziej pewny. Cos odmiennego dzialo
sie we mnie.
Gdy mecz dobiegal konca bylismy przy remisie i mielismy rzut karny.
Przypomniatem sobie wtedy slowa z Bibli, ktore ostatnio studiowalismy
podczas spotkan na ktore uczeszczalem: "Dusza moja oczekuje Pana, On pomoca
nasza, i tarcza nasza. W Nim bowiem raduje sie, serce nasze, bo zaufa1ismy
jego swietemu imieniu." Podczas rzutu karnego spojrzalem na tablice z
wynikami byl remis 2-2. Pomodlilem sie wtedy. "Panie, teraz jest chwila w
korej dodaj mi sil i odwagi. Pomoz mi w tej chwili." Bog dal mi to, o co Go
prosilem. Gdy Masaro kopnal pilke, czutem jak Bog pchnal mnie w lewo i
zablokowalem te pilke. Nastepnie Duga wybil dla Brazylii i doszlismy do
ostatniego rzutu kamego. Teraz wszystko rozgrywalo sie pomiedzy mna, a
Bazio. Gdy tylko spojrzalem na niego zobaczylem, ze jego oczy byly pelne
leku i niepewnosci, Bog upewnil mnie ze albo on nie wceluje, albo ja zlapie
pilke. I tak sie stalo! Pilka uderzyla w gorna krawedz bramki! Jedyne co
przyszlo mi wtedy na mysl to to, by ukleknac i podziekawac Bogu.
Wiedzialem, ze zwycieztwo pochodzi od Niego i tylko Jemu musze oddac za to
chwale. We wszelkich swiatowych kanalach TV wyznalem, ze dzisiaj czuje sie
jeszcze bardziej szczesliwszy, bo mam okazje taka jak ta, by wyznac, ze Bog
uwolnil mnie od mych grzechow i chce podarowac i tobie swe zbawienie.
Dzisiaj ludzie probuja, w rozny sposob wypelnic pustke, ktora istnieje w
ich zyciu. Jezeli chcesz wypelnic swa pustke, musisz pojsc do zrodla,
ktorym jest Jezus.
Jak zblizyc sie do Boga?
TYLKO poprzez Jezusa Chrystusa!
On przyszedl na ziemie by pokazac nam droge. Czytamy w Biblii: "Ja jestem
droga prawda, i zyciem, nikt nie przychodzi do Ojca, jak tylko przeze
mnie." Tak wiec stosunek nas do Boga zaczyna sie od zaufania, ktore
okazujemy Jezusowi.Przed Jezusem nie ukryjesz sie nigdzie. Jednego dnia
wszyscy stanieny przed Bogiem. Tego dnia, nie ukryjesz sie przed Nim! By
stanac przed Bogiem, by zobaczyc Jego twarza w twarz, i pozostac przy zyciu
MUSISZ miec Jezusa w swoim sercu. MUSI On byc twoim zbawicielem.
Ja Jemu zaufalem i On jest MOIM ZBAWICIELEM
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
*****************
SLOWO TYGODNIA - 7 czerwiec 2002
*****************
"Czyz nie wiecie, ze gdy zawodnicy biegna na stadionie, wszyscy wprawdzie
biegna,
lecz jeden tylko otrzymuje nagrode? Przeto tak biegnijcie, abyscie ja
otrzymali.
Kazdy, ktory staje do zapasow, wszystkiego sobie odmawia;
oni, aby zdobyc przemijajaca nagrode, my zas nieprzemijajaca.
Ja przeto biegne nie jakby na oslep; walcze nie tak, jakbym zadawal ciosy w
proznie,
lecz poskramiam moje cialo i biore je w niewole, abym innym gloszac nauke,
sam przypadkiem nie zostal uznany za niezdatnego."
1 list do Koryntian 9:24-27
*****************
Mundial z Biblia
IAR
Podczas pilkarskich Mistrzostw Swiata w Korei Poludniowej i Japonii
pilkarze i kibice otrzymuja bezplatne egzemplarze Ewangelii w dziesieciu
jezykach.
Towarzystwa Biblijne obu krajow rozdaja wydana przez siebie Ewangelie sw.
Lukasza.
Jak poinformowalo niemieckie Towarzystwo Biblijne tekst Ewangelii zostal
przetlumaczony na: arabski, chinski, angielski, francuski, niemiecki,
wloski, japonski, koreanski, portugalski i hiszpanski. Wydawcy oparli sie
na wydanym w Stuttgartcie najnowszym przekladzie Ewangelii z cyklu
"Biblia-Dobra Nowina".
Tekst Ewangelii zostal uzupelniony licznymi swiadectwami wiary gwiazd futbolu.
***
List z Korei
Zbyszek Masewicz
Athletes in Action
Naszym obiektem modlitwy sa zawodnicy 32 druzyn grajacych w Korei i
Japonii. Wlasnie dzisiaj reprezentacja USA dostala przesylke Biblii.
Mam nadzieje, ze rowniez polska druzyna to dostanie, mamy miec spotkanie w
tym tygodniu. Rowniez mamy film:
The Ultimete Goal ( po polsku Najcenniejszy Gol ) na kasetach wideo i CD
razem z filmem Jezus.
4.06.02
***
Historia Athletes in Action
http://www.aiapolska.com/
Athletes in Action zostalo zalozone w 1966 roku w U.S.A przez Dave'a
Hannah, pracownika miedzynarodowego ruchu studenckiego Campus Crusade for
Christ. Od samego poczatku miala miedzynarodowy zasieg. Pierwszym wyjazdem
zespolu Athletes In Action byl wyjazd zapasnikow - chrzesijan do Japoni,
gdzie mogli dzielic sie swoja wiara w Chrystusa dzieki wystepom w zawodach
i przez telewizje.
W nastepnym roku powstal zespol koszykarski Athletes in Action. Wczesniejsi
gracze ligi uniwersyteckiej dolaczyli jako pelnoetatowi pracownicy i w
pierwszym swoim sezonie rozegrali 29 meczow przemawiajac do ponad 50,000
kibicow. Praca AiA wkrotce rozprzestrzenila sie na inne dziedziny sportu i
rozrastala sie w nastepnych latach, tak, ze dzisiaj w samych Stanach
Zjednoczonych jest 275 pelnoetatowych pracownikow.
Dzisiaj Athletes in Action w USA skupia sie na czterech obszarach:
wspolzawodnictwa, sluzby kapelanow dla sportowcow zawodowych, pracy ze
sportowcami na wyzszych uczelniach i rozwijaniu kontaktow miedzynarodowych.
Corocznie miedzynarodowe biuro w Colorado Springs organizuje 25 do 30
projektow (w wiekszosci tournee druzyn) do roznych zakatkow swiata.
Europejska sluzba AiA rozpoczela sie w 1979 roku pobytem zespolu
zapasnikow. Zapasnicy AiA rozgrywali pojedynki z druzynami krajow Europy
Wschodniej. Poniewaz w tych krajach nie mozna bylo otwarcie dzialac jako
chrzescijanska organizacja czesc informacji o AiA bylo okryte tajemnica az
do upadku komunizmu w 1989 roku. W 1984 roku AiA rozpoczelo rowniez prace w
Zachodniej Europie. Sluzba w Europie rozrastala sie i dzisiaj dzialamy w 11
krajach majac okolo 40 pracownikow pelnoetatowych oraz stowarzyszonych. W
tym samym roku Athletes In Action rozpoczela prace w Republice Poludniowej
Afryki.
Athletes In Action czesto prowadzi zajecia ewangelizacyjne w czasie
glownych wydarzen sportowych. Jeden z najwiekszych Project Barcelona '92,
mial miejsce w 1992 r. w czasie Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie. Okolo
250 przedstawicieli AiA z 39 narodow i ponad 100 lokalnych woluntariuszy
uczestniczylo wProject Barcelona '92.
W sierpniu 1994 r. AiA Europe zorganizowaloWorld Leadership Conference aby
kontynuowac rozped stworzony przez Project Barcelona '92. Osiemdziesieciu
przywodcow AiA wraz z woluntariuszami z 26 krajow zebrali sie razem na
modlitwie, wielbieniu Boga, szkoleniu, wspolnocie, zajeciach i rozmowach o
strategii. Rezultatem tych dwoch wydarzen sa nowo powstale lokalne i
narodowe sluzby AiA. Dzisiaj AiA jest obecna w okolo 30 krajach swiata. W
kilku z nich jako bezposredni wynik Project Barcelona '92 oraz World
Leadership Conference
W Polsce istniejemy od 1996 roku, choc juz wczesniej mielismy okazje goscic
druzyny AiA roznych dyscyplin sportowych.
***
Swiadectwo pilkarza
Heiko Herlich
Athletes in Action: http://www.aiapolska.com/
W pewnym okresie mojego zycia, gdy musialem przezyc niejedna porazke w
zyciu sportowym i osobistym. I gdy czulem sie zniechecony, poznalem pewnego
sportowca, Brazylijczyka Jorginho. Zrobil on na mnie olbrzymie wrazenie
swym beztroskim i naturalnym sposobem bycia. Zauwazylem, ze choc w sporcie
osiagnalem wiele sukcesow, istotne pytania dotyczace sensu zycia
pozostawaly bez odpowiedzi. Na obozach sportowych w Bayer Leverkusen
mieszkalem z Jorginho w jednym pokoju. Opowiadal mi o swoim chrzescijanskim
zyciu. Dyskutowalismy calymi godzinami na temat wiary, czesto tez
czytalismy Pismo Swiete. W tym czasie Jorginho zaprosil mnie na
cotygodniowe studium biblijne.
Po intensywnych rozmowach, studiowaniu Biblii i modlitwach przyjalem Chrystusa.
Wiem, ze odkad zdecydowalem sie na zycie z Bogiem, Jezus Chrystus
przerzucil pomost prowadzacy mnie do Boga. To On porzadkuje moje zycie i
ciagle doswiadczam tego, ze jedynie w ramionach Boga moge znalezc oparcie.
Bog od podstaw zmienil moj stosunek do sportu. Naturalnie nadal chce
wygrywac oraz twardo i konsekwentnie grac w pilke nozna. Jestem rowniez
niezadowolony z roznych decyzji oraz porazek. Jednak wiem, ze w zyciu sa
duzo wazniejsze rzeczy: umiejetnosc przebaczenia, przyjazn, wyrozumialosc
wobec moich kolegow z druzyny i ludzi, z ktorymi przebywam. Sam nie
podolalbym temu. Pomaga mi w tym wiara w Boga.
Od malego fascynowalo mnie w pilce noznej to, jak nalezy prowadzic pilke i
co mozna z nia zrobic. A jesli znajdzie sie jeszcze dziesieciu podobnie
myslacych, to ta rzecz sprawia duzo wiecej radosci. Moje osiagniecia, ktore
zdobywam z pomoca Boga, motywuja mnie jako chrzescijanina i gracza rowniez
wtedy, gdy nieoczekiwany wynik nie nadchodzi. Ale kazdego dnia, wraz z moja
zona Sangita, cieszymy sie z tego co mozemy przezyc.
***
Athletes in Action Polska proponuje film p.t. "Najcenniejszy Gol". Piekne
gole, niesamowite zagrania, humor ...
Lucio, Valeron, Ze Roberto, Citko, Vidigal i inni zawodnicy z elity
swiatowego futbolu mowia o swoich marzeniach, swojej inspiracji, o swojej
grze i o tym jakie miejsce w ich zyciu zajmuje Bog.
"Od chwili, kiedy zaczalem grac w pilke nozna, zaczalem pracowac nad tym,
by stac sie zawodowym pilkarzem. Moje marzenie z lat dziecinnych ziscilo sie.
... Dziekuje Bogu za to, ze pozwolil mi urzeczywistnic to marzenie. Ten
fakt dziala na mnie wciaz stymulujaco. Moja motywacja do zycia wzrosla
jeszcze bardziej, odkad poznalem Jezusa, bo On mnie zmienil.
... Pieniadze sie skoncza, slawa przeminie, ale Bog jest szczegolny. Dzis
ON jest ze mna, a jutro ja bede zyl z Nim, w o wiele lepszym miejscu, ktore
nazywa sie niebem.
... Czasem Bog zezwala na pewne wydarzenia w naszym zyciu, by nas
wyprobowac i w ten sposob wzmocnic nasza wiare. Musimy byc gotowi na trudne
sytuacje. Wlasnie w trudnych okolicznosciach najbardziej doswiadczam Bozej
mocy. Jestesmy chrzescijanami uprawiajacymi sport i czasem zdarza sie nam
zdenerwowac albo zrobic cos, czego chrzescijanie nie powinni robic. Nie
powinno sie jednak patrzec na nas jak na osoby doskonale. Wszyscy jestesmy
ludzmi. Wszyscy grzeszymy, ale Jezus przyszedl wlasnie do grzesznikow. Nie
patrzcie na ludzi, patrzcie na Jezusa."
Ze Roberto
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
*****************
SLOWO TYGODNIA - 31 maj 2002
*****************
"Na koniec zas badzcie wszyscy jednomyslni, wspolczujacy, pelni braterskiej
milosci, milosierni, pokorni.
Nie oddawajcie zlym za zle ani zlorzeczeniem za zlorzeczenie! Przeciwnie
zas, blogoslawcie!
Do tego bowiem jestescie powolani, abyscie odziedziczyli blogoslawienstwo."
1 List Piotra 3:8-9
*****************
SWIADECTWO
"GORA PRZEMIENIENIA"
Ilona i Jurek Konieczni
http://www.docelu.jezus.pl/
W miesiacu marcu br. do swietlicy dla bezdomnych przy ulicy Zamkowej w
Krakowie zaprosilismy brata, ktory jest wspanialym kaznodzieja, obdarowanym
rowniez darem prorokowania.
Przyniosl on Slowo od Pana oparte na 17 rozdziale Ewangelii Mateusza —
tekst o Gorze Przemienienia. On sam byl niezmiernie zdumiony, ze Pan dal
wlasnie to Slowo, z ktorego najchetniej glosi sie w kosciele, gdzie sa sami
swieci, a nie wsrod bezdomnych "laziorow", jak sami siebie nazywaja,
ex-kryminalistow, alkoholikow, narkomanow itp.
Jednak Bog wyraznie chcial, by to bylo to, a nie inne Slowo i zrozumielismy
wowczas, ze Bog potwierdza, jak wazna dla Niego i jak bezcenna dla naszych
podopiecznych i dla nas jest praca i usluga wsrod bezdomnych, slabych,
pogubionych w zyciu, zepchnietych na margines spoleczenstwa.
Dobry Bog pozwolil nam uruchomic w grudniu ubieglego roku Swietlice dla
Bezdomnych. W tym samym lokalu dziala rowniez Punkt Konsultacyjny Misji
"Nowa Nadzieja" dla uzaleznionych od alkoholu i ich rodzin, gabinet
lekarski i poradnia rodzinna.
Od marca br. dysponujemy mieszkaniem o powierzchni 70 m2 na parterze tego
samego budynku. Zorganizowalismy tam noclegownie — hostel dla 8 bezdomnych,
ktorzy autentycznie pragna przemiany swojego zycia.
W cudowny sposob obydwa te lokale zostaly przez Pana wyposazone we wszelki
niezbedny sprzet i w cudowny sposob On zaopatruje nas kazdego dnia.
Praktycznie nie brakuje nam ani mebli, ani odziezy, ani zywnosci. Mamy
niezbedny sprzet RTV, na razie jedna lazienke, dwie sprawne pralki
automatyczne, a nawet dwa rowery.
W okresach swiatecznych bylismy w stanie przyjac i wykarmic okolo 80 — 100
osob dziennie. Kazdego dnia przebywa u nas okolo 30 osob, zawsze jest dla
nich kawa lub herbata, drozdzowki, a do konca kwietnia rowniez goracy,
kaloryczny posilek.
Zgodnie z umowa najmu musimy kontynuowac remont oraz modernizacje
wspomnianej kamienicy i o sponsorow tej inwestycji modlimy sie usilnie.
Dolaczcie prosimy do nas w tych modlitwach, bysmy mogli wywiazac sie z
zobowiazan na Boza chwale i ku zbudowaniu dla Jego dzieci.
Najwazniejsze sa jednak nasze wspolne spotkania modlitewne. W poniedzialki
sa to spotkania dla uzaleznionych "Albo — albo", w czwartki spotkania dla
zainteresowanych "Pierwsze kroki wiary", w soboty "Spotkania z Biblia" o
charakterze ewangelizacyjnym.
Spotkania te prowadza pastorzy, misjonarze, kaznodzieje i liderzy z roznych
zborow Kosciola Zielonoswiatkowego.
Zawsze sa to kaznodzieje najwyzszej klasy. Oprocz wspanialych gosci z
naszego rodzimego Zboru "Betlejem" goscilismy juz pastora z USA (misjonarze
z tego kosciola prowadza u nas regularny cykl lekcji tzw. "Szkoly
uczniostwa"), pastora ze Zboru w Nowej Hucie, liderow sluzby z Bielska
Bialej i wielu, wielu innych.
Bog sam troszczy sie o swoje Slowo, a my mozemy sie jedynie zachwycac
spojnoscia, pieknem i moca tego, co On ma dla nas.
Nasze, jak sie okazuje, skromne pragnienia, by na przestrzeni roku
przyprowadzic do Pana 12 osob, staly sie rzeczywistoscia juz po dwoch
miesiacach. Praktycznie kazdego tygodnia przychodza do Pana dwie lub trzy
osoby. Szesc osob przygotowuje sie do chrztu wodnego.
We wtorki i piatki na nabozenstwach w "Betlejem" nasi podopieczni
wypelniaja prawie pol kaplicy, w niedziele zajmuja dwa rzedy nie malego
przeciez kina "Atlantic", gdzie odbywaja sie nasze nabozenstwa.
Bogu niech bedzie chwala za wspaniale przemiany, jakich w nich dokonuje
kazdego dnia, za Jego zwyciestwa, ktorych codziennie jestesmy swiadkami.
Dlaczego "Gora Przemienienia"? Bo to Bog sam przyprowadza do nas tych,
ktorych wybral. Za nimi wcale nie taka latwa i beztroska droga, jakby moglo
sie wydawac. Zmeczeni posilaja sie, odpoczywaja, usypiaja.
Gdy sie budza, moga poznac Jezusa takim, jakim on naprawde jest. Uslyszec i
uwierzyc, ze On jest wszechmocnym Synem Bozym. Gdy wspolnie sie modlimy,
Jezus autentycznie przechadza sie miedzy nami. Widzimy, jak im dobrze w
Bozej obecnosci, jak popadaja w zachwycenie. Chcieliby pozostac tam jak
najdluzej, ale Jezus zacheca:
— Zejdz razem ze Mna z powrotem na dol, opowiedz innym o Mnie, o cudzie
przemienienia, jakiego doswiadczyles.
To rowniez dla nas "Gora Przemienienia". Pelni trosk i obaw, jak podolac
wyzwaniom, jak dokonczyc, co Bog nakazal rozpoczac, skad brac sily i
srodki, jak zachecic innych do pomocy i wspolpracy, uczymy sie kazdego
dnia, ze w Chrystusie jest naprawde pelnia wszystkiego.
To z Jego pelni mozemy kazdego dnia czerpac laske za laska, pelnymi
garsciami, wiecej i wiecej. To Jego Slowo jest odpowiedzia na wszystkie
pytania, rozwiazaniem wszystkich problemow, wyjsciem z sytuacji bez wyjscia.
Dotychczas wiedzielismy o tym, teraz doswiadczamy tego codziennie!
Oto fragment Slowa od Pana, jakie wspomniany na poczatku brat przekazal nam
na Zamkowej:
"Ludzie przychodza i odchodza. Wielu ludzi pragnie, ale ich pragnienie jest
krotkotrwale, chwilowe. Sa rozkapryszeni jak dziecko, ktore jest raz po tej
stronie , raz po tamtej. Moje Slowo mowi: dla tego, kto wytrwa, dla tego,
kto dojdzie do celu. Oto pokazuje wam Moja chwale. Nie przychodze w krzaku
gorejacym, ale przychodze z jasnoscia. Przychodze ze swiatlem i ci, ktorzy
zyja w ciemnosci — wy i wam podobni, maja swiatlo, bo przychodze ze
swiatlem. Oczekujcie mnie bardziej, badzcie bardziej zdeterminowani,
czuwajcie, nie dajcie sobie ukrasc tego, co wam dalem. Albowiem czas jest
trudny. Albowiem ludzie sa samolubni. Albowiem nie chca chodzic moja droga.
Albowiem smieja sie z prawych. A ja przyszedlem, zeby szukac i zbawic to,
co zginelo. A ja przyszedlem, zeby oddac Moje zycie za owce, ktore odeszly.
Jestem dobrym pasterzem. Chodzcie za mna, chodzcie za mna, chodzcie za mna".
Jestesmy wdzieczni Bogu za kazda osobe, ktora przyprowadzil do nas, za
kazdego kaznodzieje, nauczyciela. Za kosciol, w ktorym nas umiescil i
sluzbe, ktora nam wyznaczyl. Za braci i siostry, ktorzy modla sie o nas
kazdego dnia i za tych, ktorzy wspieraja nas materialnie.
Prosimy, dolaczcie do tych modlitw i do dziekczynienia, jakie codziennie
zanosimy BOGU NAJWYZSZEMU.
Modlimy sie, by i nad Waszymi kosciolami, nad Waszymi sluzbami i domami
zajasnial Chrystus. Tak, jak na Gorze Przemienienia.
Krakow, maj 2002
*****************
"Braterstwo milujacy"
Jozef Kajfosz
http://www.czytelnia.jezus.pl/autorzy/kajfosz/braterstwo_milujacy.html
W wielkiej rodzinie dzieci Bozych jestesmy wszyscy bracmi /1Ptr.3.8;
Mat.23.8/. Kazdy czlowiek, bedacy wlasnoscia Boza, czlonkiem ciala
Chrystusowego, jest moim bratem. Przyjaciol mozna sobie dobierac wedlug
wlasnych upodoban - braci nie. Jesli mamy przyjaciela, ktory nam nie
odpowiada, mozemy sie go pozbyc zrywajac z nim stosunki. Gdy chodzi o braci
jest to niemozliwe. Mozna sie w wielu rzeczach od braci roznic, mozna sie
tez w wielu rzeczach z bracmi nie zgadzac, jednak ani jedno, ani drugie nie
zmienia w niczym faktu, ze sa to nasi bracia i mamy wzgledem nich okreslone
obowiazki. Kto nie chce zaakceptowac takich braci, jakich z racji
przynaleznosci do Bozej rodziny od Boga otrzymal i stara sie ich pozbyc,
rozrywa cialo Chrystusowe.
Zyl juz w zaraniu dziejow ludzkosci taki, co postanowil pozbyc sie
niewygodnego brata. Slowo Boze uczy nas, ze wywodzi sie on od zlego, czyli
od szatana /1Jn.3.12/. Kto wywodzi sie z Boga nie ma trudnosci z
zaakceptowaniem braci takich, jakimi sa. Lecz nie tylko to. Ponadto miluje
on ich serdecznie /1Jn.4.11-19; 2Jn.5.1; 1Pt. 2.17/ i nawet jest gotowy
polozyc za nich zycie /1Jn.3.16; Rzym.9.3/.
Jedna z cech Bozego charakteru, ktorymi powinnismy byc przyobleczeni jest
milosc do braci /1Jn.4.7,12,16;1Jn.5.1/. To, ze Slowo Boze zawiera wiele
wskazowek dotyczacych milosci do braci, pisanych w trybie rozkazujacym
oznacza, ze ta cecha Bozego charakteru nie staje sie naszym udzialem
automatycznie, lecz ze wymaga ona swiadomej pielegnacji /Rzym.12.10;
1Tym.6.11; 1Pt.1.22; 1Pt.4.8/ Filadelfia, czyli milosc braterska winna byc
systematycznie rozwijana i poglebiana. Jej obecnosc jest znakiem
rozpoznawczym prawdziwych uczniow Chrystusa /2Pt.1.7;Jn.13.35/.
Przeciwienstwem niebianskiej milosci braterskiej sa uczynki ciala takie jak
wrogosc, spory, knowania, wasnie, odszczepienstwo /Gal.5.20/. Chrzescijan
nie wyzwolonych i nie oczyszczonych z tych cech starej natury rozpoznaje
sie we wzajemnym obcowaniu. Kazdy przypadek roznego rozumienia jakiejs
prawdy biblijnej oraz kazda roznice w sposobie prowadzenia pracy Bozej, a
nawet tylko jakies nieokreslone pierwsze wrazenie przy spotkaniu lub
zaslyszana nie sprawdzona pogloska staje sie dla nich powodem zerwania
braterskich stosunkow, nieprzyjazni a nawet obrzucania sie niewybrednymi
przezwiskami. Jest rzecza wielce zdumiewajaca, z jaka latwoscia, pod
wplywem drobnego nieraz bodzca przychodzi wielu dzieciom Bozym oskarzanie
lub osadzanie brata i powodowanie przez to rozdarcia w ciele. Dziwi i boli
z jaka pochopnoscia ksztaltuja wierzacy swoj stosunek do braci, na jakich
watlych i chwiejnych podstawach opieraja swoje sady o braciach, z jaka
beztroska gwalca wyrazne biblijne wytyczne dotyczace stosunku do braci
/Jn.7.51; Rzym.14.13; Gal.5.15,26; Fil.2.3; Kol.3.13; Jak.4.11; Jak.5.9/.
Dziwi i boli jak skwapliwie ulegaja wierzacy sugestiom zlego podzegacza,
aby powodowac, powiekszac albo utrwalac rozdarcie w ciele Chrystusowym i
jak slepi sa na wywolywane przez to ujemne skutki i niesklonni do dzialania
w kierunku przeciwnym, czyli na rzecz usuniecia ich skutkow.
Dla takich radykalow podstawowa przeslanka jest pewnik, ze otacza ich
legion zwodzicieli, blednych nauczycieli, falszywych prorokow, wilkow w
odzieniu owczym, psow itd. Kiedykolwiek spotkac maja nieznanego sobie
brata, oczekuja i spodziewaja sie kogos wlasnie takiego. Witaja sie
lodowato i patrza spode lba, i trzeba ogromnej cierpliwosci i laski Bozej,
aby po dlugiej rozmowie i egzaminowaniu lody stopnialy wreszcie i dany
osobnik sklonny byl uznac, ze ma do czynienia z bratem.
Czy nie mozna czasem odwrotnie? Czy nie mozna by zalozyc, nie myslac nic
zlego /1Kor.13.5/, ze spotykam brata, a mozliwosc odrzucenia go pozostawic
jako ostateczna ewentualnosc na wypadek, gdyby okazalo sie, ze przy
najlepszych checiach zrozumienia jego postawy nie miesci sie on w
biblijnych kryteriach dziecka Bozego /Ef.4.2-6; Fil.3.18;Obj.2.2/? Ze Slowa
Bozego wynika, iz Jezus robi wszystko co jest tylko mozliwe, aby nasze
postepowanie zinterpretowac na nasza korzysc, upadki pokryc laska, bledy
puscic w niepamiec i ciagle na nowo dawac nam nowa szanse, dalsza okazje do
przyjecia nas. My odnosimy sie rownie laskawie i wspanialomyslnie do
naszych wlasnych czynow i uchybien, okazujac wzgledem nich pelna
wyrozumialosc, kiedy jednak chodzi o innych, jestesmy nad wyraz surowymi
sedziami, nieublaganymi wierzycielami, domagajacymi sie bezwzglednej
doskonalosci i nienagannosci pod kazdym wzgledem, odrzucajacymi
zdecydowanie wszelkie usprawiedliwienia, wyjasnienia, uzasadnienia i
okolicznosci lagodzace. Nie trudno zobaczyc, ze takie nieobiektywne,
niesprawiedliwe nastawienie nie ma nic wspolnego z dbaloscia o interes
Krolestwa Bozego i dobro Kosciola, lecz ze wynika ono z cielesnego
egocentryzmu, przekonania o wyzszosci i nienaruszalnosci wlasnych racji, z
checi obrony bez wzgledu na obiektywna prawde, pewnika o wlasnej
nienagannosci, nieomylnosci i ekskluzywnosci.
Postawa taka jest postawa odszczepienstwa, niszczaca organizm Kosciola i
uniemozliwiajaca leczenie jego schorzen, jego rozwoj i jego dojrzewanie.
Wielosc kierunkow i ugrupowan nawet w samym tylko chrzescijanstwie
ewangelicznym jest dowodem, jak bardzo omylny jest czlowiek, jak bardzo
subiektywne i czastkowe jest nasze zrozumienie. Godna politowania
zarozumialoscia i naiwnoscia jest przekonanie, ze myla sie wszyscy oprocz
nas, ze bledne sa wszystkie kierunki oprocz naszego, ze Bog jest zmartwiony
wszystkimi, a cieszy sie tylko nami. Wlasnie takie stanowisko jest podstawa
odszczepienstwa, sekciarstwa, nierozrozniania i niszczenia ciala
Chrystusowego. Prawda niewatpliwa, nie trzeba jej udowadniac, jest to, iz
zyjemy podatni na bledy tak samo jak inni, iz jestesmy pod wieloma
wzgledami dalekimi od wzorca biblijnego tak samo jak inni i ze bardzo
czesto martwi sie Bog nad nami tak samo jak nad innymi. Owszem, to prawda,
ze zalezy nam na tym, aby nie bladzic i postepowac we wszystkim wedlug woli
Bozej, ale na tym samym zalezy takze wielu innym.
To, ze mimo tego w tak wielu rzeczach sie roznimy, dowodzi, iz to jeszcze
nie wystarcza, lecz ze potrzeba jeszcze czegos wiecej. Czego? Wlasnie
zmiany stosunku do braci. Nalezy zburzyc stosunki wlasciwe dla ducha
odszczepienstwa, a wprowadzic stosunki wlasciwe dla biblijnej
wspolprzynaleznosci do ciala. Zaden czlonek ani grupa czlonkow nie jest
calym cialem i nie otrzyma pelnego zrozumienia ani pelnego
blogoslawienstwa, ani nie osiagnie stanu dojrzalosci bez pozostalych czesci
ciala /1Kor.12.21-27; Ef.4.16; 1Tes.5.11/. Sa to fakty ogolnie znane i
akcentowane gdy chodzi o stosunki wewnatrz zboru, ale jakze wielu nie
uswiadomilo sobie nigdy, ze fakty te odnosza sie do calego ciala, a wiec do
Kosciola jako calosci! Jakze powszechnie slyszy sie okrzyki: "Nie
potrzebujemy was!" Jakze bardzo, wbrew temu, co mowi Slowo Boze, pewni
jestesmy naszej samowystarczalnosci! Ten brat, ktorego Bog stawia na twojej
drodze, ma ci zapewne usluzyc czyms cennym, a ty prawdopodobnie jemu, co
obu was powinno posunac w kierunku dojrzalosci duchowej. Aby proces ten
mogl nastapic, winienes podjac swiadomy wysilek zrozumienia go i dolozyc
wszelkich staran, by on zrozumial ciebie. Zaowocuje to postepem w uleczeniu
i rozwoju ciala, wzbogaci was obu i wzbogaci cialo jako calosc. Swojego
stosunku do brata nie musisz wcale uzalezniac od jego stosunku do ciebie.
Nic nie stoi na przeszkodzie, aby go milowac i sluzyc mu w pokorze nawet
wtedy, jesli jest on odszczepiencem i pozostaje w bledzie, albo tez uwaza
cie za heretyka, filistyna czy pacholka wszetecznicy. Jesli wychodzisz
bratu na przeciw tylko w granicach jego wzajemnosci wzgledem ciebie, to
osiagasz zaledwie poziom celnikow i grzesznikow /Mat.5.46; Luk.6.32-34/.
Jesli dla wlasnej wygody i wlasnego spokoju uchylisz sie od wysilku
zrozumienia brata, unikajac tego przez wejscie do slimaczej skorupy wlasnej
nieomylnosci, ten uzdrowienczy proces nie nastapi i szkode poniesiesz ty,
twoj brat i cialo jako calosc.
Czy znaczy to, ze mamy lekcewazyc niebezpieczenstwo blednych nauk,
falszywych proroctw, zwodniczych duchow itd.? Wcale nie! Sa to
niebezpieczenstwa w czasach ostatecznych bardzo realne i powazne. Ale nie
ustrzezemy sie przed nimi zamykajac sie na wszelki wypadek na wszystko i
odrzucajac wszystko. Nalezy odrzucac zlo a przyjmowac dobro. Nie nalezy
przyjmowac zlego ani odrzucac dobrego. Jedno i drugie wymaga wnikliwej
oceny merytorycznej z zastosowaniem wszelkich sluzacych do tego celu
biblijnych srodkow /Mat.7.15-20; 1Kor.12.3/. Nikt nie musi zywic strachu,
ze zanieczysci sie lub narazi na jakies niebezpieczenstwo duchowe, jesli
doswiadczac bedzie duchow /1Jn.4.1-3/. Taki zabobonny strach wzbudza w nas
ten, kto nie chce dopuscic, bysmy dochodzili do obiektywnej prawdy i
braterskiej zgody. Brat, ktory padl ofiara bledu, potrzebuje opieki
szczegolnie delikatnej i troskliwej. Tymczasem spotyka sie z reguly z
wrogoscia i bezwzglednoscia. Ktos powiedzial, ze lud Bozy to jedyna armia
na swiecie, w ktorej dobija sie wlasnych rannych. "Czyz jestem strozem
brata mego" - wolamy za przykladem Kaina, nie wiedzac jakiego jestesmy
ducha /1Moj.4.9; Luk.9.54-56/. Wszelkie zlo chrzescijanin zwycieza dobrem,
tym bardziej zas zlo we wlasnych szeregach, tzn. w Kosciele /Rzym.12.17-21;
Gal.6.10/. Tylko taka jest biblijna metoda walki ze zlem duchowym. Nie jest
nia pochopne przeciaganie granicy pomiedzy osobami czy ugrupowaniami.
Biblia mowi: "Wszystkiego doswiadczajcie /nie: wszystkich/, co dobrego
/nie: kto dobry/, tego sie trzymajcie /1Tes.5.11/. Nie da sie uniknac bez
szkody dla siebie i Kosciola wysilku oceniania na biezaco poszczegolnych
postaw, zdan czy zjawisk. Upraszczanie sprawy przez ocenianie zamiast tego
osob czy ugrupowan wprowadza w blad i zamet, i dlatego jest na reke
szatanowi, gdyz nikt z ludzi nie jest jednoznacznie zly ani dobry.
Obopolny szczery wysilek braci wzajemnego zrozumienia sie niekoniecznie
doprowadzi od razu w pelni do tego celu. Ale nawet pozostajac przy wlasnym,
roznym zdaniu bracia moga skorzystac, jesli dzielace ich kwestie i roznice
zrozumienia pokryja miloscia i wzajemnym szacunkiem, gdyz zostanie przez to
z drogi ludu Bozego usunieta uciazliwa zawada. Wiadomo dokladnie, kto tego
chce, a kto tego nie chce - kto do tego dazy, a kto sie temu sprzeciwia.
Jesli zdasz sobie z tego sprawe, nie trudno ci bedzie okreslic, kto w tobie
dziala i kto cie inspiruje, nie pozwalajac ci na beznamietna rozmowe z
bratem, na spokojne wysluchanie i rozwazenie jego argumentow, na wspolne z
nim szukanie odpowiedzi w Slowie i wspolna z nim modlitwe. Demon
odszczepienstwa skubie nas i zzera od wewnatrz, kazac nam osadzac braci,
zyczyc im zle, rywalizowac z nimi, przeszkadzac im, lekcewazyc ich i
obrzucac blotem, a my robimy to poslusznie, przekonani w dodatku, ze
sluzymy sprawie Bozej.
Zaden uczynek ciala nie niszczy aktualnie dziela Bozego i nie udaremnia
osiagniecia Bozych celow skuteczniej niz odszczepienstwo. Wlasnie ten
grzech najbardziej hamuje i opoznia budowanie Kosciola - jego dojscie do
dojrzalosci, jego dorosniecie do pelni wymiarow Chrystusowych /Ef.4.13/.
Lud Bozy jako calosc posiada bowiem wszystkie elementy do tego potrzebne,
ale jego rozbicie uniemozliwia zlozenie ich w jedna calosc. Szatan
doskonale rozumie znaczenie tej sprawy i zajmuje optymalne dla swoich celow
stanowisko. Ale kiedyz wreszcie zrozumiemy i zobaczymy ten stan rzeczy my
sami i zamiast mu ulegac zdecydujemy sie przeciwstawic mu sie w tej
kluczowej sprawie? Otrzasnijcie sie z koszmarnego letargu w dziedzinie
stosunkow braterskich, odkrycie filadelfii - milosci braterskiej, jej
istoty i znaczenia moze uruchomic potezna lawine Bozych blogoslawienstw
/Ps.133.1-3/, potrzebna dla wspanialego zakonczenia budowy Jego Kosciola na
ziemi. Nie oddalajmy tej upragnionej chwili!
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
*****************
SLOWO TYGODNIA - 24 maj 2002
*****************
"Lecz ci, ktorzy ufaja Panu, nabieraja sily, wzbijaja sie w gore na skrzydlach,
jak orly, biegna, a nie mdleja, ida, a nie ustaja"
Izajasz 40:31
*****************
W lipcu br. 9-osobowa grupa "Kerygma", zlozona z polskich chrzescijan z
Kanady przybedzie z misja ewangelizacyjna do Australii.
Pierwszy tydzien pobytu zaplanowany jest w Sydney, w Polskim Kosciele
Chrzescijanskim:
http://www.nadzieja-jezus.com
Nastepne trzy tygodnie Misja Kerygma spedzi w Perth - rowniez maja dolaczyc
polscy chrzescijanie z Australii :
10-cio osobowa grupa z Adelaidy wspomoze program ewangelizacyjny gloszeniem
Slowa Bozego oraz wystepami zespolu wokalno-instrumentalnego.
Poprzez czas oczekiwania na nich, sa na biezaco podawane informacje na
Forum Chrzescijanskiej Listy Polonijnej, oraz przesylane artykuly, ktore
mowia o nich; pozwala to zapoznac sie z sylwetkami misjonarzy i ich
dzialalnoscia...
Program pobytu przewiduje:
- koncerty
- spektakle
- spotkania uzdrowiencze
- wyklady dla malzenstw
- prelekcje o zyciu Polakow w Kanadzie
Na wszystkie spotkania wstep jest wolny.
Wiecej informacji o miejscach i terminach spotkan zostana podane w czerwcu
w miejscowych mediach w Perth...
Natomiast w Sydney blizsze informacje mozna uzyskac:
u pastora - Darka Wozniaka
e-mail: dwozniak@...
tel:(koordynator) 61-2-96432603
Celem Misji "Kerygma" jest zawiazanie zboru/kosciola chrzescijanskiego w
Perth...
Prosimy o wsparcie modlitewne tej Misji...
*****************
Ponizej prezentowane sa artykuly przyblizajace dzialalnosc Misji KERYGMA.
*****************
"Wspomnienia z zycia polskiej spolecznosci KERYGMA"
Bozena Szara
"Tygodnik Chrzescijanski" (Grecja - 1992 r)
Apostolski Kosciol w Atenach. Zbliza sie godzina 19.
Wlasnie o tej porze w budynku przy ul.Dipilou 7-9 wyznaczyli sobie
spotkanie chrzescijanie z polskiego Zboru Misyjnego "Kerygma" w Grecji. To
wazne wydarzenie w ich spolecznosci. Zaprosili na nie swoich przyjaciol,
znajomych i przypadkowych Polakow. Przy wejsciu przybylych gosci wita
sympatyczna para mlodych gospodarzy wieczoru. W ich klapach malenkie
czerwone serduszka z napisem: "Kocham Jezusa". Uscisk dloni, usmiech i
krotka informacja, ze zapraszaja na IV pietro. Na drzwiach odreczny napis:
"Smialo - to tutaj!". Od razu robi sie swoisko i jakos tak po polsku. Duza
sala, ruch, gwar, miedzy rzedami migajace znane juz serduszka, przypiete do
marynarek organizatorow. Atmosfera serdecznosci i uprzejmosci udziela sie
wszystkim. Tuz przy wejsciu rozlozyl swoje bogactwo ksiazek i czasopism
chrzescijanskich usmiechniety blondyn, w glebi sali trwaja ostatnie
przygotowania przed koncertem, ostatni spoznialscy zajmuja miejsca, jeszcze
ostatnie nawolywania, jeszcze proba mikrofonu, rzut oka czy wszystko gra i
juz mozna zaczynac. Zaczynamy!
Gospodarz wieczoru - Antoni Dabrowski; pastor Polskiego Zboru Misyjnego
"Kerygma" wita przybylych w wypelnionej niemal po brzegi sali Apostolskiego
Kosciola Jezusa. Informuje krotko o przebiegu Polskich Spotkan i niemal
natychmiast rozlega sie spiew grupy mlodych Chrzescijan z Ghany. W ciagu
kilku chwil cale pomieszczenie wypelnia muzyka i spiew. Wszyscy wstaja z
miejsc i klaszcza Bogu na chwale. Wielu Polakow po raz pierwszy ma okazje
byc uczestnikiem tej niecodziennej, wrecz niezwyklej modlitwy do Boga.
Przed wystepem zespolu z Grecji, o swym zyciu, o spotkaniu z Jezusem
Chrystusem opowiada jeden z uczestnikow - Krzysztof. Lamiacy sie glos
swiadczy o wzruszeniu. Gdy w uszach brzmia jeszcze jego slowa swiadectwa,
przed mikrofonem staja mlode Greczynki, by rozpoczac swoj spiew-modlitwe.
Po ich wystepie o swoich przezyciach, zwiazanych z faktem oddania zycia
Bogu, mowi Tomek. Jego opowiesc jest krotka, przerywana okrzykami;
"Alleluja!". Po kolejnych przezyciach pora na wystep polskiej grupy
wokalno-instrumentalnej "Misja" dzialajacej przy Polskim Zborze Misyjnym
"Kerygma". Muzyka, spiew...slowa piesni sprawiaja, ze przenosimy sie w
swiat milosci i ogarniajacego ciepla, emanujacego z kazdego uczestnika
spotkania. Jeszcze dziewietnastolatek; Artur opowiedzial jak gruntownie
zmienilo sie jego zycie gdy poznal Jezusa.
Nie jestem w stanie opisac atmosfery, tak jak nie mozna opowiedziec uczucia
szczescia. Tu trzeba po prostu byc. W momencie gdy pastor wzywa do wyjscia
na srodek sali ludzi, ktorzy potrzebuja zmiany w swym zyciu - polska grupa
"Misja" gra i na tle tej muzyki powoli podnosza sie ze swych miejsc i
podchodza do przodu. Ich szczera modlitwa, prosba, czasem lzy - swiadcza o
ogromnym wzruszeniu, o przezyciach jakie jest ich udzialem. Po tym cale
pomieszczenie rozbrzmiewa spiewem; "Boza milosc w sercu swym dzisiaj mam".
W trakcie piesni, wszyscy spontanicznie i serdecznie sie pozdrawiaja...Nie
wiem ile dloni uscisnelam, nie pamietam jak wiele osob mnie pozdrowilo,
wiem natomiast, ze takiej chwili nie przezylam dotychczas w moim zyciu. Do
poznych godzin nocnych trwaly rozmowy, modlitwy i wspolne rozwazania o
zyciu, Bogu i Jego wielkim dziele zbawienia.
*****************
Fragment z ksiazki pt. " Powolana sluzyc Chrystusowi"
autor: Lidia Dabrowska (Kanada)
Urszula Dabrowska jest jedna z osob przybywajacych w Misji z Kandy do
Australii...
Jezdzi wiec Siostra Urszula po calym swiecie i zwiastuje ludziom Ewangelie
o Jezusie Chrystusie - Zbawicielu swiata.
A wszedzie tam, gdzie sie pojawi, ludzie pokutuja, przyjmuja Jezusa jako
swojego Zbawiciela, a takze sa uzdrawiani z roznych chorob. I pomimo tego,
ze jest to niezwykle dzielo, ktore Bog przez nia dokonuje, przede wszystkim
uderza jej nadzwyczajna skromnosc i calkowite poswiecenie sie sluzbie dla Boga.
(...)
Posiada Siostra Urszula wlsciwe zrozumienie tego, co jest w zyciu wazne, a
co jest najwazniejsze.
A wiec najwazniejsze jest to, aby niesc Dobra Nowine o Zbawicielu Swiata
tym wszystkim, ktorzy jeszcze jej nie poznali.
(...)
Jaka jest wiec Siostra Urszula? Jest ona jedna z nas - kobiet, ktora
prowadzi zwyczajne, jak kazda inna kobieta, zycie rodzinne. Wychowala
czworo dzieci, prowadzila dom, pracowala zawodowo. A jednoczesnie nie
zaniedbala tej najwazniejszej rzeczy - sluzenia Bogu z calego serca swego i
z calej duszy swojej. Otoz wybrala ona ten najwlasciwszy sposob
postepowania, ktory u biblijnej Marii pochwalil Pan Jezus:
"Idac wraz z uczniami do Jerozolimy, Jezus zatrzymal sie pewnej wiosce.
Skorzystal z zaproszenia niejakiej Marty. Siostra Marty, Maria, usiadla u
stop Jezusa i sluchala Go. Marta zas
krzatala sie po domu, przygotowujac posilek. Wreszcie zirytowana podeszla
do Niego i zapytala:
- Czy powinno tak byc, Panie, ze moja siostra siedzi bezczynnie, gdy ja mam
tyle roboty? Powiedz jej, aby mi pomogla.
Ale Pan rzekl do niej:
- Marto droga, klopoczesz sie o tak wiele spraw, a przeciez jedno tylko tak
naprawde liczy sie w zyciu. To wlasnie wybrala Maria i nie zostanie jej to
odebrane."
(Ew. sw. Lukasza 10;38-41)
Otoz to samo wlasnie wybrala Siostra Urszula - poswiecila bowiem cale swoje
zycie, aby sluzyc Jezusowi Chrystusowi, Zbawicielowi ludzkosci.
*****************
SWIADECTWO
Grazyna Grabowska
Magazyn Chrzescijanski "Kerygma" (Kanada)
Nie pamietam dokladnie, jak doszlo do tego, ze cztery lata temu moje zycie
przestalo miec dla mnie sens. Czy to byla wina tego, ze nie potrafilam sie
odnalezc w swiecie doroslych, czy moze to byla wina wciaz narastajacych
problemow, z ktorymi nie umialam sobie poradzic? A moze wina byla po
stronie religii, poniewaz zawiodla mnie w momencie, gdy szukalam w niej
ratunku? Prawdopodobdnie wszystkie te rzeczy doprowadzily mnie do tego, ze
czulam sie rozczarowana samym zyciem.W szkole mialam coraz wiecej klopotow
z nauka, w domu zaczely sie klotnie z tata, ktore konczyly sie tym, ze
obrazeni nie odzywalisrny sie do siebie po kilka tygodni lub nawet
miesiecy. Popadalam z jednej depresji w druga, zrobilam sie bardzo nerwowa
i z byle jakiego powodu plakalam. Myslalam wtedy. "Gdzie jest Bog? Dlaczego
nie chce mi pomoc, a moze wcale Go nie interesuje, co sie ze mna dzieje?"
Przybita problemami i rozczarowana religia, odwrocilarn sie od Boga.
Postanowilarn sama zostac kowalem swego losu, skoro na Boga nie moglam
liczyc. Pustke, ktora zapanowala w moim zyciu, probowalam za wszelka cedne
czyms wypelnic. Wolny czas poswiecalam na spotkania z przyjaciolmi, na
wspolne dyskoteki, rozne koncerty i imprezy. Tak w moim zyciu pojawil sie
alkohol. Alkohol stal sie dla mnie podstawa do dobrej zabawy, pozwalal
zapomniec o zwyklej, szarej codziennosci. Na codzien bylam niesmiala,
zamknieta w sobie osoba, ale butelka piwa powodowala, ze nabieralam odwagi,
czulam sie swobodnie. Ludzie, ktorzy mnie znali jako osobe wstydliwa, byli
zszokowani, kiedy widzieli mnie pod wplywem alkoholu - nie mogli uwierzyc,
ze to jedna i ta sama osoba.Szczegolnie pamietam wakacje w
dziewiecdziesiatym piatym roku. Wspolnie z przyjaciolmi pojechalisrny dna
trzy tygodnie na Mazury. Postanowilismy ten czas wykorzystac na zabawy,
zanim powrocimy do nauki - przed nami byla matura. Codziennie byly ogniska
i dyskoteki - codziennie alkohol i papierosy. Naszym mottem bylo slynne
powiedzednie Horacego: "Carpe diem" - czyli chwytaj dzien, korzystaj z
zycia. Zastosowalismy sie do tej rady. Byly takie dni, kiedy pilismy tak
duzo, ze na drugi dzien nie pamietalismy wiele z poprzedniego dnia.
Najdziwniejsze w tym wszystkim bylo to, ze wcale dnie bylismy ludzmi z
marginesu spolecznego, nie bylismy nawet uzaleznieni ani od alkoholu, ani
od papierosw. To wszystko bylo dla nas zabawa, ktora z czasem mogla sie dla
nas zle skonczyc. W dzisiejszych czasach mlodziez na calym swiecie nie
potrafi sie dobrze bawic bez alkoholu, papierosow i narkotykow; my nie
bylismy wyjatkiem. Wiedzialam, ze to co robie, jest zle, ze szukam
zapomnienia nie tam, gdzie powinnam, widzialam rowniez, co alkohol zrobil z
malzenstwem moich rodzicow i z nasza rodzina. Nie umialam jednak powiedziec
"stop", poniewaz wszyscy moi przyjaciele pili, a ja nie chcialam byc inna
niz oni. Bog jednak spowodowal, ze otworzyly sie drzwi, ktore sama kiedys
przed Nim zamknelam. To On otworzyl drzwi do mojego serca, zaczal mnie
zawracac z drogi, po ktorej szlam, a ktora prowadzila na zatracenie.
Pokazal mi, jakie powinno byc zycie. Zaczelo sie od listow mojego brata i
jego zony z Kanady. Moj brat, ani jego zona nigdy nie byli - ludzmi
religijnymi, ani nigdy nie interesowali sie zbytnio Bogiem. Dlatego tez
nasze zdziwienie bylo ogromne, kiedy w listach od nich pojawil sie temat o
Bogu. Janusz pisal, jak duzo Jezus uczynil i zmienil w ich zyciu, odkad
zaprosili Go do swoich serc. Jak wiele razy im pomogl w klopotach, jak
zycie nabralo dla nich sensu i jak bardzo sa teraz szczesliwi. Musze sie
przyznac, ze poczatkowo nie bylam zachwycona zmiana, ktora zaszla w Gosi i
Januszu. Uwazalam, ze zrobili sie za bardzo swietobliwi i za duzo pisza o
Bogu. Ale pod wplywem ich listow, zauwazylam zmiany, jakie zaszly w mojej
rodzinie. Przede wszystkirn atmosfera w domu nie byla juz tak napieta, jak
wczesniej. Stosunki miedzy tata i mna znacznie sie poprawily, tata rowniez
przestal pic. Mama zaczela regularnie chodzic do kosciola, zaczela rowniez
czytac Biblie, i probowala znalesc swoja wlasna droge do Boga. Rowniez i we
mnie zaszly zmiany. Zaczelam znow sie modlic, chcialam miec w Jezusie
przyjaciela, takiego jakiego mieli w Nim moj brat z zona. Znow widzialam
sens zycia, wiedzialam, ze teraz zmieni sie ono na lepsze. W wakacje, po
szczesliwie zdanej maturze, dostalam zaproszenie do Kanady od Gosi i
Janusza. Tak bardzo sie cieszylam, bo wiedzialam, ze tylko tam bede mogla w
pelni oddac swoje serce Jezusowi. W Polsce nie umialabym tego zrobic,
poniewaz obawialabym sie reakcji swych przyjaciol i rodziny. Jakby mnie
przyjeli, gdybym nagle przestala z nimi pic, chodzic na imprezy, palic,
przeklinac, itp. Zapewne pomysleliby dokladnie to samo, co ja myslalam o
Gosi i Januszu, ze zrobilam sie swietobliwa. Wiem, ze czasami trzeba
wybierac miedzy Bogiem, a przyjaciolmi lub rodzina. Gdybym dzisiaj stanela
przed takim wyborem, bez zastanowienia wybralabym Boga, ale wtedy nie bylam
na to gotowa. Pan mial dla mnie plan, zebym poleciala do Kanady, a kiedy On
otwiera drzwi, to nikt ich nie zdola zamknac. Obawialam sie, ze bede miala
problemy z dostaniem wizy, poniewaz mlodziez bardzo rzadko je otrzymuje.
Wszyscy mi mowili, ze gdybym przynajmniej chodzila na studia (ja bylam
dopiero po szkole sredniej) lub miala dobrze platna prace lub byla zamezna
- to byloby mi latwiej dostac wize. Jednakze dostalam ja bez wiekszych
przeszkod i mialam zaplanowany wyjazd na marzec. W listopadzie, jeszcze
przed wyjazdem, ostatni raz dopadla mnie depresja, a zycie znow mi sie
wydalo pozbawione sensu. Powodem tego byla smierc mojej babci. Mialam
wyrzuty sumienia, ze kiedy babcia byla w szpitalu ani razu jej nie
odwiedzilam, a potem juz bylo za pozno. Zal mi bylo rowniez taty, poniewaz
smierc matki calkowicie go zalamala i znow powrocil do dawnego nalogu.
Ciezko mi bylo sie z tym wszystkim pogodzic, pragnelam zostawic to wszystko
i jak najszybciej wyjechac do Kanady. Kiedy sie tu wreszcie znalazlam, moje
zycie bardzo sie zmienilo. Bog stal sie dla mnie najwazniejszy, byl dla
mnie sensem zycia. Znow chodze do kosciola, czytam Biblie i staram sie
chodzic z Jezusem. Moj charakter rowniez bardzo sie zmienil na lepsze, Bog
mnie oczyszcza, prowadzi mnie swoja droga, odpowiada na moje modlitwy.
Kiedy mam jakies problemy, wystarczy, ze poprosze Go o pomoc, On nigdy mnie
nie zawiedzie i zawsze pomoze. Kiedy mialam klopoty z pozostaniem w
Kanadzie, znalazl rozwiazanie problemu. W pazdzierniku konczyla sie waznosc
mojej wizy, a ja chcialam tu zostac przez nastepne pol roku. Odpowiedz w
sprawie przedluzenia nie przychodzila, a na dodatek Gosia stracila prace.
Wszystko wskazywalo na to, ze bede musiala wrocic do Polski, chociaz bardzo
tego nie chcialam. I pewnego dnia przyszlo rozwiazanie tej sytuacji, kiedy
dostalam przedluzenie wizy na pol roku i kiedy dostalam dobrze platna
prace, przez co nie musialam dluzej byc obciazeniem finansowyrn dla brata i
jego rodziny. Wiem, ze to byla Boza wola, abym zostala w Kanadzie, poniewaz
zanim jeszcze ta sytuacja sie wyklarowala, siostra Urszula Dabrowska
misjonarka, ktora akurat byla wtedy w naszym zborze, powiedziala mi, ze
jesli Boza wola jest, zebym tu zostala, to otworza sie przede mna wszystkie
drzwi, a jesli to nie jest Boza wola, to drzwi pozostana zamkniete. W marcu
minie rok odkad juz jestem w Kanadzie. Wiem jednak, ze Bog jest zawsze ze
mna i niewazne, czy jestem w Kanadzie, czy w Polsce. Chcialam ci
powiedziec, ze Bog puka rowniez do drzwi Twojego serca, czy jestes gotowy
Mu otworzyc, czy chcesz aby On zamieszkal w Twym sercu i prowadzil Cie
Swoja droga?
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
*****************
SLOWO TYGODNIA - 17 maj 2002
*****************
"Laska, milosierdzie, pokoj od Boga Ojca i od Jezusa Chrystusa,
Syna Ojca, niechaj bedzie z nami w prawdzie i w milosci."
2 Jana 3
*****************
"Prawdziwa poboznosc"
Malgorzata Olszewska
http://www.misjanadziei.org.pl
Nieraz slyszalam, ze Duch swiety moze wiecej dokonac w piec minut niz my
przez wiele lat niestrudzonych wysilkow. Na wlasnej skorze doswiadczylam
jak prawdziwe jest to stwierdzenie kiedy w grudniowy poranek wybralam sie z
domu, by odwiedzic moja dawna znajoma i siostre w Panu, Gosie Wozniak.
Jadac do niej zastanawialam sie nad niedawnymi wydarzeniami w jej zyciu. Od
lat Gosi mocno lezal na sercu los porzuconych i osieroconych dzieci. W
miedzyczasie urodzila dwie coreczki: Madzia ma obecnie cztery lata, a
Rozalka roczek. Ostatniej jesieni oboje z mezem Leszkiem zdecydowali sie w
charakterze rodzicow zastepczych przyjac do swojej rodziny porzuconego
przez matke pieciotygodniowego Kubusia. Gosi z powodzeniem udalo sie
przestawic malego z butelki na karmienie piersia. Gdy odbierali Kube z Domu
Malego Dziecka, chlopczyk drzal na calym ciele (wczesny objaw choroby
sierocej). Po tygodniu pobytu w ich domu drzenie ustalo. Gdy na poczatku
brali go na rece i przytulali, on robil sie sztywny, a nawet wyginal sie w
luk do tylu. Gosia nie wiedziala jeszcze wtedy, ze jest to symptom
odrzucenia, jakiego dziecko moglo doswiadczyc juz w okresie prenatalnym lub
wkrotce po narodzeniu. Systematycznie okazywana milosc i czulosc sprawily,
ze po niedlugim czasie pobytu w nowej rodzinie Kubus przestal sie
wycofywac, zrelaksowal sie i zaczal przyjmowac pieszczoty. Choc zapracowani
po uszy przy swojej malej trojce, zajeci niemal non - stop dzien i noc,
Gosia z Leszkiem odczuwali Boza laske, a przenikajaca ich swiadomosc, ze sa
w centrum Bozej woli - dodawala im sil.
Po szesciu tygodniach nastapil wstrzas: pewnego popoludnia Kubus nie
obudzil sie. Jego przybrani rodzice slyszeli, ze mial on wrodzona wade
serca, ale nikt nie przypuszczal, ze byla ona tak powazna; chlopczyk zmarl
z powodu niewydolnosci ukladu krazenia. Choc smierc takiego malego dziecka
moze budzic rozne pytania to jedno jest pewne: Kubus odszedl do Pana bedac
kochany i otoczony czuloscia rodziny, a nie w samotnosci wpatrzony w sufit,
niechciany przez nikogo, pozostawiony samemu sobie w lozeczku w domu malego
dziecka.
Wiedzac o tym wszystkim co zaszlo jechalam do Gosi w kilka dni po
pogrzebie. To nie byla dluga wizyta, ale zostawila trwaly slad w moim
sercu. Najpierw dowiedzialam sie od Gosi o wielu szczegolach z krotkiego
zycia Kubusia. A potem uslyszalam od niej o dzieciach spedzajacych
dziecinstwo w roznych instytucjach opiekunczych i o skutkach ich rozwijania
sie bez rodziny. Dowiedzialam sie, na przyklad, o wczesnym popadaniu w
depresje, niecheci do rozwijania sie i zycia, chorobie sierocej, podatnosci
na choroby. Uslyszalam o ich pozniejszych trudnosciach w doroslym zyciu, o
tym jak procentowo wielu z nich trafia do domow dla bezdomnych, do wiezien,
zaklada patologiczne rodziny lub konczy samobojstwem. Wracajac tego dnia do
domu nie moglam przestac myslec o tych dzieciach, a Duch swiety przypominal
mi slowa, ktore czytalam dziesiatki razy: "czysta i nieskalana poboznoscia
przed Bogiem i Ojcem jest niesc pomoc sierotom... w ich niedoli..." (Jakuba
1,27).
Nagle dotarlo do mnie, ze choc jestem od dwudziestu lat chrzescijanka,
jednak nie jestem prawdziwie pobozna, bo nie niose tym pozbawionym rodziny
dzieciom zadnej pomocy. A ich sytuacja naprawde wymaga pomocy, i to juz nie
tylko ze strony rzadu i organizacji pozarzadowych ale wielu indywidualnych
osob i rodzin, a zwlaszcza wierzacych. Tego wieczora poprosilam meza, aby
wydrukowal mi z konkordancji wszystkie wersety biblijne mowiace o
sierotach. Okazuje sie, ze Bog zawsze byl nimi zainteresowany i od poczatku
uczyl swoj lud, by sie o nie troszczyli. Przykazal w Starym Testamencie
Izraelitom, aby nie "przejadali" wszystkich swoich plonow, ale w czasie
zniw specjalnie zostawiali na polu czesc zbiorow wlasnie dla tych bezbronnych.
Bog nazywa siebie "Ojcem sierot" (Psalm 68,6), a Pan Jezus mowi o tych
najmniejszych: "A kto przyjmie jedno takie dziecie w Imie moje, Mnie
przyjmuje" (Mat. 18,5). Skoro Bog Ojciec i Pan Jezus tak bardzo utozsamiaja
sie z tymi dziecmi, to czy chrzescijanie moga z czystym sumieniem pozostac
bierni w ich sprawie? Czy takze w Nowym Przymierzu lud Bozy nie powinien
dzielic sie swoim "plonem" z sierota? Jak malo jest wciaz posrod nas tych,
ktorzy jak Job moga powiedziec: "Jezeli sam jadalem swoja kromke i nie
jadala z niej sierota, ktora od mojej mlodosci wychowywalem jak ojciec i
prowadzilem od lona matki" (Joba 31,17.18).
Maly Kubus, choc jego zycie bylo tak krotkie, lecz przynajmniej pod koniec
zaznal na tym swiecie milosci, czulosci, ciepla rodzicielskich ramion. A
tysiace innych dzieci nigdy tego nie zakosztowalo, a ich zycie doznaje
ogromnego okaleczenia. Jak wiec niesc im pomoc? Jest wiele mozliwosci. Z
pewnoscia obdarzenie ich kochajaca rodzina jest dla wielu z nich najlepszym
rozwiazaniem. Mysle, ze idea rodzinnych domow dziecka, rodzin zastepczych
czy adopcyjnych powinna byc postrzegana w kosciele na rowni z dzialalnoscia
ewangelizacyjna czy duszpasterska. Przeciez w chrzescijanskiej rodzinie te
dzieci moga byc pozyskane dla Jezusa i wychowywane na Jego nasladowcow. Pan
Jezus powiedzial o tych maluczkich: "... albowiem do takich nalezy
Krolestwo Boze" (Lk 18,16), a wiec angazujac sie w zycie tych dzieci,
angazujemy sie w prace na rzecz Krolestwa Bozego.
Jestem przekonana, ze w Ciele Jezusa Chrystusa jest wiele powolan do takiej
wlasnie poslugi, choc z pewnoscia nie sa one jeszcze w wiekszosci
rozpoznane. Nie wszyscy jednak moga przysposobic dziecko do swojej rodziny
i Slowo Boze takze nie narzuca kazdemu wierzacemu takiego obowiazku jako
zakonu. Bog natomiast wzywa wszystkich do czystej i nieskalanej poboznosci.
Kazdy moze w jakis sposob niesc pomoc sierotom,. Jezeli na przyklad nie
opiekujemy sie bezposrednio jakims opuszczonym dzieckiem, to mozemy
wspierac kogos, kto to robi. Mozemy w tym dzialac indywidualnie lub jako
spolecznosc, zbor, bo w koncu sa to sprawy Krolestwa Bozego. Wierze, ze gdy
bedziemy pytac Pana o prowadzenie w tej kwestii, On chetnie wskaze nam
droge, gdyz "nie jest wola Ojca naszego, ktory jest w niebie, zeby zginelo
jedno z tych malych. "
*****************
"Czy czasem Jakub sie nie pomylil i nie zaprzeczyl nauce Pawla? Zbawienie
przez uczynki?"
Tomasz J. Stanczak
http://baptysci-katowice.jezus.pl
W kwestii zrozumienia relacji pomiedzy wiara a uczynkami List Jakuba ma
bardzo szczegolny wklad w teologie Nowego Testamentu. To, co Jakub pisze,
na tyle odbiega od reszty Nowego Testamentu, ze jest postrzegane przez
niektorych jako argument na poparcie tezy o braku jednosci pomiedzy jego
autorami. Osobiscie lubie ewangelizowac, ale pamietam jak we wczesnych
latach po nawroceniu teksty z Listu Jakuba stawialy mnie w trudnych
sytuacjach podczas rozmow z osobami, ktore byly z nim zaznajomione. Nasuwa
sie powazne pytanie: Czy punkt widzenia apostola Pawla na zbawienie
wyklucza uczynki, podczas gdy Jakub uzaleznia je od nich? Jezeli Jakub
naprawde uznaje zbawienie przez uczynki, to wtedy posiadamy Biblie, ktora
prezentuje dwie drogi zbawienia. Dokladnie do takiej konkluzji niektorzy
doszli. W roznych kregach sa liberalni biblisci, ktorzy uwazaja, ze Jakub
napisal swoj list po to, aby odeprzec nauke Pawla, zapisana w listach do
Rzymian i Galacjan. Prosciej chyba bedzie jednak stwierdzic ze Jakub
protestuje nie przeciwko nauce Pawla, ale raczej jej wypaczeniom i blednemu
zrozumieniu. Istotnym jest ukazac na samym poczatku, ze Pawel i Jakub
zgadzaja sie w kwestii zbawienia, dopiero potem bedziemy mogli rozpoczac
rozwazanie unikalnego wkladu Jakuba w teologie Nowego Testamentu w
dziedzinie wiary i roli uczynkow.
Jest rzecza jasna, ze Jakub zdecydowal sie wyrazic swoj poglad w inny
sposob niz Pawel, a stwierdzenie, ze jeden zaprzecza drugiemu jest
wyolbrzymione i niewlasciwe. Jezeli Jakub mialby takie pragnienie, to nie
wykonal tej pracy nalezycie dobrze. Jakub, piszac "swoj" list, nie mogl
kierowac sie idea zaproponowania zbawienia przez uczynki, ktora byla
odmienna od Pawlowej, poniewaz wczesniej zgodzil sie z apostolem Pawlem w
tej sprawie (Ga 2,1-10). Leon Morris wlasciwie zauwazyl, ze "Jakub nie
naucza zbawienia przez uczynki jak jest to widoczne w jego nauce odnosnie
uniwersalnej grzesznosci ludzkosci". Jakub pisze: "Dopuszczamy sie wszyscy
wielu uchybien" (3,2).
Wedlug Jakuba grzechem jest nie tylko czynienie zla, ale nawet posiadanie
umiejetnosci i mozliwosci czynienia dobra i niekorzystanie z nich (4,17).
Najlepszym sposobem w jaki Jakub pokazuje niezdolnosc czlowieka w zbawieniu
samego siebie jest uwypuklenie ludzkich niedoskonalosci, przy jednoczesnym
podkresleniu wysokich standardow Boga: "Ktokolwiek bowiem zachowa caly
zakon, a uchybi w jednym, stanie sie winnym wszystkiego" (2,10). Leon
Morris wlasciwie wnioskuje, ze "osoba z takimi standardami moralnosci nie
oczekuje, aby ktokolwiek mogl zbawic samego siebie. On szuka zbawienia
przez milosierdzie, a nie sad" (2,15).
Jednej rzeczy mozemy byc pewni, ze Jakub na pewno nie wyklucza
koniecznosci wiary. Wrecz przeciwnie, wiara jest dla niego bardzo wazna
(2,1; 2,5) Nawet w tym samym tekscie, w ktorym kladzie nacisk na uczynki,
nadal wspomina wiare (2,8). Oczywiscie jest przeciwko takiej wierze, ktora
posiada Szatan - wierze, ktora poza drzeniem nie przynosi nic
wartosciowego. Szatan posiada wiare, jednak nadal pozostaje Szatanem. Jakub
nie zajmuje sie pytaniem czy ktos powinien miec wiare lecz kladzie nacisk
na to, ze ma byc ona zywa wiara a nie tylko martwa ortodoksja.
Wiara, ktora nie jest zainteresowana nawet najbardziej podstawowymi
potrzebami zyciowymi drugiego chrzescijanina, wedlug Jakuba nie jest w
ogole wiara: "Jesli brat albo siostra nie maja sie w co przyodziac i
brakuje im powszedniego chleba, ktoz z was powiedzialby im: idzcie w
pokoju, ogrzejcie sie i nasyccie, a nie dalibyscie im tego, czego cialo
potrzebuje, coz to pomoze?" (2,15-16). Pawel zupelnie zgadza sie z Jakubem
twierdzac, ze taka wiara nie jest wlasciwa wiara: "A jesli kto o swoich,
zwlaszcza o domownikow nie ma starania, ten zaparl sie wiary i jest gorszy
od niewierzacego" (1 Tm 5,8). Na podstawie wyzej wymienionych dowodow
wydaje sie byc dosc jasnym fakt, ze Pawel i Jakub, chociaz klada nacisk na
inne sprawy i maja odmienny sposob opisania tej samej rzeczy, nie
zaprzeczaja sobie. Obydwaj sie zgadzaja, ze zbawienie pochodzi od Boga, a
nie przez ludzki wysilek. Idac dalej zauwazamy, ze zbawienie trzeba przyjac
przez wiare, ktora musi przyniesc owoc w postaci zmienionego zycia tego,
ktory wyznaje, ze ja posiada.
Teraz skupmy sie na unikalnym wkladzie Jakuba do teologii wiary i roli
uczynkow. Jezeli chcemy zrozumiec idee uczynkow i wiary, o ktorych pisze
Jakub, musimy najpierw zrozumiec sytuacje w kosciele, do ktorego on pisal.
Jakub nie pisze o wierze jako akceptacji ewangelii, tak jak to czyni Pawel,
lecz o wierze w sensie "wyznania albo intelektualnej zgody". Jest to
wyznanie wiary w monoteizm Boga podobne do tego, ktore wyglaszali zydzi w
slawnym "Szema" z 5 M 6,4, o ktorym mowi rowniez Jakub: "Ty wierzysz, ze
Bog jest jeden? Dobrze czynisz".
Ale jak dla ludu Izraelskiego objetego przymierzem Bozym nie bylo
wystarczajaca rzecza recytowanie "Szema", tak rowniez dzisiaj to nie jest
wystarczajace dla chrzescijan. Kolejnym punktem godnym odnotowania jest
fakt, ze Pawel uzywa terminu "uczynki zakonu", aby zwalczac podejscie tych,
ktorzy mysleli, ze przez zewnetrzne posluszenstwo moga sobie zjednac
zbawienie. Jakub jednak traktuje uczynki jako te dobre rzeczy, ktore
wypelniaja "krolewskie prawo milosci".
George Ladd bardzo konkretnie podsumowal ta kwestie w nastepujacy sposob:
"Jakub i Pawel rozprawiaja sie z odmiennymi od siebie sytuacjami: Pawel
rozprawia sie z legalistycznym podejsciem samousprawiedliwiajacego sie Zyda
a Jakub - z martwa ortodoksja". Tak jak wczesniej wspomnielismy, uczynki
dla Jakuba sa wazne, ale chodzi o takiego rodzaju uczynki, ktore sa owocem
prawdziwej wiary. Jakub dochodzi do wniosku, ze jezeli czyjas wiara nie
wydaje owocow wyrazajacych sie w praktycznych rzeczach, to nie jest ona
realna wiara. Prawdziwie zbawiajaca wiara wyraza sie w takich rzeczach jak:
troska o sieroty i wdowy, kontrola swojego jezyka, zachowanie siebie nie
splamionym przez swiat (2,27). Ta wiara okazuje sie rowniez w braku
faworyzowania jednych nad drugimi tylko dlatego, ze maja wyzszy status
spoleczny, w cierpliwym znoszeniu cierpien i wlasciwym podejsciu do pokus.
Taka wiara, wedlug Jakuba piszacego pod Bozym natchnieniem, jest jedynie
warta posiadania. Aby dalej zilustrowac swoj punkt widzenia dotyczacy tego,
czym jest prawdziwa wiara, ktorej naturalnym rezultatem bedzie wzrost i
czyn, Jakub odnosi sie do dwoch bardzo znanych postaci Starego Testamentu:
Abrahama i Rahab. Jest nieslychanie ciekawa rzecza, ze Jakub uzywa
przykladu Abrahama, aby pokazac prawdziwa wiare, poniewaz Pawel robi
identycznie ta sama rzecz. Jedyna roznica jest to, ze oni maja na mysli
inne etapy zycia tego wielkiego meza Bozego.
Pawel kladzie nacisk na ten poczatkowy etap wiary w zyciu Abrahama, kiedy
Abraham kladzie swoja ufnosc tylko w Bogu i w tym momencie Bog daje mu
swoja sprawiedliwosc jako niezasluzony dar (Rz 4,3). Natomiast Jakub ma na
mysli o wiele pozniejszy etap w zyciu Abrahama, kiedy Bog prosi go o to,
aby zlozyl w ofierze swojego syna, Izaaka. Morris trafnie komentuje: "Jest
rzecza sluszna zauwazyc, ze jezeli ktos najpierw przychodzi do Boga, to
przychodzi w prostej wierze, ale po wielu latach sluzby Bogu, nie jest
rozsadna sprawa oczekiwanie Bozej aprobaty, jezeli czlowiek nie ma do
zademonstrowania zadnych uczynkow" (por. 1 Kor 3,12-15). Nastepnie Jakub
daje przyklad nierzadnicy Rahab (por. Hbr 11,31), aby pokazac, ze ona przez
swoja goscinnosc zademonstrowala realnosc swojej wiary. Jakub pokazuje
przez te dwa przyklady uniwersalna zasade, ze prawdziwa wiara wydaje owoce.
Zrozumienie przez Jakuba relacji jaka istnieje pomiedzy wiara a uczynkami
zostalo wspaniale podsumowane przez Jana Kalwina, ktory powiedzial, ze:
"Sama wiara usprawiedliwia, ale ta wiara, ktora usprawiedliwia nie jest
sama". Innymi slowy, tylko z laski przez wiare otrzymujemy Bozy dar
zbawienia, ale jesli nasze zycie nic sie nie zmienilo pod wplywem tego
wielkiego wydarzenia, to wedlug Jakuba sa powody, by uznac, ze tylko mowimy
ze mamy wiare, ale taka wiara nie jest wiara zbawiajaca (2,14). Taka wiara
jest niczym wiecej jak tylko zwyklym intelektualizmem. Apostol Pawel
dodalby do tego zdania: "amen" bracie Jakubie, zgadzam sie, ze musimy miec
taka wiare, ktora na pewno zmienia czlowieka. Wiara jest zawsze "czynna w
milosci" (Ga 5,6; Ef 2,10).
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
*****************
SLOWO TYGODNIA - 10 maj 2002
*****************
"Idac na caly swiat, gloscie ewangelie wszystkiemu stworzeniu"
Marek 16:15
*****************
OGLOSZENIE
W lipcu br. 9-osobowa grupa "Kerygma", zlozona z polskich chrzescijan z
Kanady przybedzie z misja ewangelizacyjna do Perth w Australii...
8 osob z tej grupy nalezy do Polskiego Kosciola Pelnej Ewangelii w Toronto,
a w sklad wchodzi: pastor, muzycy oraz mlodzi misjonarze...
9-ta osoba grupy jest Urszula Dabrowska, ktora prowadzi misje po calym
swiecie i zwiastuje ludziom Ewangelie o Jezusie Chrystusie, a wszedzie
gdzie sie pojawia, ludzie pokutuja, przyjmuja Jezusa jako swego Zbawiciela,
a takze sa uzdrawiani z wielu chorob...
poprzez czas oczekiwania na te grupe, sa na biezaco podawane informacje na
Forum Chrzescijanskiej Listy Polonijnej, oraz przesylane artykuly, ktore
mowia o nich...pozwala to zapoznac sie z sylwetkami misjonarzy i ich
dzialalnoscia...
Program pobytu przewiduje:
- koncerty
- spektakle
- spotkania uzdrowiencze
- wyklady dla malzenstw
- prelekcje o zyciu Polakow w Kanadzie
Na wszystkie spotkania wstep jest wolny.
Wiecej informacji o miejscach i terminach spotkan zostana podane w czerwcu
w miejscowych mediach w Perth...
Celem Misji "Kerygma" jest zawiazanie zboru/kosciola chrzescijanskiego w
Perth...
Prosimy o wsparcie modlitewne tej Misji...
*****************
Rozmowa z Markiem Handrysikiem prezesem Towarzystwa Upowszechniania Mysli
Reformowanej
http://info.chrzescijanin.pl/
Wsrod kilku organizacji dzialajacych w naszym kraju, a zajmujacych sie
edukacja religijna naszego spoleczenstwa na szczegolnie zainteresowanie
szeroko pojetych kregow ewangelicznych zasluguje dzialajace od niedawna
Towarzystwo Upowszechniania Mysli Reformowanej "Horn". To dzieki niemu
mozemy zapoznawac sie z dzielami wielkich reformatorow Kosciola, ktore do
tej pory nie byly dostepne w jezyku polskim. Oto co ma do powiedzenia na
temat dzialalnosci Towarzystwa jego prezes br. Marek Handrysik:
Pyt: Jak i kiedy doszlo do powstania Towarzystwa , z jakich kregow
koscielnych wywodza sie czlonkowie "Horna"?
Odp: Jesli chodzi o zainteresowanie, to nie powinno ono byc ograniczone
tylko do ewangelicznych chrzescijan, mysle, ze nasza dzialalnosc powinna
rownie bardzo zainteresowac wszystkich, ktorzy przyznaja sie do dziedzictwa
reformacji; Oczywiscie poza kosciolem Ewangelicko-Augsbuskim i
Ewangelicko-Reformowanym nalezy tu dodac takze np. adwentystow, czy badaczy
Pisma. Mysle ze klasyke powinni po prostu znac wszyscy.
A co do Towarzystwa, to doszlo do jego powstania troche z przymusu. Kilka
lat temu niektorzy z nas tworzyli Oficyne Wydawnicza „HORN” S.C. i pod jej
szyldem wydawali ksiazki chrzescijanskie. Moze niektorzy czytali Ole
Hallesby’ego „Modlitwa”, Torrey’a „Jak sie modlic”, badz „Atrybuty Boga”
Arthura W. Pink’a? To wlasnie nasz „stary Horn”… Zauwazylismy jednak, ze
jako spolka cywilna nie mamy srodkow na rozpoczecie wydawania tego, czego
naprawde chcielismy, zas ze wzgledu na utrudnienia prawno-fiskalne bardzo
trudne bylo przyjecie pomocy wolontariuszy, czy darowizn; w dodatku takich
darowizn na spolke nie mozna odliczyc od podatku. W takich wlasnie
okolicznosciach i z takich przyczyn narodzil sie pomysl powolania
stowarzyszenia. Moze zaoszczedze czytelnikom szczegolow „drogi przez meke”
przy okazji rejestracji, kiedy to zaraz na poczatku sad zazyczyl sobie
abysmy zarejestrowali sie z ustawy o wolnosci sumienia i wyznania, czyli
jako kosciol, co bylo oczywistym nieporozumieniem; …w kazdym razie proces
rejestracji trwal ponad rok. Wreszcie na poczatku 2000r. zostalismy
zarejestrowani i mozna bylo rozpoczac dzialalnosc. Jesli chodzi o czlonkow,
to trudno jednoznacznie okreslic srodowisko, chodzi raczej o wspolna idee.
Ludzie sa z roznych kosciolow ewangelicznych, zas trzon raczej pochodzi ze
Slaska, gdzie znajduje sie nasz siedziba.
Pyt: Jakie cele stawia sobie Towarzystwo?
Odp: Moze przeczytam fragment statutu: W szczegolnosci celem Towarzystwa jest:
1. Wydawanie i upowszechnianie literatury protestanckiej;
2. Upowszechnianie pogladow chrzescijanstwa protestanckiego za pomoca tzw.
srodkow masowego przekazu;
3. Upowszechnianie pogladow protestanckich za pomoca osobistych kontaktow
interpersonalnych; v4. Podejmowanie staran o takie ksztaltowanie srodowisk
protestanckich, aby wytworzyc warunki do upowszechniania mysli reformowanej;
5. Wspieranie wszelkich dzialan osob prawnych i fizycznych noszacych
znamiona protestantyzmu reformowanego;
6. Szerzenie zasad braterstwa pomiedzy osobami opowiadajacymi sie za
slusznoscia mysli reformowanej;
7. Poglebianie wiedzy i swiadomosci spoleczenstwa odnosnie tego czym jest
protestantyzm i teologia reformowana;
8. Upowszechnianie mysli podejmujacej dyskusje z innymi kierunkami
teologicznymi i filozoficznymi;
9. Wywieranie wplywu na spoleczenstwo w celu upowszechnienia protestantyzmu
w naszym kraju;
10. Organizacja spotkan o charakterze religijnym
11. Przeciwstawianie sie poganskim filozofiom i praktykom, w rozumieniu
teologii protestanckiej; w zgodzie z obowiazujacymi przepisami prawa;
Pyt: Co juz udalo sie zrobic i jaki przynioslo to efekt?
Odp: No coz… jedne rzeczy sie udalo, a inne nie, jak to bywa w zyciu.
Tlumaczymy „Insitutes Christianae Religionis”, czyli slynne „Instytucje”
Jana Kalwina i do tej pory udalo nam sie przetlumaczyc i wstepnie
skorygowac pierwszy ich tom. Tlumaczy to z laciny brat Janusz Kucharczyk,
ktory posiada odpowiednie (wyzsze) wyksztalcenie filologiczne w zakresie
filologii klasycznej i filozofii, co, naszym zdaniem powinno pozwolic
wiernie oddac mysl Kalwina. Jesli do tego doda sie jego osobiste
zaangazowanie i fakt, ze jest odrodzonym wierzacym, wydaje sie wrecz
idealna osoba do tego dziala. Kilka lat modlilismy sie o kogos takiego.
Oprocz tego konczymy przygotowanie do druku „De Servo Arbitrio” – „O
niewolnej woli” dr Marcina Lutra, tlumaczone przez niezyjacego juz prof.
Wiktora Niemczyka. To ostatnie to sukces, ale tez i porazka, gdyz
planowalismy wydanie tego dziela pod koniec zeszlego roku.
Przetlumaczylismy tez „Suwerennosc Boga a zwiastowanie Ewangelii” Packera.
Jest to ksiazka, ktora pomaga chrzescijanom wierzacym w predestynacje
pogodzic kwestie suwerennosci Boga z koniecznoscia zwiastowania Ewangelii.
Odbyly sie takze spotkania z zakresu filozofii chrzescijanskiej, w tym
jedno czterodniowe, ktore mialy na celu pomoc chrzescijanom w apologetyce
przeciwko najpowszechniej wystepujacym dzis pogladom filozoficznym a takze
pomoc w docieraniu z Ewangelia do osob wyznajacych poszczegolne systemy
filozoficzne. Ogolnie byly to bardzo pozyteczne wyklady, a ich uczestnicy
byli bardzo ubogaceni.
Od wielu lat tez odbywaja sie regularne spotkania modlitewne, i choc
powstaly one jeszcze zanim Horn rozpoczal swoja dzialalnosc, jednak dzis
spotykaja sie na nich wylacznie czlonkowie Towarzystwa i osoby z nim
zwiazane. Modlimy sie o nasze prywatne sprawy, o nasz kraj, o dobre dziela
wiary, ktorych sie podejmujemy i widzimy Boze blogoslawienstwo w tych
kwestiach.
Co do skutkow, to trudno mi dzis o nich wyrokowac w stu procentach. Sa i
mysle ze kazdy z nas moglby cos o tym powiedziec. Doswiadczylismy wielu
wysluchanych modlitw, wielu ludziom pomoglismy okreslic ich poglady
teologiczne i filozoficzne, wielu ludzi na rozdrozach udalo sie pozyskac
dla Ewangelii i teologii reformowanej, a takze chrzescijanskiej ortodoksji.
Udalo sie tez wreszcie wstepnie dotrzec pewne mechanizmy wewnetrzne, ktore
sluza naszej dzialalnosci wydawniczej.
Pyt: Jakie stawiacie sobie zamierzenia na najblizsza przyszlosc?
Odp: Najblizsza przyszlosc stoi pod znakiem Lutra. Chcielibysmy jeszcze w
tym miesiacu (wywiad zostal przeprowadzony w kwietniu 2002 – przyp. Autora)
wydac „O niewolnej woli” i wokol tej sprawy koncentrujemy nasze wysilki.
Jednak poniewaz wszyscy pracujemy zawodowo, a wielu z nas dodatkowo sie
jeszcze uczy, wiec nie bedzie to latwe zadanie. Oprocz tego tlumaczyc nadal
Kalwina… Chyba po 400 latach milczenia powinien wreszcie przemowic po
polsku? Chcielibysmy na poczatek wydac niewielki naklad pierwszego tomu,
ktory po korekcie bedziemy przygotowywac do druku. Poza tym przygotowujemy
rozprawe apologetyczna przeciwko filozofii Nitzschego, ktora napelnione sa
wrecz akademiki i bursy. Chcemy tez wiecej publikowac w Internecie.
Pyt: Z tego co Brat przed chwila powiedzial, wynika, ze podejmujecie sie
zrealizowac wrecz pionierskie projekty a skali naszego kraju i polskiego
protestantyzmu. Domyslam sie, ze by zrealizowac je w pelni potrzebna jest
Wam pomoc, co jest potrzebne by marzenia i plany staly sie rzeczywistoscia?
Odp: Majac tak wielkiego Boga, nie mozna chciec malo. Aby nasze plany mogly
rzeczywiscie zostac zrealizowane, musi dojsc do zmiany widzenia potrzeby
reformacji w Polsce. Proces ten musi sie rozpoczac od chrzescijan, a jak
dotad doswiadczylismy, nie wszyscy protestanci byli nam przychylni. Nie
chce przez to powiedziec, ze nie potrzebujemy pomocy, a raczej to, ze
trudno mi uwierzyc, ze takie osoby sie znajda. Jesli jednak ktos z
czytelnikow poczuje sie poruszony aby dopomoc w tym dziele, to informuje,
ze glowna przeszkoda w realizacji naszych zadan jest brak funduszy. Po
prostu to, co robimy jest realizowane glownie poprzez nasze darowizny i
darowizny naszych znajomych. Oprocz tego bardzo potrzebujemy drugiego
tlumacza z laciny, przydal by sie tez korektor, jeszcze po jednym tlumaczu
z angielskiego i z niemieckiego, potrzebujemy takze druga osobe umiejaca i
chcaca zajac sie skladem ksiazek do druku. Zasadniczo robimy te wszystkie
rzeczy, ale idzie to dosc powoli, a roboty jest huk… Szukamy takze osob
zajmujacych sie literatura w zborach i prowadzacych ksiegarnie, ktore
chcialy by pomoc w rozprowadzaniu wydawanych przez nas ksiazek. To ostatnie
jest bardzo istotne, tym bardziej, ze stan czytelnictwa wsrod chrzescijan
jest mizerny, zeby nie powiedziec wrecz konajacy, z tendencja do calkowitej
zapasci. Mam nadzieje, ze ksiazki tych, ktorzy niewatpliwie mieli cos do
powiedzenia, a swoje slowa potwierdzili wlasnym zyciem, reanimuja takze
czytelnictwo w naszych kregach.
Pyt: Czy czlonkowie Towarzystwa spotykaja sie regularnie, czy macie swoje
stale miejsce, gdzie zainteresowane osoby moga nawiazac z Wami kontakt?
Odp: Jestesmy wszyscy w stalym kontakcie, ale odbywa sie to glownie przez
Internet i telefon. Jak tez wspomnialem powyzej spotykamy sie regularnie
zeby sie modlic. Niestety nie mamy stalej siedziby – biura, sekretarki itd.
naszym skarbem i sila sa ludzie, ktorych serca poruszyl Bog i prosze mi
wierzyc, to znacznie wiecej niz struktury i budynki. Jesli chodzi o kontakt
z nami, to proponuje poczte elektroniczna: horn@... , to naprawde
najskuteczniejszy sposob zlapania z nami kontaktu. Tak tez pracujemy na co
dzien, a wielu stalych wspolpracownikow widzialem moze kilka razy,
niektorych tylko raz a innych w ogole. Mozna tez bardziej zapoznac sie z
nami poprzez nasza witryne internetowa;
Zapraszam: free.art.pl/horn
Pyt: Bardzo dziekuje za ta chwile rozmowy i zycze Towarzystwu realizowania
wszelkich planow, tak by nasza wiedza o historycznym protestantyzmie i jego
kluczowych postaciach, wliczajac w to takze i nasze zielonoswiatkowe i
ewangeliczne kregi, mogla ulec poglebieniu.
Odp: Nas nie tak bardzo interesuje historia, choc Luter i Kalwin to juz
kilkaset lat, lecz wplyw, a raczej brak wplywu mysli reformatorow na
spoleczenstwo polskie. Jednak nie dotyczy to tylko mysli reformatorow.
„Polski syndrom” – tak, posrod nas zwyklismy nazywac niezwykla sytuacje,
ktora istnieje w naszym kraju, polegajaca na tym, ze, nie wiadomo dlaczego,
niewiele wydaje sie ksiazek ludzi „wielkich i znanych” a jedynie ksiazki o
nich; ich biografie, podsumowania, itd., co najwyzej ich zlote mysli. Nie
dotyczy to bynajmniej tylko dziel teologicznych, ale rownie mocno dotyka to
nauki. Za przyklad niech nam posluza dwa przypadki: Mikolaj Kopernik i
Maria Sklodowska Curie. Ilez ksiazek mozna znalezc "o…" obu tych wybitnych
postaciach polskiej nauki! Ale czy ktos spotkal sie z samymi ich dzielami
przetlumaczonymi na jezyk polski? A oni niewatpliwie mieli cos do
powiedzenia. Brakuje mysli wybitnych… Nie brak mysli "o…".
To samo, a nawet bardziej jeszcze dotkliwie dotyczy teologii, a szczegolnie
teologii protestanckiej i te luke wlasnie chcielibysmy w pewnym stopniu
zapelnic. Czyz w dobie unifikacji religii i zle pojetego ekumenizmu,
polegajacego na tym by "mowic tylko o tym co laczy"; w chwili zaciesniania
wiezi pomiedzy katolikami i protestantami i wobec coraz czestszych glosow
jakoby roznice byly tu tylko powierzchowne moze byc cos lepszego niz
przypomnienie "De servo arbitrio", w ktorym dr Marcin Luter zajmuje sie
wykazaniem roznicy na najglebszym poziomie pomiedzy katolicyzmem, a
protestantyzmem, a roznica ta jest wlasnie tytulowa kwestia (nie-)wolnosci
woli? Przynajmniej jesli myslimy o protestantyzmie tak, jak widzieli go
reformatorzy.
To wlasnie jest naszym celem. Na koniec chcialbym posluzyc sie obrazem ze
znanego filmu "Conan barbarzynca". Conan uciekajac z niewoli goniony przez
psy, w srodku nocy biegnie przed siebie w kierunku kurhanu? Gdy wreszcie
sie na niego wspina i spada do jego wnetrza, wydarza sie w jego zyciu cos,
co zmienia go z niewolnika w czlowieka wolnego. Tym czyms jest odnalezienie
w grobowcu miecza. Tak, tak, ten starozytny orez znaleziony posrod pylow
przeszlosci czyni go nagle czlowiekiem wolnym. Psy uciekaja z podkulonymi
ogonami a Conan rozpoczyna swoj zwycieski pochod przeciwko wrogom. Prosze
mi wierzyc, przeszlosc zawiera wiele oreza wykutego i sprawdzonego w bojach
przez najlepszych mistrzow; Oreza, ktorego, jakze czesto, brakuje nam tu i
teraz.
Rozmowe przeprowadzil Jacek Slaby.
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
>
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
*****************
SLOWO TYGODNIA - 3 maj 2002
*****************
"Bliski jest Pan tym, ktorych serce
jest zlamane, a wybawia utrapionych
na duchu. Wiele nieszczesc spotyka
sprawiedliwego, ale Pan wyzwala go
ze wszystkich."
Ksiega Psalmow 34:19-20
*****************
"Nie ma nic potezniejszego nad spontaniczna modlitwe wyrywajaca sie z glebi
serca.
Tym samym, nie ma nic gorszego nad na poczekaniu powiedziana, prowizoryczna
modlitwe,
co skacze z przedmiotu na przedmiot, bezladny taniec tlumu pustych slow,
bez pulsu zycia,
bez niemego, obnazajacego tajemnice duszy krzyku, wir pustych, nic, albo
malo znaczacych wyrazen."
J.H.Jovett
"Pochodnia" (Australia)
*****************
"Wyrwani z rak Talibow"
Tlumaczono z nagrania na kasecie
audio
Z niemieckiego tlumaczyl Jozef Kajfosz
pobrano: "Jednosc" - http://www.Jednosc.Jezus.pl
(Misjonarz Georg Taubmann sklada w zborze FCL w Norymberdze w dniu 17. 02.
2002 swiadectwo o losach grupy misyjnej, ktora w sierpniu roku 2001 zostala
uwieziona przez Talibow, a nastepnie w cudowny sposob uwolniona.)
Jestem tutaj pierwszy raz w Waszym pieknym, nowym centrum zborowym. Jest to
naprawde piekne. Ciesze sie, ze moge tutaj byc dzisiejszego poranka, aby po
prostu zdac sprawozdanie z tego, co sie wydarzylo i co Bog uczynil.
Chcialbym tez w ten sposob przekazac dalej pewne doswiadczenia, ktore
poczynilismy w wiezieniu i to, jak poprzez to wszystko przeszlismy. Wielu
bylo zdumionych po naszym wyzwoleniu i pytalo: Jak to jest mozliwe, ze
jestescie tacy normalni? Niedawno byl u mnie dziennikarz, ktory byl bardzo
krytyczny. Robil ze mna wywiad przez cztery godziny. Byl bardzo krytyczny
do moich wypowiedzi o wierze, watpil tez w to, czy nasza organizacja jest
naprawde chrzescijanska. Ciagle na nowo wyrazal zdziwienie, ze po tym
wszystkim, przez co przeszlismy, bylismy wprawdzie zmeczeni, ale przy tym
calkiem normalni. On zapytal: Czy ma to jakis zwiazek z wasza wiara? Byla
to dla mnie dobra okazja, aby mu powiedziec, ze ma to bardzo, bardzo scisly
zwiazek z nasza wiara. Mielismy okazje do skladania wielu swiadectw w
mediach i w telewizji. Szkoda tylko, ze media niemieckie z reguly usuwaja
te fragmenty, w ktorych mowimy o Bogu i o naszej wierze, ale mimo to od
czasu naszego wyjscia na wolnosc mielismy rzeczywiscie wiele okazji do
skladania swiadectwa. I o tym takze chcialbym mowic, jak to sie stalo, ze
wyszlismy z tego bez szwanku.
Chcialbym podziekowac Marcinowi i starszym tego zboru za ich
zainteresowanie nasza praca misyjna. Dziekuje takze bardzo serdecznie, ze
popieracie Rudiego i Dorote. Sa to bardzo wartosciowi ludzie w naszym
zespole, teraz juz jedni z tych, ktorzy sa na misji najdluzej. Wielu nie
wytrzymuje tak dlugo w terenie. Kiedy od czasu do czasu ktos nas odwiedza,
wtedy pyta: A gdzie jest ta siostra czy ten brat, ktory wtedy byl tutaj z
wami? A ich juz nie ma. To dlatego, ze nie jest latwo pracowac przez
dluzszy czas w takich warunkach. Wielu po kilku latach jest juz
wyczerpanych lub zachoruje, albo maja inne przeszkody. Nie jest to
oczywiste, kiedy ktos pracuje juz w takim kraju przez wiele lat. Takze my
mielismy wielkie przeszkody, ataki, takze ze strony rzadu oraz prasy.
Kiedys napisano o nas, ze nawrocilismy sto tysiecy Afganczykow. To
podzialalo jak bomba nie tylko w Pakistanie, ale w calym swiecie islamskim
i przysporzylo nam wiele trudnosci ze strony rzadu. Nie bylo to latwe. Wiem
takze, ze jestescie zborem modlacym sie, ze modlicie sie wiele o Rudiego,
Dorote i o ich dzieci, a to jest naprawde wazne. Jest to bowiem teren,
gdzie praca jest bardzo trudna. George Otis w swojej ksiazce „The Last of
the Giants” („Ostatni z olbrzymow”) okreslil Peszawar za jedno z dziesieciu
najtrudniejszych miast. A my przyznajemy mu racje, poniewaz w tej okolicy
kolo Peszawaru dzialalnosc misyjna przebiega juz ponad sto lat i wielu
misjonarzy zlozylo tam w ofierze swoje zycie. W starej dzielnicy Peszawaru
istnieje pewien stary kosciol, gdzie za oltarzem znajduje sie wiele tablic
pamiatkowych z nazwiskami misjonarzy i ich dzieci, ktorzy tam stracili
zycie, a mimo to jest tam tak malo owocu. Tak wiele ofiar, tak wiele
oddania, tak wiele pracy, a tak malo owocu.
Widzimy jednak, ze Bog mimo wszystko otwiera drzwi. My pracujemy tam juz
przez wiele lat i modlimy sie o te ziemie. Jest to bardzo wazne, abyscie
takze i wy modlili sie dalej o Rudiego, Dorote i ich dzieci. Dziekujemy
takze bardzo za wsparcie rodziny Szebestow. Bardzo to sobie cenimy. Sa to
niezmiernie cenni pracownicy dla naszej pracy w tamtym terenie. Tamtejszy
zespol oczekuje juz na ich szybki powrot i modlimy sie o wizy dla nich, aby
otrzymali je juz wkrotce. Dziekuje tez za wasza ofiare dzisiejszego
poranka. Utracilismy prawie wszystko, co mielismy w ciagu tych 18 lat. Po
uwiezieniu nas zostaly takze spladrowane nasze domy. W wielu domach
mieszkaja teraz zolnierze Sojuszu Polnocnego i czego nie zrabowali
Talibowie, zrabowali teraz oni. Musimy tez na nowo myslec o urzadzeniu
naszych biur. Niektore rzeczy udalo sie uchronic, ale przewazajaca
[JK1]czesc majatku naszego projektu zostala rozkradziona.
Chcialbym tez powiedziec troche o Afganistanie. Teraz wiele mowi sie o nim
w mediach, ale dawniej tak nie bylo. Jak juz powiedzialem, byl to kraj
bardzo zamkniety. Czesto jest tak, ze chetnie udajemy sie tam, gdzie szybko
mozemy widziec owoce, gdzie ludzie przychodza do Jezusa, gdzie powstaja
zbory. Jest wiele takich krajow. Ja takze w takich krajach pracowalem
wczesniej. Ale od 18 lat pracujemy w Pakistanie i Afganistanie. Wczesniej
bylismy w Indiach i Sri Lance i musze powiedziec, ze tam bylo o wiele
latwiej. Przezywalismy tam duchowa otwartosc i w krotkim czasie wiele sie
tam dzialo. Kiedy natomiast przybylismy do Pakistanu i tam pracowali posrod
Afganczykow, bylo to bardzo wyczerpujace i czesto bylismy atakowani.
Niewielu misjonarzy udaje sie do takich krajow, gdzie trzeba przezywac tyle
sprzeciwow. A w samym Afganistanie jest jeszcze trudniej. Wyobrazcie sobie,
jak okropne prawa wprowadzili Talibowie przeciwko takim organizacjom
chrzescijanskim jak nasza. Mysle jednak, ze jest to przywilejem isc, gdzie
ewangelia nie byla jeszcze gloszona. Pawel uwazal to za przywilej isc,
gdzie ewangelia nie byla jeszcze znana i gdzie napotykano na wiele
przeszkod. Przed laty czytalem statystyke, nie wiem, czy teraz ona jeszcze
jest aktualna, wedlug ktorej tylko jeden procent misjonarzy udaje sie do
krajow islamskich. Byc moze teraz sa to juz dwa lub trzy procenty, nie
wiem. Ale dlaczego tak niewielu tam idzie? Glownie, poniewaz jest tam tak
bardzo ciezko i poniewaz napotyka sie tam na tyle przeciwnosci. Chetniej
ida tam, gdzie jest latwiej, gdzie szybciej mozna widziec rezultaty. Mysle
jednak, ze Boze serce bije przede wszystkim dla takich wlasnie krajow jak
Afganistan, gdzie dotychczas tak malo sie wydarzylo.
Modlcie sie dalej o Afganistan. Teraz wydarzyly sie tam nowe rzeczy,
slyszymy o tym kraju wiele w mediach. Modlcie sie za nami. Afganistan
potrzebuje wielu modlitw. Wlasnie w obecnym czasie. W ostatnich miesiacach
zaszly ogromne zmiany. Powiem o tym jeszcze troche wiecej. Nie bylibysmy w
stanie sobie nigdy wyobrazic, ze ta wladza Talibow tak szybko sie
rozpadnie, ze stanie sie to w tak krotkim czasie. Teraz mamy nowe wladze,
ale ten kraj potrzebuje nadal wiele modlitw. Afganistan stoi w tej chwili
przed bardzo waznymi decyzjami. Musi zostac opracowana nowa konstytucja,
musza zostac przyjete nowe zasady ustrojowe. Nawet w nowym rzadzie sa
osoby, ktore ponownie domagaja sie wprowadzenia kary smierci dla ludzi,
ktorzy sie nawracaja lub ktorzy odwodza innych od ich wiary. Byla o tym
ostatnio mowa w wiadomosciach. Donosila agencja Reutera, ze kiedy do
Niemiec przyjedzie Karzaj, premier Afganistanu, to w rozmowie z prezydentem
Niemiec takze ta sprawa zostanie poruszona. Ostatnio pojawila sie nawet
wiadomosc, ze nowy prezes Sadu Najwyzszego zamierza wznowic proces
przeciwko naszej grupie, ktora chciano zasadzic na smierc. Zostalismy o
tym powiadomieni przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Dlatego musimy
usilnie modlic sie o ten kraj, w ktorym zapadaja teraz tak wazne decyzje. W
nowych wladzach jest tez wiele otwartych, dobrych ludzi, lacznie z
premierem. Sa oni otwarci wzgledem nas, chrzescijan. Wiem o jednym z
ministrow, majacym teraz wielki wplyw, ktory zostal nawet wyksztalcony
przez chrzescijan. Modlmy sie o ten kraj wlasnie teraz, w tym czasie.
Jak juz wspominalem, pracowalismy tam przez 18 lat i bardzo wiele tych
cierpien i trudow przezylismy razem z nimi. Teraz widzimy wiele zdjec, jak
te miasta sa zniszczone, jak zdewastowany jest ten kraj. Mam nadzieje, ze
poruszy to sercami wielu ludzi, kiedy to widza. Jest to kraj, ktory
cierpial tak wiele, jak prawdopodobnie zaden inny kraj. Co trzeci
Afganczyk stal sie uchodzca. Kiedy do Afganistanu wkroczyli Rosjanie, do
Pakistanu ucieklo 3,5 miliona osob, a do Iranu 1,5 miliona. Razem jest to 5
milionow z 15 milionow ludnosci. Szacuje sie, ze zginelo 1,5 miliona ludzi.
Dziesiatki tysiecy ludzi zostalo zgladzonych. W tych dniach slyszalem, ze
aktualnie codziennie okolo 10 ludzi ginie od wybuchow min. Wlasnie dzisiaj
podawali, ze zginal zolnierz australijski, kiedy ich pojazd najechal na
mine. To dzieje sie codziennie. Sredni czas zycia w Afganistanie wynosi
mniej niz 45 lat. Caly kraj jest zniszczony i przezyl tak wiele okropnosci.
Teraz, kiedy znalazlem sie w wiezieniu, zapoznalem sie z jeszcze jedna
dziedzina zycia. Wydawalo mi sie, ze znam juz tutejsze zycie. Czesto
odwiedzalem obozy uchodzcow, bywalismy tez u bogatych Afganczykow,
uczestniczylismy w ich uroczystosciach weselnych. Bywalismy w ich miastach
i wioskach. Naprawde poznalismy tych ludzi w Afganistanie. Ale to, co teraz
poznalem w tych wiezieniach, kiedy widzialem, jak ci ludzie sa torturowani,
jak tam gina, jak ich najblizsi musza czesto sprzedawac swoje domy, aby
podplacic wladze, by ich bliscy mogli zostac zwolnieni, jaka nedze i udreke
przezywaja — to jest ogromna dziedzina ich zycia, ktora dotyka prawie
kazdej rodziny w Afganistanie. Nie spotkalem w Afganistanie prawie nikogo,
ktory nie mialby kogos z rodziny w wiezieniu, lub komu ktos bliski by nie
zginal. W ciagu ostatnich 22 - 23 lat Afganistan mial same takie rezimy,
ktore wtracaly setki tysiecy ludzi do wiezien, a wielu z nich nigdy stamtad
juz nie wyszlo. I te dziedzine ich zycia moglem teraz poznac, kiedy sam
znalazlem sie w wiezieniu. To sprawilo, ze moje brzemie dla tego ludu stalo
sie jeszcze wieksze. Modlcie sie za ten narod.
Jak wiecie, zostalismy aresztowani nagle w dniu 5 sierpnia 2001. Najpierw
3 sierpnia zatrzymano nasze dwie kobiety, dwie amerykanskie
wspolpracownice, ktore pewnej rodzinie afganskiej wyswietlily czesc filmu
„Jezus” i daly im Nowy Testament. Zawsze dziwilo mnie, dlaczego ma to byc
takie wielkie przestepstwo. Film „Jezus” jest bardzo lubiany przez
Afganczykow. Rudi i Dorota moga to potwierdzic, ze kiedy w Peszawarze
wyswietlalismy ten film, przychodzily setki Afganczykow. Jezus Chrystus
jest takze wsrod muzulmanow bardzo cenionym prorokiem. Oni czcza Jezusa, a
takze Nowy Testament nalezy do czterech ksiag, uznawanych przez muzulmanow
za swiete. Oprocz Koranu nalezy do nich takze Nowy Testament, zwany In
Dzil. Kiedy w moim domu w Pakistanie mialem Afganczykow, a oni zobaczyli,
ze mam In Dzil i chcieli go takze miec, zauwazylem, ze odnosza sie do niego
z wielkim szacunkiem. Calowali te ksiazke i przyciskali sobie do serca, a
kiedy potem wstawiali ja na polke, musiala stac calkiem na samej gorze.
Otaczali ja wielkim szacunkiem. Oczywiscie wielu mowilo mi potem w
wiezieniu, ze ta ksiega jest sfalszowana, ale nikt nie umial powiedziec, co
jest sfalszowane. Kiedy Talibowie robili nam zarzuty, mowilem im: Co
wlasciwie chcecie? Przeciez to jest jedna z waszych swietych ksiag. A takze
film „Jezus” — naturalnie filmy wideo byly w Afganistanie zakazane — ale
czy za to trzeba bylo znalezc sie w wiezieniu i byc zagrozony wyrokiem kary
smierci?
Wlasciwie jednak bylo nam od poczatku jasne, ze chodzi o cos zupelnie
innego. Jak tylko nas zatrzymali, natychmiast chcieli wiedziec, gdzie sa
nasi amerykanscy wspolpracownicy. Szczegolnie poszukiwali Amerykanow, aby
ich aresztowac, a takze materialy dowodowe, jakie nam potem pokazywali,
dotyczyly glownie Amerykanow. Pokazali nam stol, a na nim angielska
literature, angielska Biblie, chyba jakis krzyz tam takze stal. Musieli
zniesc rzeczy ze wszystkich tych domow, aby w ogole miec cos na tym stole.
Naturalnie byl tam takze ten Nowy Testament i kopia filmu „Jezus”, ktorej
uzywalismy. Bylo tego naprawde bardzo niewiele, a przy tym mowili o tym,
ze mielismy setki, a nawet tysiace kaset i biblii, nie mogli tego jednak
pokazac, poniewaz tego nie znalezli. Usilowali wszystko to przesadzic i
rozdmuchac, ale byla to tylko propaganda. Nie mogli przeciez skazac nikogo
na smierc tylko za Biblie i film o Jezusie, ewentualnie kilka jakichs
traktatow. Bylo nam jasne, ze ich zamiary sa inne, a ja przypuszczam, ze
oni juz wiedzieli, co nastapi 11 wrzesnia. Pojawilo sie takze zarzadzenie
mully Omara, ze jesli ktos zostanie przylapany przy pracy misyjnej, ma
zostac aresztowany na czas do 10 dni, a potem wydalony z kraju. Nasz
adwokat pokazywal to zarzadzenie w sadzie, a takze powolywali sie na to
nasi dyplomaci, ale to ich wcale nie interesowalo. Takze pozniej, kiedy
przebiegal juz proces sadowy i obronca przedstawil na pismie obrone, wcale
ich to nie interesowalo. Potem nie dopuscili juz tego adwokata na
rozprawe, a takze nas nie smial juz odwiedzac. Stalo sie wtedy jasne, ze
nie chodzi o zaden proces, ale ze chodzi im o to, aby nas zatrzymac i miec
jako zakladnikow. Kiedy Amerykanie grozili potem, ze rozpoczna dzialania
wojenne, wladze powiedzialy im: Zwolnimy te grupe, jesli nas nie
zaatakujecie. Prezydent Bush powiedzial jednak, ze to wcale nie wchodzi pod
uwage i odrzucil to.
Chce wyraznie powiedziec, ze w tym wszystkim Bog przez caly czas trzymal
swoja reke na tym, co sie dzialo. Caly czas sprawowal kontrole nad cala
sytuacja. Przejawilo sie to takze w tym, kto znalazl sie w tej zatrzymanej
grupie. Wladze usilowaly zaaresztowac takze innych czlonkow naszego
zespolu. Przychodzili do domow pewnych malzenstw i ich rodzicow, aby ich
zaaresztowac, ale oni krotko przedtem wyszli gdzies z domu. Kiedy wrocili i
dowiedzieli sie, ze byli u nich Talibowie, spakowali swoje rzeczy i udali
sie na inne miejsce. Kiedy tylko odeszli, Talibowie pojawili sie znowu, ale
zawsze wtedy, gdy nie bylo ich w domu. Tak bylo takze z naszym przelozonym
Lenem, ktory pracuje w Hieracie. Bylo bardzo wazne, ze on zostal na
wolnosci. Talibowie chcieli go koniecznie zaaresztowac, poniewaz jest
Amerykaninem. Len jednak odczul, ze ma opuscic dom, wiec spakowal sie i
odszedl, a zaraz potem przyszli Talibowie, aby go zaaresztowac. Ja potem
zostalem zaaresztowany przed jego domem. Przypuszczam, ze ja musialem byc z
cala ta grupa, ktora znalazla sie w wiezieniu. Mysle, ze byly pewne osoby,
ktore same nie poradzilyby sobie. Byloby dla nich zbyt duzo juz to, ze sa w
areszcie i te wszystkie przezycia. Bog mial nad tym swoja reke i dokladnie
wiedzial, kogo moze na to wystawic, kto powinien tam isc i dlaczego. Mialem
tez tam brata Piotra z Australii, a on byl dla mnie wielkim
blogoslawienstwem. Jest to bardzo spokojny czlowiek, ktory nie robil
niczego pochopnie. Ja bylem ciagle bardzo aktywny i bez przerwy bylem
zajety modlitwa, robieniem czegos, organizowaniem, opracowalem tez kilka
planow ucieczki, przemycalem tez z wiezienia listy do naczelnikow
miejscowych szczepow z prosbami o pomoc, aby przyszli nas wyzwolic i tak
dalej. Piotr natomiast byl dokladnie wlasciwa osoba, aby byc ze mna. Takze
osoby w grupie kobiet byly starannie dobrane. Zostaly zatrzymane w biurze,
a Sylwia, nasza nauczycielka zostala zatrzymana w swoim domu, mimo ze byla
chora i lezala w lozku.
W tym wszystkim doswiadczalismy, jak Bog we wszystkim jest z
nami. Przypuszczam, ze gdyby zlapali Marianne z dziecmi, zaaresztowaliby
ich takze, poniewaz w wiezieniu widzielismy, ze sa tam kobiety z dziecmi, a
takze pewien mezczyzna, ktory byl w celi z calkiem malym
dzieckiem. Widzielismy tez, jak bija kobiety na oczach ich dzieci. To ich
wcale nie obchodzilo. Wszyscy z naszego zespolu, ktorzy nie zostali
aresztowani, wyruszyli nastepnego dnia w droge do Peszawaru. To jest dluga,
osmiogodzinna podroz z wielu posterunkami na drogach, gdzie samochody sa
zatrzymywane. Ale naszego zespolu jakos nie wykryli, tak ze zawsze
przejechali. Rowniez przez granice przedostali sie bez przeszkod, mimo ze
wladze usilowaly zaaresztowac jeszcze wiecej osob z naszego zespolu.
W wiezieniu widzielismy rozne okropne rzeczy. Kiedy przywozono tam
zaaresztowanych, nalezalo do rutyny, ze byli oni bici. Slyszelismy ich
krzyki, kiedy ich dreczono i widzielismy, jak wygladaja po przejsciu przez
to bicie. Niektorzy byli bici linami stalowymi tak grubymi jak moj palec, a
takze palkami z twardej gumy. Bito takze kobiety. Wiezniowie nie
otrzymywali wiele jedzenia. Czesto byli jeszcze zwiazywani lancuchami i
biegali w lancuchach. W jednym z wiezien, w ktorych bylismy, bylo jeszcze
wiezienie dla mlodziezy i dla dzieci. To bylo okropne widziec dzieci w
wiezieniu. Zatrzymano je razem z rodzicami, ktorzy nie byli dobrymi
muzulmanami, a niektore znalazly sie tam, poniewaz ich rodzice doniesli, ze
nie chca chodzic do szkoly koranicznej. Mialy tam byc wychowywane, przy
czym byly takze bite. Byla tam religijna szkola islamska, w ktorej bylo
1500 dzieci, ktorym wpajano zasady islamu. Bylo okropne przezywac to
wszystko i obserwowac, co w tych wiezieniach sie dzieje.
Potem przyszedl dzien 11 wrzesnia i dla mnie stalo sie natychmiast jasne, o
co tutaj chodzi. Okolo trzy lata wczesniej ci sami ludzie zbombardowali
dwie ambasady w Afryce — w Kenii i Tanzanii i dlatego podejrzenie padlo na
Osame Bin Ladena, ktory byl w Afganistanie. Jednak mulla Omar nie chcial
go wydac i dlatego Amerykanie zaatakowali Afganistan rakietami. Ja
wiedzialem o wszystkim, co sie dzieje. Zbudowalem sobie dobre stosunki z
wartownikami wieziennymi, oni mnie zapraszali na herbate, a ja otaczalem
ich takze opieka medyczna. Dzieki temu moglismy przemycac listy, a w koncu
dostarczali nam wszystko, czego potrzebowalismy. Kiedy ktos z nich
chorowal, troszczylem sie o nich. To byli wszystko Pasztunowie, a ja mowie
po pasztunsku. Mielismy z nimi naprawde dobre stosunki i oni zaopatrywali
mnie takze w najnowsze wiadomosci, a w koncu przemycili mi nawet do
wiezienia odbiornik radiowy i kamere, wiedzielismy wiec, co sie dzieje. Od
razu bylo nam jasne, ze bedzie wojna, poniewaz Osama Bin Laden byl tym,
ktory to zrobil, a mulla Omar nie chcial go wydac. Musialo wiec dojsc do
wojny. Wszyscy cudzoziemcy opuszcza Afganistan, a my bedziemy jedynymi,
ktorzy tu pozostana i beda w tym wszystkim. I rzeczywiscie tak sie potem
stalo. Dyplomaci wkrotce potem wyjechali, dwa razy tylko moglismy sie z
nimi zobaczyc. Przedtem calymi tygodniami bylismy odizolowani, nie wolno
nam bylo z nikim sie widziec. Nikt nie mogl nas odwiedzac, nie wiedzielismy
takze, jak powodzi sie naszym zonom. Nie wolno nam bylo opuszczac celi, a
te cele wygladaly bardzo zle. Ja nie bylem nigdy w niemieckim wiezieniu,
ale chyba jest tu inaczej. Musielismy czesto spac na podlodze, a w celach
byly wszy, pchly, robaki. Noca biegaly po celach myszy, ktore czasami
ugryzly kogos, to w noge, to w reke. Trudno sobie wyobrazic afganskie
wiezienie. Nie bylo to latwe.
Bylismy razem w pieciu roznych wiezieniach. Kiedy stalo sie jasne, ze
Ameryka zaatakuje Afganistan, natychmiast nas przeniesli. Umiescili nas w
wiezieniu, ktore bylo w srodmiesciu, w poblizu centrali tajnej policji. W
poblizy bylo tez Ministerstwo Obrony i kilka innych ministerstw — Spraw
Zagranicznych itd. Tam bylismy juz wlasciwie wykorzystywani jako zywe
tarcze. Wiedzieli, ze Amerykanie nie beda atakowac miejsca, gdzie sie
znajdujemy, i rzeczywiscie tak potem bylo. Amerykanie wiedzieli, gdzie
jestesmy. Zaraz potem zaczelo sie bombardowanie i wszystkie te
bombardowania Kabulu przezylismy w tym miescie. Noc po nocy nadlatywaly
samoloty i bombardowaly miasto. Amerykanie wiedzieli, ze jestesmy w tym
wiezieniu i bardzo uwazali, aby nie atakowac zbyt blisko. Budynek drzal i
chwial sie, totez bylo to nowym dowodem Bozej opieki, gdyz latwo moglo sie
stac, ze jakas bomba spadlaby zbyt blisko i spowodowala zawalenie sie tego
budynku, ktory byl slaby, lekko zbudowany, stary. Znajdowalismy sie na
pierwszym pietrze w celi 2 x 3 metry. Wartownicy zamykali stalowe drzwi, a
sami schodzili do podziemnego schronu. Gdyby bomby spadly za blisko,
budynek zawalilby sie i nie wyszlibysmy stamtad.
Potem bylo coraz trudniej, poniewaz Talibowie wiedzieli, ze Amerykanie sa
bardzo rozgniewani i ze chca zniszczyc ich ustroj. Kiedy potem zaczeli
odnosic porazki, stali sie bardzo agresywni. Byli coraz bardziej gniewni i
bylo coraz trudniej miec z nimi kontakt. Kiedy bylismy na wewnetrznym
podworzu wieziennym, a samoloty nadlatywaly, mowili nam: Znowu leca wasze
samoloty. Mnie nazywali Georgem Bushem. W Pakistanie przewaznie nazywano
mnie Georgem. Oczywiscie nie bylo to w tych okolicznosciach zadnym
zaszczytem, ze tak mnie nazywano. Pozniej takze niemiecki rzad
zadeklarowal, ze wysle zolnierzy, a takze rzad australijski zadeklarowal
wyslanie zolnierzy, a wiec byli to Amerykanie, Niemcy i Australijczycy,
przy czym nasza grupa w wiezieniu skladala sie wlasnie z Amerykanow,
Niemcow i Australijczykow. Odczuwalismy coraz wieksza nienawisc do nas,
zwlaszcza po tym, jak miasto Mesar-i-Szarif na polnocy wpadlo w rece
opozycji. Wtedy stali sie wzgledem nas bardzo agresywni, co moglismy
wyraznie odczuwac. Mysle, ze zastanawiali sie nad tym, czy maja sie na nas
zemscic, czy tez dalej trzymac nas jako zakladnikow.
Potem doszlo do tego uprowadzenia nas na poludnie. Mysmy wiedzieli o tym,
ze cala polnoc szybko znalazla sie w rekach opozycji i ze wojsko posuwa sie
w nasza strone i nie jest juz daleko od Kabulu, zaledwie okolo 30 km. W tym
czasie bylismy juz w czwartym wiezieniu, ktore zostalo zbudowane przez
Niemiecka Republike Demokratyczna. Bylo ono tuz obok ambasady NRD, zaraz za
murem byla ambasada. I ludzie nam o tym mowili. To jest znowu cos z naszej
niechlubnej przeszlosci. Wielu owczesnych komunistycznych pracownikow
tajnych sluzb Afganistanu zostalo wyszkolonych przez tajna sluzbe NRD.
Zwlaszcza wprowadzili tu swoje metody torturowania. Ostatnio bylem w pewnej
afganskiej restauracji i rozmawialem z wlascicielem. Kiedy wspomnialem o
tym, w jakich wiezieniach bylem, od razu wiedzial, ze bylo to jedno z
najgorszych wiezien, w ktorym stosowane byly metody niemieckich sluzb
specjalnych. Rzeczywiscie bylo to jedno z najgorszych wiezien. Znajdowalo
sie pod powierzchnia terenu. Sufit naszego pomieszczenia byl okolo 1 metra
ponad powierzchnia terenu. Bylo tam niewiele swiatla, zas w Kabulu czesto
wylaczali prad, wiec czesto siedzialo sie tam w ciemnosci. Ludzie, ktorzy
byli tam dwa czy trzy miesiace, byli juz jakby oblakani — mozna to bylo
zaobserwowac, jak biegaja, wielu z nich w lancuchach, byli tez okrutnie bici.
Zamykano nas tam na noc, poniewaz obawiano sie, ze Amerykanie moga
nadjechac i podjac probe uwolnienia nas. Tam bylo okropnie. Wiedzialem, ze
jesli nie wydostaniemy sie stamtad i bedziemy tam przez kilka tygodni, to
bedziemy wygladac tak samo, jak ci ludzie, ktorych widzielismy. Przykre to,
ze to wiezienie znowu ma zwiazek z nami Niemcami. W tamtym czasie
potrzebowalismy od Pana bardzo wiele laski i sily, bylismy bowiem bliscy
zwatpienia. Czesto przezywalismy Boza obecnosc, powiem o tym jeszcze
pozniej, ale byly tez chwile, kiedy bylismy calkowicie zalamani, kiedy tez
zupelnie nie rozumielismy:
Panie, dlaczego pozwalasz na to? Szczegolnie, kiedy stawalo sie coraz
gorzej. Najpierw w jednym wiezieniu, potem w tym wiezieniu tajnej policji,
potem nagle znikneli wszyscy cudzoziemcy, potem nie mogl nas juz nikt
odwiedzac, potem juz nawet nasz adwokat nie mogl do nas przychodzic, potem
zaczely sie bombardowania, Talibowie stawali sie coraz bardziej agresywni,
potem zostalismy przeniesieni do tego okropnego wiezienia.
A wreszcie krotko przed zajeciem miasta Kabul, zaledwie godzine przed
wkroczeniem wojska Sojuszu Polnocnego na teren tego wiezienia, zostalismy
stamtad wywiezieni przez ludzi z tajnej policji. To zdumiewajace, ze nie
wzieli z soba nikogo, jak tylko nas, cudzoziemcow. Weszli do srodka bardzo
zdenerwowani, kazali natychmiast wychodzic i wsiadac i rozpoczal sie
transport w kierunku Kandaharu. Bylismy tym wstrzasnieci, poniewaz
wiedzielismy, jaka jest sytuacja, ze wojsko dociera juz do Kabulu. Byli
zaledwie 10 km od miasta i myslelismy, ze potrwa to juz bardzo krotko i
zostaniemy uwolnieni. Marzylismy juz o tym, ze drzwi sie otworza, ze
wyjdziemy i bedziemy swietowac wyzwolenie razem z ludnoscia Kabulu, a wtedy
przyszli po nas ci ludzie, wyprowadzili nas i wywiezli. Od razu wiedzialem,
ze droga prowadzi w kierunku Kandaharu. Kiedy ktoras z kobiet zapytala
mnie, czy jedziemy w strone Pakistanu, powiedzialem: Nie, jedziemy w
kierunku Watah. Nie chcialem nawet wypowiedziec slowa Kandahar, poniewaz
dla nas oznaczalo to koniec. Wiedzialem, ze jesli tam sie dostaniemy, gdzie
jest glowna kwatera mully Omara i gdzie sa ludzie Al Quaidy, nie
wydostaniemy sie juz stamtad. Jedno mnie bardzo zachecalo, zwlaszcza od
naszych kobiet. Kiedy bylismy juz zamknieci w tym samochodzie i w nocy
rozpoczela sie jazda do Kandaharu, to pierwsze, co zrobila najmlodsza
siostra z naszej grupy — ona miala mala biblie —otworzyla ja i przy latarce
kieszonkowej zaczela czytac coraz to nowe obietnice. Ja bylem przygnebiony,
nie rozumialem, dlaczego Bog do tego dopuszcza wlasnie teraz, krotko przed
wyzwoleniem. A wtedy Slowo Boze zaczelo do mnie przemawiac. Zaczelo mnie
budowac i wlewac do mnie nowa sile. A potem zaczely Boga znowu uwielbiac i
wyslawiac. Potem zaczely spiewac piesni. Bylo wspaniale widziec, jak Boza
obecnosc wypelnia ten pojazd. Bylismy zamknieci w kontenerze w srodku nocy.
Bylo bardzo zimno, okolo minus 5 stopni. Przewozil nas osobiscie zastepca
naczelnika sluzby bezpieczenstwa. Bylo to dla niego tak wazne, ze sam nas
przewozil. To byl stalowy kontener, bardzo zimny, przez noc zmarzlismy tam
porzadnie. Nie troszczyli sie tez juz wcale o to, aby oddzielic od siebie
mezczyzn i kobiety. Poprzednio ludzi aresztowali, pewna organizacja wloska
w Kabulu zostala zamknieta, poniewaz mezczyzni i kobiety spozywali razem
posilek w jednym pomieszczeniu. Pewne kobiety aresztowano, poniewaz
jechaly taksowka razem z mezczyzna, ktory nie byl z nimi spokrewniony. A
teraz nagle wepchnieto nas razem do jednego kontenera, nie mialo juz to dla
nich zadnego znaczenia. Po prostu nalezalo dowiezc ten towar do Kandaharu —
o to tylko chodzilo.
Nastepnego poranka nie otrzymalismy zadnej wody, co bylo bardzo niezwykle,
poniewaz u Afganczykow otrzymuje sie zawsze przynajmniej herbate lub wode,
a potem jechalismy dalej do Ghasni. Z powrotem do samochodu i jazda dalej.
Wtedy obchodzili sie z nami bardzo brutalnie. Kiedy tam przyjechalismy,
znowu do wiezienia. To bylo piate wiezienie. Okropne. Nie bylo tam
ubikacji. Pytalismy o wode, ale chyba nie bylo tam ani wody. Prosilismy,
zeby kupili nam wody. Potem przyszla jakas delegacja Talibow, oni nas
ogladali i ja probowalem z nimi rozmawiac. Osiemnascie lat pracowalismy w
waszym kraju. Tyle wam pomagalismy. Jestesmy przeciez u was goscmi. Jak
to, ze w ten sposob obchodzicie sie z nami? Oni odpowiadali: Jestescie
kryminalistami. Jestescie okropnymi ludzmi. Potem obrocili sie i wyszli.
Wtedy najpierw pomodlilismy sie. Na kazdym nowym miejscu najpierw
modlilismy sie razem i uwielbialismy Boga. Wewnatrz w wiezieniu
uwielbialismy i wyslawialismy Boga, a zawsze, kiedy to robilismy, to
ciezkie brzemie spadalo z nas. Mowilismy wzajemnie do siebie cytaty z
Biblii i w ten sposob zachecalismy sie.
I wlasnie kiedy uwielbialismy Boga, zaczely sie nagle te walki. Nie
wiedzielismy wcale, co sie dzieje. To nie moglo byc od wojska Sojuszu
Polnocnego, poniewaz ci pozostali daleko na polnocy. Ale rozgorzala walka,
bylo slychac strzaly i tak dalej. Widzielismy, jak ludzie biegaja, po czym
znowu sie uspokoilo. Mysmy wtedy dalej sie modlili, a nagle, okolo godziny
pozniej, do naszego wiezienia zblizyl sie tlum jakichs podnieconych ludzi.
Wtedy pomyslelismy: Teraz ci ludzie przychodza, aby nas zlynczowac i
pozabijac. Bylismy wstrzasnieci. Niektore kobiety patrzyly w dol i
widzialy, ze czesc ludzi jest uzbrojona. Wygladali dziko. Nie wiedzielismy,
po co przychodza, i przypuszczalismy, ze dowiedzieli sie, ze sa tam
cudzoziemcy, wiec przyszli ich zabic. Bylismy w wielkim napieciu i
modlilismy sie, podczas gdy oni wylamywali kolejno drzwi, dostajac sie do
srodka. W koncu wylamali drzwi do nas i to byl dla nas moment najwiekszego
napiecia, ze teraz rzuci sie na nas ten tlum rozwscieczonych Talibow i
rozprawia sie z nami. Kiedy weszli do naszego pomieszczenia, patrzyli na
nas z ogromnym zdumieniem. Wcale nie wiedzieli, ze bylismy w tym wiezieniu.
I wreszcie powiedzieli: Jestescie wolni!
To bylo cos nieprawdopodobnego. Nie moge tego opisac slowami. To napiecie,
ze teraz nas zabija, i zaraz potem odkrycie, ze sa to nasi wyzwoliciele.
Oni zupelnie nie wiedzieli, ze jestesmy w tym wiezieniu, poniewaz dopiero
przed chwila zostalismy tam umieszczeni przez Talibow. Co sie wlasciwie
stalo? Podczas kiedy uwielbialismy Boga, doszlo nagle do powstania w tym
miescie. Powiedziano nam potem, ze nawet niektorzy Talibowie powstali i
zaczeli walczyc z innymi Talibami. Powstalo zamieszanie, ktore wykorzystaly
inne uzbrojone grupy, chcace wygonic z miasta Talibow. Zrobili to tak
szybko, ze tamci nie mogli juz nic z nami zrobic. W tym miescie byly
jeszcze inne grupy etniczne, wiele Hasarow i Tadzykow, zaatakowali takze
Pasztuni, wywiazaly sie walki i wiele domow zostalo spladrowanych. Mysmy
dzieki temu zostali uwolnieni, ale znajdowalismy sie w calym tym
zamieszaniu. Takze publiczna centrala telefoniczna zostala spladrowana i
nie mielismy mozliwosci zadzwonic nigdzie. Tak sie jednak skladalo, ze trzy
lata wczesniej jechalismy z Kabulu do Kandaharu ta trasa i po drodze
spoznilismy sie, poniewaz zaproszono nas gdzies na herbate, ale nie
skonczylo sie na herbacie, zrobiono jeszcze posilek i zrobilo sie pozno.
Dotarlismy wiec tylko do Ghasni i tam musielismy przenocowac. Nie
wiedzielismy, gdzie mozna znalezc nocleg, ale dowiedzielismy sie, ze jest
tam placowka Czerwonego Krzyza. Tam moglismy przenocowac, byli tam takze
jacys Niemcy — jednego z nich doprowadzilismy do Chrystusa, skladajac mu
swiadectwo. Wiedzialem wiec, ze jest tam to biuro Czerwonego Krzyza i ze
oni maja nadajnik radiowy. To takze bylo Bozym prowadzeniem, poniewaz nie
bylo zadnego innego srodka porozumiewania sie, a ja znalem nawet jeszcze
tamtych ludzi.
Aby skrocic te dluga historie: to byl zawsze boj. Odczuwalem to przez caly
czas. Tuz przed naszym uwolnieniem w Kabulu zostalismy stamtad zabrani. A
tutaj znowu. Dopiero co zostalismy uwolnieni, a nagle znowu wybuchaja walki
i nie mozemy nigdzie zadzwonic. Potem nawiazalismy kontakt z tym biurem
Czerwonego Krzyza i porozumielismy sie z Amerykanami. Zostalo wszystko
omowione, dokad oni przybeda, na jakie miejsce, z ktorego nas zabiora, a
wtedy przychodzi nastepne uderzenie. Pojawil sie jakis komendant, jeden z
tych nowych ludzi, ktorzy doszli do wladzy. On domagal sie pieniedzy za to,
ze nas wypusci i znowu nas zatrzymal. Poczatkowo tego nie rozumialem, ale
on mial ciagle wymowki, dlaczego Amerykanie nie moga przybyc, ze tak nie
mozna, ze to jest bardzo niebezpieczne itd. Godzinami z nim rozmawialem,
ale on ciagle sie nie zgadzal: Nie, to tak sie nie da. Dopiero pozniej
zrozumialem, ze chodzilo mu o okup i marzyly mu sie pieniadze w kwocie
milionow za nasze zwolnienie. I drzwi znowu sie zamknely. Wszystko juz bylo
gotowe, ze noca zostaniemy zabrani i odlecimy. Bylem zupelnie zalamany. W
miedzyczasie przeniesiono nas do innego domu, przy czym nie wiedzialem,
gdzie to jest. Ale potem przemycono nam z zewnatrz telefon satelitarny.
Zawsze w ostatnim momencie Bog pospieszyl nam z pomoca. Przez ten telefon
moglem potem nawiazac kontakt z Amerykanami. Powiedzialem, ze nie wiem,
gdzie jestesmy. Ze nie mozemy przybyc na to miejsce, ktore
uzgodnilismy. Jest noc, my jestesmy zamknieci. Ludziom, ktorzy tutaj sa,
nie wolno nas wypuscic. Wtedy dali mi instrukcje, ze mam na tym telefonie
wywolac menu, a potem wybrac funkcje CDS, to jest ustalenie pozycji
przestrzennej, a wtedy ustalimy dokladnie, gdzie jestes i jesli chcesz,
mozemy cie wydostac z tego domu. Nie wierzylem w to, ale rzeczywiscie to
zrobilem i po chwili oni namierzyli mnie dokladnie. Powiedzieli: Jestes 50
metrow w prawo i 200 metrow w lewo od tego umowionego miejsca. Tam jest
otwarta przestrzen i tam przyleci nasz helikopter.
Pozniej rzeczywiscie okazalo sie, ze dokladnie tak bylo. To niewiarygodne.
Oni byli tysiace kilometrow ode mnie, przed soba mieli mape i wiedzieli
dokladnie, gdzie ja jestem. Umozliwil to jedynie telefon, ktory otrzymalem,
inaczej nie mogliby nas znalezc w tym duzym miescie. Potem zaczely sie
rokowania z ludzmi, ktorzy nas pilnowali i nie chcieli pozwolic nam odejsc.
Wtedy powiedzialem tym ludziom:
Zobaczcie, mam ten przyrzad i przy jego pomocy powiedzialem Amerykanom,
gdzie jestesmy. Z tego zrobili sie bardzo niezadowoleni. Odebrali mi ten
telefon. Aby te historie skrocic, bylo jasne, ze z tej duzej odleglosci
musi przyleciec samolot bojowy, a potem wysla helikopter. Ludzie z tego
domu stali sie nerwowi, bo sie bali, ze Amerykanie przyjda po nas do tego
domu i ze dojdzie do strzelaniny. Byli nerwowi i roztrzesieni, a w
ostatnim momencie pojawil sie ten komendant, bez ktorego nic nie moglo sie
stac. On uslyszal o tym, ze samoloty sa juz w drodze i bardzo byl
przestraszony, ze przyjda do tego domu. Powiedziano mu, ze Georg powiadomil
Amerykanow tym przyrzadem, gdzie sie znajdujemy i ze niebawem tutaj
przyjda. Wtedy chcieli w ostatnim momencie nas uprowadzic. On powiedzial,
ze musimy natychmiast isc z nimi, poniewaz pewni ludzie chca nas zabic. W
tym ostatnim momencie znowu chcieli nas uprowadzic. Bylismy tak
zrozpaczeni. Powiedzialem do kobiet, ze jesli tego nie wymodla, nie
wyjdziemy stad. A do komendanta powiedzialem: Nie ruszymy sie stad. Mozesz
nas zabic, zastrzelic, ale nigdzie z toba nie pojdziemy. Bog dal mi taka
nieugietosc, ze ciagle to powtarzalem. Zdawalismy sobie sprawe, ze chodzi o
zycie lub smierc. To bylo nieprawdopodobne napiecie, ktorego nie da sie
opisac. I nagle cos sie w nim przelamalo i gniewnie powiedzial: Dobrze, to
idzcie! Wynoscie sie!
Natychmiast zawolalem na cala grupe: Biegniemy! I wybieglismy z tego domu.
Pobieglismy 50 metrow w prawo, potem 200 metrow w lewo i znalezlismy sie na
tej otwartej przestrzeni. I wtedy zawiodl ten telefon satelitarny, poniewaz
wyladowala sie bateria. Wiec siedzielismy tam i czekali na ten helikopter.
Wreszcie sie pojawili i to bardzo dokladnie, ale nie widzieli nas. Mysmy
mieli dawac pewne znaki swietlne, ale tego nie bylo widac z powodu swiatel
ulicznych. Dlatego mineli nas. Potem pojawili sie znowu i znowu odlecieli.
To byl olbrzymi helikopter bojowy, ktory robil straszliwy halas i oni
latali calkiem nisko nad miastem, szukajac nas. Cale miasto bylo
podniecone. Przy tym na terenie miasta byly rozne sily. W jednej dzielnicy
byli Pasztunowie, w innej Talibowie razem z tymi ludzmi z tajnej policji,
ktorzy nas przywiezli. Zaloga helikoptera bardzo ryzykowala. Ktos w innej
dzielnicy nadal jakies sygnaly swietlne i oni zaczeli tam ladowac, myslac,
ze to my. Wyladowali gdzie indziej i o malo, a doszloby do strzelaniny.
Potem odlecieli i to powtorzylo sie jeszcze raz.
Mysmy mysleli, ze to juz po wszystkim. Teraz odleca, a my zostaniemy tu na
zewnatrz. Bylo bardzo zimno i musielismy liczyc sie z tym, ze Afganczycy
znowu nas zatrzymaja i gdzies zamkna, byl tez zakaz wychodzenia z domow po
zmroku. Wszyscy sie dziwili, o co chodzi. Amerykanie czasem porywali w ten
sposob pewnych Talibow, ale oni byli uzbrojeni. Kobiety postanowily
wzniecic ognisko i zaczely palic swoje czesci odziezy, koce, szukalismy
jakiegos drewna, aby byl plomien. W pewnym momencie postanowili juz
zakonczyc cala akcje, ale ktos powiedzial: Sprobujmy jeszcze raz. I wtedy
zobaczyli nasze ognisko. Kiedy sie opuszczali, cale ognisko z kawalkami
odziezy i z drewnem polecialo w powietrze, jednej kobiecie zapalila sie
sukienka. Ale oni znowu odlecieli. Wtedy bylismy juz na skraju zwiatpienia.
Wolalismy do Boga, wiedzac, ze jesli jeszcze nas nie zobacza, wszystko
przepadnie. Kiedy nas zobaczyli, musieli najpierw zrobic okrazenie, aby
sie przekonac, czy nie jest to zasadzka, zastawiona na nich przez Talibow i
dopiero potem wyladowali i zabrali nas. Bylo to naprawde w ostatnim
momencie. Te helikoptery odlecialy potem zaraz i musialy byc w krotkim
czasie zaopatrzone w paliwo podczas lotu, gdyz inaczej nie dolecialyby z
powodu braku paliwa. A krotko po naszym odlocie z tego miasta dostalo sie
ono z powrotem w rece Talibow. Bylo to tylko krotkie otwarcie drzwi —
powstanie w tym miescie, mimo ze Sojusz Polnocny byl jeszcze daleko, nagle
wybuchly walki w tym miescie. Zostalismy uwolnieni, a potem znowu
zatrzymani. Ciagle w kolko.
To byla taka ogromna walka! Poznalem potem wielu chrzescijan, ktorzy mowili
nam: Nie moglismy spac tej nocy. Modlilismy sie o was. Nie wiedzielismy,
dlaczego, ale czulismy takie ogromne brzemie, aby modlic sie o was. Toczyla
sie wtedy walka o nasze zycie. Takze Amerykanie juz prawie zrezygnowali.
Opowiedzieli nam o tym pozniej. Bylo jeszcze wiele takich szczegolow,
ktorych nie jestem w stanie omowic, co wszystko Bog uczynil, aby nas z tej
sytuacji wyprowadzic. Wydarzylo sie przy tym wiele cudow. Mysle, ze
wszystko to stalo sie dzieki temu, ze tak wielu wierzacych modlilo sie o
nas. Bardzo wielkie wrazenie zrobilo na mnie to, ze jeden z pierwszych
zolnierzy amerykanskich, ktory do nas przemowil, zanim jeszcze dobieglismy
do helikoptera, powiedzial: Jestem chrzescijaninem i modlilismy sie o was.
Takze cala moja rodzina modli sie o was. Tam sie to zaczelo. A kiedy potem
przybylismy do Pakistanu, ludzie wszedzie mowili nam:
Modlilismy sie o was. [Uwaga tlumacza: Wiadomosc o aresztowaniu tej grupy i
o tym, ze grozi im wyrok smierci, rozniosla sie blyskawicznie po calym
swiecie poczta elektroniczna. Dlatego modlilo sie o nich tak wiele osob,
takze i w Polsce.] Kiedy potem siedzielismy w samolocie lecac z Pakistanu
do Niemiec, okazalo sie, ze tuz za nami siedza chrzescijanie. Oni
powiedzieli nam: Znamy was. Modlilismy sie za wami. To slyszelismy
wszedzie. Ogromna liczba chrzescijan modlila sie o nas.
Dlaczego Bog dopuscil do tego wszystkiego? Dlaczego to wszystko sie stalo?
To jest wazne pytanie. Niedawno mialem tez kazanie na ten temat. Wierze, ze
Bog dopuscil do tych rzeczy, poniewaz przez to, ze dzialo sie to w
Afganistanie, miliony chrzescijan modlilo sie dzieki temu o Afganistan. To
byly doslownie miliony ludzi. Spotkalem takich, ktorzy mowili, ze do tej
pory nie wiedzieli nic o Afganistanie, nie wiedzieli nawet, gdzie ten kraj
sie znajduje, ale spoczelo na nich tak wielkie brzemie, ze musieli usilnie
sie modlic. Takiej sieci modlitewnej, ktora w ten sposob powstala, nie
moglibysmy jako organizacja w zaden sposob zbudowac. Modlono sie wszedzie o
nas i o Afganistan. Otrzymywalismy zewszad wiadomosci, z krajow arabskich,
z Rosji, nawet z pewnego domu sierot w Tybecie, gdzie takze modlono sie o
nas, w Chinach modlono sie o nas. Nasze aresztowanie rozpowszechnily takze
media i dzieki temu wiele ludzi, ktorzy wcale nas nie znali, zaczelo modlic
sie o nas i o Afganistan.
To, co stalo sie w Afganistanie w tym krotkim czasie, jest
nieprawdopodobne. Na poczatku ubieglego roku, u progu roku 2001 Bog raz po
raz do nas mowil poprzez obietnice, przez wiele obietnic ze Starego
Testamentu, bardzo konkretnych, ze Bog wlasnie w tym roku 2001 przemieni
Afganistan. Nasz zespol w Kabulu raz po raz to oglaszal, mowilismy o tych
obietnicach. Zwlaszcza o slowach z Izajasza 61, gdzie jest napisane: To
jest rok laski Pana. Spiewalismy tez piesn angielska, ktora mowi: „To jest
rok Panskiej przychylnosci”. I Bog ciagle na nowo nam to pokazywal, ze On w
tym roku uczyni cos wielkiego. My codziennie rano zbieramy sie na modlitwe
i spedzamy wiele czasu w modlitwach. Tam oglaszalismy te obietnice, ktore
Bog nam dawal. I zawsze dziwilismy sie, poniewaz pozornie dzialo sie w
trakcie tego roku coraz gorzej. Wszystko bylo coraz okropniejsze. Talibowie
coraz bardziej umacniali sie. Na naszych spotkaniach modlitewnych mowilem
czesto: Bracia i siostry, Pan nie powiedzial nam, ze mamy sie modlic: O
Boze, zmien Afganistan. Raczej mamy rozglaszac Jego obietnice, ktore Bog
darowal, ze znowu odbuduje ten kraj, ze te zburzone miasta zostana na nowo
zbudowane, ze znowu bedzie pokoj w tym kraju i ze wlasnie w tym roku 2001
nastapia zmiany, ktorych nawet nie oczekujemy. A czasami zadawalem sobie
pytanie: Panie, czy to jest tak naprawde, skoro wszystko wyglada coraz
gorzej? Zwlaszcza po tym, jak znalezlismy sie w wiezieniu. Robilo sie coraz
gorzej, ale mysmy kazdego dnia oglaszali Slowo Boze. Modlilismy sie: Panie,
wierzymy, ze jeszcze w tym roku dokonasz poteznych dziel.
Potem zostaly wydalone z Afganistanu wszystkie organizacje chrzescijanskie.
Potem zostal zamordowany Masud, jedyny przywodca opozycji. Wydawalo sie, ze
Talibowie staja sie coraz silniejsi. A mimo to nasz zespol w Kabulu
oglaszal z uporem to haslo: Czas T przeminal. Czas Talibow dobiegl konca.
Oglaszalismy to dalej takze i w wiezieniu, kiedy przemycalismy na zewnatrz
rozne listy. Pamietam jeden, a wlasciwie kilka z nich, w ktorych
dopisywalem jeszcze na samym koncu:
Georg, nie zapomnij: Czas T jest zakonczony. Czas Talibow przeminal. Ciagle
na nowo oglaszalismy Slowo Boze. To chcialbym dzisiaj rano podkreslic. Jest
ogromnie wazne, abysmy znali Slowo Boze i abysmy mieli Boze obietnice dla
swojego kraju, ktore darowal nam Bog, i abysmy powolywali sie na nie i
obstawali przy nich niezaleznie od tego, co dzieje sie wokol nas. To, czego
nauczylismy sie jako zespol misyjny, owocowalo potem w wiezieniu.
Szczegolnie Kati powiedziala mi to: Georg, to, czego nauczylismy sie jako
zespol, przenioslo nas przez ten okres wiezienny. Nieomal kazdego dnia jako
zespol wymienialismy miedzy soba teksty biblijne, ktore nas zachecaly.
Dodawalismy sobie otuchy poprzez Slowo Boze. Spedzalismy wiele czasu w
uwielbieniu i modlitwie. Sluchalismy Pana: Panie, co masz nam do
powiedzenia? A kiedy znalezlismy sie w wiezieniu, robilismy dokladnie to
samo, co zawsze do tej pory. Zbieralismy sie razem, razem czytalismy Slowo
Boze i w wiezieniu uwielbialismy Pana i oglaszalismy te obietnice, ktore
Bog nam darowal.
Uwielbienie bylo wazna czescia naszego pobytu w wiezieniu. Bog tak sprawil,
ze w naszej grupie znalazly sie dwie kobiety, ktore byly liderami
uwielbienia. Bylo to wielkim swiadectwem, kiedy one w wiezieniu spiewaly i
uwielbialy Pana. Podczas pobytu w wiezieniu skomponowaly 15 nowych piesni
uwielbiajacych. Prawdopodobnie byloby ich jeszcze wiecej, ale to stalo sie
dopiero w ostatnich tygodniach, kiedy pewnego razu Diana powiedziala:
Dlaczego spiewamy ciagle te same piesni? Napiszmy sobie jakies nowe!
Napisaly 15 nowych piesni i niektore z nich zaspiewaly tez potem w
ambasadzie w Islamabadzie. Tam zebralo sie wielu dyplomatow i miala miejsce
ogromna uroczystosc, na ktorej zeszlo sie wielu ambasadorow roznych krajow,
a takze ludzie, ktorzy brali udzial w tej amerykanskiej operacji wojskowej.
Wszyscy oni dziwili sie, ze jestesmy tacy normalni i czujemy sie tak
dobrze. I wreszcie nasze kobiety zapytaly, czy moglyby zaspiewac niektore z
tych piesni, ktore skomponowaly w wiezieniu. To wzbudzilo jeszcze wieksze
zdumienie, a kiedy potem spiewaly te piesni, nie bylo prawie nikogo, kto
nie mialby lez w swoich oczach. Bylo to wielkim swiadectwem. Biblia mowi,
ze Bog przebywa w chwalach swojego ludu. I niezaleznie od tego, czy bylo to
w tym najciemniejszym wiezieniu, czy w tym zimnym samochodzie, jadacym do
Kandaharu, natychmiast kobiety zaczynaly wyciagac biblie, odczytywac
wersety biblijne, a potem uwielbiac Pana. Nie slyszalem nigdy zadnego
placzu, zadnego wzdychania ani narzekania. To samo mialo miejsce
nastepnego dnia, kiedy bylismy w tym wiezieniu w Ghasni. Od razu zaczelismy
wspolnie sie modlic. Mowilismy do siebie wersety biblijne i ciagle na nowo
wyznawalismy, ze Bog nas wyratuje, ze On jest naszym Wybawca.
Te miejsca, ktore ciagle na nowo wyznawalismy przed Bogiem, byly wersetami,
danymi nam przez Boga. Na przyklad Izajasz 55, Psalm 91, Izajasz 54,17.
Zadna bron, ukuta przeciwko tobie, nie powiedzie sie, kazdy jezyk, ktory
powstanie przeciwko tobie, potepisz. Izajasz 43,1-3 gdzie jest powiedziane:
Gdy pojdziesz przez ogien, gdy pojdziesz przez wode, bede z toba. Wody nie
zaleja cie, ogien cie nie spali. Przypominam sobie jeszcze jedno miejsce,
kiedy jechalismy do Kandaharu i mielismy swiadomosc, ze tam nie przezyjemy:
Prawica Pana podniesiona, prawica Pana odnosi zwyciestwo. Nie umre, ale
bede zyl i bede opowiadal dziela Panskie. Te wersety brzmialy we mnie
nieustannie, powracaly raz po raz. Nie umre, ale bede zyl i bede oglaszal
dziela Panskie. Slowo Boze ma potezna moc we wszelkich sytuacjach,
zwlaszcza w tych najgorszych, kiedy juz musielismy zwatpic, a wtedy nagle
wstepowala w nas nowa otucha. Psalm 91 byl kluczowym psalmem, ktory Pan nam
darowal, wielu czlonkom naszej grupy, i ten wspanialy Psalm przenosil nas
przez wszystkie trudnosci. Szukalismy u Pana ucieczki i On tam mowi: Nie
musisz sie lekac strachu nocnego. Strachu nocnego. Amerykanie bombardowali
zawsze w nocy. Bog powiedzial, ze nie powinnismy sie lekac strachu nocnego.
Nie powinnismy sie tez lekac upalu, ktory prazy w poludnie. W wiezieniu
byla epidemia cholery, ale nikt z nas nie zachorowal. Bog nas ochronil. I
chociaz bylo dookola tylu chorych na cholere, nas to nie dotknelo. Padnie
po boku twoim tysiac, a dziesiec tysiecy po prawej stronie twojej, ale
ciebie to nie dosiegnie. Tylko zobaczysz to twoimi oczyma. Bylismy na gorze
na pierwszym pietrze i wszystko to widzielismy, co dzieje sie wokol nas i
jak wala sie domy w poblizu, jak szaleja pozary i tak dalej, ale nas to nie
dotknelo. A dalej jest tutaj powiedziane: Poniewaz mowisz, Pan jest
ucieczka moja, Najwyzszego uczyniles ostoja twoja, nie dosiegnie cie nic
zlego ani zadna plaga nie zblizy sie do twojego namiotu. Na koniec jest
powiedziane: Wywyzsze cie i nasyce cie dlugim zyciem. Takze to „wywyzsze
cie” jest dla mnie cenne. Cala sprawa wziela bowiem nieoczekiwany obrot.
Najpierw bylismy oskarzeni o sekciarstwo, ze agitujemy na ulicach Kabulu,
rozpowszechniamy setki Biblii i materialow wywrotowych, a skonczylo sie na
tym, ze zostalismy przyjeci na audiencji przez prezydenta federalnego
Niemiec, ktory wyrazal sie z uznaniem o naszej pracy, jaka wykonalismy w
Afganistanie. Poprzez czas spedzony w wiezieniu nie tylko my, ale cala
sprawa i organizacja stala sie znana. Prezydent powiedzial tez, ze
dowiedzial sie, ze prawie nikt nie wie o Afganistanie tyle, co my. Mysmy o
takie uznanie wcale nie zabiegali, ale stalo sie to zgodnie ze slowami tego
Psalmu, gdzie Pan powiedzial: Wywyzsze go i nasyce dlugim zyciem.
Juz tylko calkiem krotko: O tym Psalmie mowilismy dzisiaj rano. Talibowie
mowili nam wiele razy: Z wami juz koniec. Chcieli nas postawic przed sadem,
powiedzieli to na poczatku, ze prawdopodobnie zostaniemy skazani na smierc,
wasza organizacja jest wykonczona. A mysmy oglaszali w wiezieniu, ze to my
zdobedziemy ten kraj. Ze nasza organizacja rozrosnie sie bardziej niz
dotychczas. Mowilismy tez o tym z niektorymi dyplomatami. W czasie procesu
mowilismy o tym z naszym obronca, ze chodzi nam o to, aby moc dalej
pracowac w Afganistanie, aby powiedzial to na procesie, ale on byl
zniecierpliwiony: Zostawciez juz tego. To jest szalenstwo, nie badzcie
smieszni. Bedziecie szczesliwi, jesli zywi stad sie wydostaniecie! Ale nam
chodzilo nie tylko o to, aby wydostac sie, ale aby moc dalej pracowac,
poniewaz Bog obiecal nam ten kraj. Psalm 37. Jakze wiele razy napisane jest
w tym Psalmie 37: Kto odziedziczy ten kraj? Odziedzicza go sprawiedliwi,
ci, ktorzy ufaja Panu, ci lagodni odziedzicza ten kraj. Nie okrutni
bezboznicy. O nich jest tam powiedziane, ze znikna, a jesli bedzie sie ich
szukalo, nie bedzie mozna ich znalezc. Gdzie oni teraz sa? Kryja sie po
jaskiniach, ci przywodcy Talibow, a wielu jest w ucieczce. Tu jest
powiedziane: Szukalem go, ale nie mozna go bylo znalezc. I to jest znowu
problem. Trzeba nam teraz sie modlic, aby oni zostali znalezieni. Kluczowym
tekstem jest tez Psalm 125, ktory czytal dzisiaj nasz brat. Jest tam
powiedziane, ze nie pozostanie berlo bezboznych nad dzielem sprawiedliwych.
Nad naszym dziedzictwem nie bedzie wladzy bezboznych. Jest tez werset,
ktory mowi, ze kazde miejsce, po ktorym stapa noga wasza, dalem wam. I
nasza modlitwa jest: Panie, ty pozwolisz nam pozostac w tym kraju, po
ktorym stapalismy. Powiedziales nam, ze mamy byc mocni i odwazni. I my
mocno przy tym obstajemy. Bedziemy mieli wszystkie miejsca, po ktorych
chodzily nasze nogi.
Izajasz 54 to miejsce, ktore Bog dawal nam ciagle na nowo, wiersze 2-4.
Poszerz zasieg twojego namiotu, nie krepuj sie. Dalej jest powiedziane, ze
rozszerzysz sie w prawo i w lewo, a twoje potomstwo odziedziczy narody. Te
obietnice dal nam Pan, kiedy jeszcze bylismy w Peszawarze, zanim
pojechalismy do Afganistanu. Nie bylo dla nas rzecza latwa udac sie do
Afganistanu. Bylo dla nas bardzo trudno opuscic Pakistan, gdzie
mieszkalismy przez 16 lat. Ale poszlismy tam, poniewaz Bog do nas mowil i
darowal nam swoja obietnice. Pojechalismy wiec do Afganistanu, a potem
znalezlismy sie w wiezieniu. Wtedy mowilismy: Czy to wszystko ma sie
skonczyc w wiezieniu lub moze w grobie? Panie, nie wierzymy, aby tak mialo
sie stac. Ty powiedziales, ze rozszerzymy sie na prawo i lewo i ze
odziedziczymy ten kraj. Jest jeszcze caly szereg innych miejsc, ktorych Bog
uzywal, kiedy do nas mowil.
Wiaze sie to z tym, co mowilem juz o uwielbieniu. Jest to temat, ktory
mocno lezy mi na sercu. To bylo bardzo wazne. Oglaszanie Slowa Bozego,
modlitwa i uwielbianie Boga w tej sytuacji. Jesli kiedykolwiek potrzeba
uwielbiac Boga, to wlasnie najbardziej w takich sytuacjach. Bylo nam
trudno, ale poprzez te czynnosci przezywalismy Boza bliskosc. Tego
doswiadczylismy takze, co jest napisane w Psalmie 22,4 Panie, Ty przebywasz
w chwalach Izraela. Bog mieszka w piesniach uwielbienia swoich dzieci. To
zawsze odczuwalismy. Kiedy bylo tak przygnebiajaco, tak trudno nawet sie
modlic, wydawalo sie niemozliwe rozpoczac uwielbienie, ale kiedy zrobilismy
to, nagle caly ciezar gdzies znikal. Czesto jest tez tak, ze kiedy Boga
uwielbiamy, On za nas walczy. Mowi o tym Biblia. Jehoszafat w Starym
Testamencie w 2Kn 20, kiedy zostal zaatakowany przez wielki narod, postawil
spiewakow przed armia. A kiedy oni chwalili i uwielbiali Pana,
nieprzyjaciele zaczeli walczyc miedzy soba. Kiedy zakonczyli swoje
uwielbienie, cala armia byla juz pokonana. Kiedy Pawel i Sylas uwielbiali
Boga w wiezieniu, cale wiezienie nagle zadrzalo i otworzylo sie. Kiedy
bylismy w wiezieniu w Ghasni i uwielbialismy Boga, nagle rozpoczely sie te
walki, ktore doprowadzily do naszego uwolnienia. Kiedy uwielbiamy Pana i
oglaszamy kim On jest, doswiadczamy Jego bliskosci. Czesto przezywalismy,
ze kiedy to robimy, Bog walczy za nas. Jest tez takie stare niemieckie
przyslowie, ktore mowi, ze uwielbienie podnosi do gory.
Czesto zdarzaja sie sytuacje, gdzie musimy decydowac, co zrobic. Ja i moi
wspolpracownicy musielismy wiele razy decydowac, co mamy robic. Kiedy
patrzylismy na okolicznosci, one wydawaly sie absolutnie beznadziejne.
Prawie nikt nawet z chrzescijan nie wierzyl po 11 wrzesnia, ze bedziemy
mogli jeszcze sie z tego wydostac. Wielu myslalo, ze zostalismy
przewiezieni do Kandaharu. Ale kiedy patrzymy na swoja sytuacje, to
widzimy, ze ciagle podnosilismy sie wzwyz. Gdybysmy po prostu w tych
sytuacjach nie wielbili Boga, gdybysmy robili to tylko wtedy, kiedy czujemy
sie dobrze i kiedy wszystko z nami jest w porzadku, nie mialoby to
wartosci. Praktykujmy te rzeczy wlasnie wtedy, kiedy przechodzimy naprawde
przez kryzysy i trudne przezycia, a wtedy bedziemy przezywac, jak wspaniale
Bog nas przez to przeprowadza i jak nasza wiara jeszcze sie bardziej
wzmacnia i jeszcze bardziej duchowo wzrastamy. Zdarza sie, ze chrzescijanie
przechodza przez takie sytuacje i wychodza z nich pokonani. Nie rozumieja
juz Boga i opuszczaja Go. Staja sie zgorzkniali. A to jest to najgorsze, co
moze nas spotkac. Ale wlasnie takie trudne przezycia sa czasem, o ktorym
Biblia mowi na wielu miejscach, ze Bog dopuszcza cierpienia i zle rzeczy,
aby oczyscic nasze charaktery. Dlatego kiedykolwiek czytamy o cierpieniach
i trudnych przezyciach, jest tam wskazowka:
Radujcie sie! Weselcie sie z tego, kiedy czasem na krotko jestescie
zasmuceni, poniewaz doswiadczenie wiary waszej sprawia i tak dalej. Kiedy
przechodzimy przez to razem z naszym Panem, wychodzi z tego cos cennego.
Ogien oczyszcza i umacnia nasza wiare i wychodzi z tego cos pieknego.
Dlatego wlasnie powinnismy w tych sytuacjach weselic sie, poniewaz wiemy,
ze tym, ktorzy Boga miluja, wszystkie rzeczy musza dopomagac ku dobremu.
Takze i w takich sytuacjach. Trzeba sie na to zdecydowac. Ja takze musialem
sie zdecydowac, czy bede patrzyl sie na okolicznosci, czy na Slowo Boze.
Mysmy wybrali trzymanie sie Boga i Jego obietnic. A kiedy to zrobimy, wtedy
Bog stoi przy nas i jest wierny.
Na koniec chcialbym krotko zaznaczyc, ze Bog w tym czasie wypelnil swoja
obietnice. Czas T sie skonczyl. Czasy Talibow przeminely. Byl juz sierpien
i ja sobie mowilem: Panie, a gdzie sa Twoje obietnice? Obiecales, ze
bedzie to w tym roku, a jest coraz gorzej. Siedzimy teraz w areszcie,
wszystkie organizacje chrzescijanskie zostaly wydalone. Potem uslyszelismy,
ze zamordowano Masuda. Bylo coraz ciemniej. A potem przyszly te wszystkie
wydarzenia 11 wrzesnia i pozniej. W dniu 7 pazdziernika rozpoczely sie
naloty amerykanskie na Afganistan. W dniu 13 listopada czyli po miesiacu i
tygodniu stolica Kabul byla juz w rekach opozycji. I to wszystko nie stalo
sie dzieki Amerykanom. Mialo miejsce wiele cudow. Oczywiscie, ze Bog uzyl
takze Amerykanow, aby zniszczyc ten rezim, ale sledzilismy to dokladnie,
jak na polnocy Talibowie po kolei uciekali, opuszczajac jedno miasto za
drugim. Uciekli tez z Kabulu. Wszyscy mowili, ze kiedy opozycja dotrze do
Kabulu, rozpoczna sie zaciete walki. Wojska opozycji stanely przed miastem,
a tysiace Talibow i ludzi Al Quaidy bez walki ucieklo z miasta, ciagnac na
poludnie. A mysmy byli pomiedzy nimi. Takze to bylo cudem, ze ocalelismy,
normalnie bowiem Amerykanie atakowali przemieszczajace sie konwoje. A mysmy
jechali razem z tym konwojem. A wiec w dniu 13 listopada zajeto Kabul, a
juz 22 listopada rozpoczela sie konferencja na Petersbergu w Bonn w sprawie
nowego rzadu dla Afganistanu. I juz 5 grudnia utworzono nowy rzad. To takze
jest cudem. Zawsze sie nam wydawalo: Jakze mogloby to sie stac? Przeciez
Afganczycy sa z soba tak okropnie zwasnieni! A jednak juz 5 grudnia
utworzono rzad tymczasowy, a dnia 22 grudnia, a wiec tuz przed koncem roku
2001 ten nowy rzad tymczasowy zostal wprowadzony w urzad. Dyplomaci i
ministrowie spraw zagranicznych bardzo wielu krajow byli w dniu 22 grudnia
2001 w Kabulu i uczestniczyli w tym objeciu wladzy przez nowy rzad. A wiec
jeszcze przed zakonczeniem roku, zanim jeszcze rok dobiegl do konca. Tak,
jak Bog to obiecal. On powiedzial: W tym roku to sie skonczy. Nie do wiary!
Ale ja wierze, ze Bog zdzialal tak wiele dzieki modlitwom milionow
chrzescijan. Pan uzyl tego, ze bylismy w wiezieniu, aby zwrocic uwage tak
wielu ludzi na Afganistan. Tak wielu sie modlilo. I dzieki temu przyszlo
uderzenie za uderzeniem i szlo to tak szybko. Juz 22 grudnia mial
Afganistan nowa wladze, a Talibow nie bylo.
Nie znaczy to, ze nie ma juz problemow. Sa problemy i wiemy o nich, i
potrwa to przez jakis czas. Ale kto pomyslalby 6 miesiecy temu, ze jeszcze
przed koncem roku przedstawiciele najwazniejszych krajow swiata spotkaja
sie w Kabulu, aby ustanowic nowe rzady? Gdyby mi to wtedy ktos powiedzial,
pomyslalbym: Szalejecie. To niemozliwe! Do Kabulu prawie nikt nie
przyjezdza. To bylo Boze dzielo. To uczynil Bog. Mozemy tylko zdumiewac sie
nad tym, co Bog uczynil. Drogi Boze czesto sa niepojete i nie wiemy, co On
czyni, dopoki wszystko sie nie objawi. Ale On jest Bogiem narodow. Bog ma
losy narodow w swoim reku. On kocha lud Afganistanu i to, co obiecal na
poczatku roku, to tez przed koncem roku wypelnil. Mozemy na to tylko
patrzec w zdumieniu.
Zdumiewajace jest takze to, ile pieniedzy zostaje teraz przeznaczone na
odbudowe Afganistanu. Gdyby to wszystko stalo sie na normalnej drodze,
gdyby na przyklad Talibowie stali sie bardziej umiarkowani i gdyby dzieki
temu doszlo do jakiegos uznania wladzy Talibow, zostaloby prawdopodobnie
przeznaczonych troche pieniedzy na potrzeby tego kraju, ale to, co teraz
sie dzieje, jest nie do wiary. Afganistan jest stale w centrum uwagi
opinii publicznej. Miliardy euro zostaly przeznaczone przez rozne rzady,
ktore deklaruja swoja gotowosc pomocy w odbudowie Afganistanu. Zwroccie
uwage na niemiecka ambasade. Mam kontakty z pania, ktora przez caly czas
pracuje w niemieckiej ambasadzie. Budynek ambasady splonal. Pierwsze i
drugie pietro wyglada okropnie. I ona mowila: Ach, to potrwa lata. Caly
budynek bedzie trzeba zburzyc. Jesli nawet stosunki dyplomatyczne z
Afganistanem zostana wznowione, bedzie to trwalo cale lata, zanim
przyjedzie ambasador i prawdopodobnie przez dlugi czas on bedzie kierowal
praca z Islamabadu, to potrwa lata. Ale teraz, od poczatku roku, sa juz w
Afganistanie nowi ambasadorowie, pomimo ze ten budynek ciagle jeszcze tak
wyglada. Takze Amerykanie i inni cudzoziemcy przybywaja do Kabulu i przez
to powstaja warunki, ktore wywoluja nowe problemy. Wynajecie domu, ktore
kiedys kosztowalo 200 dolarow, teraz nagle kosztuje 1500 dolarow, poniewaz
tak wielu cudzoziemcow przyjezdza teraz do Afganistanu. I ambasada ma teraz
pelne rece roboty, mimo ze budynek jest uszkodzony. Zajmuja jakies
pomieszczenia w sasiedztwie i budynek jest szybko remontowany.
To wszystko stalo sie w tak krotkim czasie. Bog powiedzial, ze to jest rok
Jego laski. Powiedzial, ze zdejmuje wine tego ludu i ze uczyni w
Afganistanie cos nowego. Dlatego modlmy sie dalej o to, aby ten narod,
ktory tak wiele wycierpial, abysmy takze i my mogli mu nadal pomagac.
Dlatego wlasnie chcemy udac sie tam z powrotem. Pragniemy byc przy tym i
miec w tym udzial, jak ten kraj jest odbudowywany i jak przychodzi do tego
kraju nowa wolnosc. Modlcie sie, aby ewangelia dotarla tam do wielu ludzi.
Serdeczne dzieki za wasze modlitwy i za to wszystko, co juz w ciagu tych
wielu lat uczyniliscie. Bardzo to sobie cenimy. Pomodlmy sie teraz
jeszcze, aby oddac Bogu chwale.
W Objawieniu 15,3 czytamy: „I spiewali piesn Mojzesza, slugi Bozego, i
piesn Baranka, mowiac: Wielkie i dziwne sa dziela twoje, Panie, Boze
Wszechmogacy; sprawiedliwe sa drogi twoje, Krolu narodow.” Ojcze,
przezylismy to na nowo, jak wielkie i cudowne sa Twoje drogi. I mimo, ze
czesto ich nie rozumiemy, Ty jednak trzymasz wszystko w swoim reku. Ty
jestes Krolem narodow i Ty kierujesz ich losami, Ojcze. To dotyczy takze
narodu afganskiego. Ty kochasz ten lud. Ty widziales o wiele wiecej, niz my
widzielismy, ile ten lud cierpial, ile ci ludzie wycierpieli. Wojna przez
23 lata szalala w tym kraju. Ojcze, Ty masz plan dla Afganistanu. Ty
przyrzekles nam na poczatku ubieglego roku, ze zrobisz cos nowego w tym
kraju, ze ten rok bedzie rokiem milosciwym dla tego kraju. I tak sie stalo,
mimo ze poczatkowo wydawalo sie, ze jest ze wszystkim coraz gorzej. Ale to,
co ogladalismy potem na koncu tego roku, tylko zdumiewa nas. Dziekujemy Ci
za to, Ojcze. Wiemy, ze jestes Krolem narodow, ze trzymasz swoja reke takze
i nad tym narodem. Ty sprawiles, ze powstalo takie ogromne zainteresowanie
tym krajem, ze wiele pieniedzy zostaje przeznaczonych na jego odbudowe. I
prosimy Cie teraz, Ojcze, abys sprawil, by wyszlo teraz do Afganistanu
wiele Twoich dzieci, aby tam pomagac w odbudowie tego kraju i tam
przekazywac dalej dobra nowine, Panie. Ojcze, prosimy, abys to uczynil.
Chcemy takze prosic, Ojcze, aby Rudi i Dorota otrzymali wkrotce wize i
mogli tam powrocic. Prosimy Cie takze, abys i dla nas juz niebawem otworzyl
drzwi, abysmy mogli wrocic do Kabulu w Afganistanie. Wierzymy Twoim
obietnicom, Ojcze, ktore nam dales, ze rozszerzymy sie, ze sie
rozprzestrzenimy, ze uczynisz cos nowego i ze bedziemy w tym uczestniczyc.
Panie, Ty dajesz ten kraj tym, ktorzy Tobie ufaja, ktorzy sa lagodni, oni
posiada ten kraj. Panie, stoimy mocno na Twoich obietnicach i bedziemy to
przezywac, Ojcze, kiedy Ty poprowadzisz nas z powrotem do tego kraju.
Ojcze, ochraniaj nas nadal. Dziekuje Ci, Ojcze, za tych wielu chrzescijan
na calym swiecie, ktorzy modlili sie o nas i o Afganistan, takze za tych
braci i siostry w tutejszym zborze. Panie, blogoslaw ich obficie i daj im
za to nagrode. Niechaj ciesza sie i swietuja razem z nami z tego, co Ty
uczyniles. Dzieki Ci, Ojcze, ze nas przez to wszystko przeniosles. Dzieki
Ci, zes nas wyratowal. I dziekujemy Ci, Ojcze, ze dajesz nam znowu sile,
aby moc tam powrocic i dalej tam pracowac. Tobie oddajemy za to chwale i
uwielbiamy Cie, Ojcze. Dziekujemy Ci takze za tych wiele otwartych drzwi,
gdzie mozemy mowic o Tobie, Panie, takze i w naszym kraju. Prosimy Cie, aby
to swiadectwo moglo mocno poruszyc wielu z tych, ktorzy dziwia sie temu,
jak z tego wyszlismy bez zadnego szwanku. Ojcze, niech poprzez to
swiadectwo Twoje imie bedzie uwielbione takze tutaj w Niemczech. Prosimy
Cie o to, Ojcze, w imieniu Jezusa. Amen.
Przebaczcie mi, ze przemawialem do was w taki afganski sposob, to znaczy
nie patrzac wcale na zegarek. Ta ksiazka tutaj nie jest ta ksiazka, ktora
teraz Ewald Müller napisal o nas, ale jest to takze cenna ksiazka
wydawnictwa Idea, gdzie jest wiele o nas, ale takze o innych Niemcach,
ktorzy przechodzili poprzez wielkie trudnosci lub nawet oddali swoje zycie
dla Pana. To jest dobra ksiazka.
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
--
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
*****************
SLOWO TYGODNIA - 26 kwiecien 2002
*****************
"Albowiem my w Duchu oczekujemy spelnienia sie nadziei usprawiedliwienia z
wiary,
bo w Chrystusie Jezusie ani obrzezanie, ani nieobrzezanie nic nie znaczy,
lecz wiara, ktora jest czynna w milosci."
Galacjan 5:5-6
*****************
"W Samarytance znalazlam rozwiazanie z moich problemow"
Helena Androsiuk
"Samarytanka": http://www.chmk.kz.pl
Dzieki Bogu ze 7 lat temu moglam skorzystac z czasu laski Bozej, jaki
jeszcze trwa i stac sie dzieckiem Bozym. Bylam wowczas w bardzo trudnej
sytuacji. Maz moj pil alkohol, ja nie majac srodkow do zycia z czworka
dzieci na utrzymaniu nie wiedzialam co mam poczac, przychodzily mi rozne
mysli o te najgorsze o samobojstwie tez, ale patrzac na dzieci odrzucalam
je. Odczulam silna potrzebe odwiedzenia zboru (wtedy jeszcze nie wiedzialam
ze to byla praca Ducha swietego). Przechodzac ulica obok zboru przeczytalam
tablice ogloszen i wtedy jakis glos powiedzial mi abym tam poszla, ale tego
nie uczynilam. Ciagle idac ta ulica kolo zboru czytalam to ogloszenie i
postanowilam, ze juz w tym tygodniu pojde na nabozenstwo. Trwala we mnie
walka, tak silne zmagania ze w koncu po 8 miesiacach zdecydowalam sie pojsc
na nabozenstwo. Od pierwszego piatkowego nabozenstwa wiedzialam, ze jest to
miejsce dla mnie. Bardzo szybko oddalam swoje zycie, serce Panu Jezusowi i
po kilku miesiacach przyjelam chrzest. Mialam wielu przeciwnikow, nikt z
rodziny nie chcial zaakceptowac mojej decyzji, moj maz wyrazil sprzeciw.
Wielu ludzi wokol dziwilo sie, smialo i nie rozumialo tego co robie.
Zaczelam regularnie przychodzic do zboru, na nabozenstwa czerpalam dalsza
sile do pokonywania trudnosci, bylo to dla mnie miejsce odpoczynku,
zaczelam rowniez przyprowadzac moje dzieci na nauczanie corke 11 lat, syna
9 lat, syna 6 lat i corke 2 lata. Moja sytuacja roznila sie od sytuacji
wiekszosci rodzin w zborze. Ciagle potrzebowalam roznorodnej pomocy
duszpasterskiej. Sama uczylam sie jak zyc chrzescijanskim zyciem przed
Bogiem, jak radzic sobie z dziecmi, a szczegolnie z niewierzacym mezem,
ktory wowczas byl pograzony w zupelnej ciemnosci. Teraz po kilku latach
drogi za Bogiem zyje juz w innej rzeczywistosci. Od roku moj maz przestal
pic (przeszedl kuracje odwykowa w Janowicach) i oddal swoje zycie Jezusowi,
troszczy sie o dom pracuje zarabiajac pieniadze. Dzieci bardzo ciesza sie
gdy wraca z pracy i juz w drzwiach witaja go usciskami. Pomimo ze obecnie
mamy 6 dzieci najmlodsze ma 3 lata i sytuacja materialna ma 3 lata i
sytuacja materialna jest ciezka, jednak w naszym domu panuje pokoj i
radosc, wiemy ze jestesmy bezwarunkowo kochani przez Niebianskiego Ojca.
Jak do tego doszlo? Przytocze kilka przykladow w jaki sposob docieraly do
mnie pewne prawdy poprzez czytanie "Samarytanki". Gdy zaczelam poznawac
Boga czytajac Biblie, nie milczalam lecz o wszystkim mowilam mezowi. Ciagle
tez uwazalam za wazne wspominac mezowi , ze jego postepowanie nie jest
wlasciwe jako meza i ojca, bo Bog od niego oczekuje zupelnie czegos innego.
Maz z tego powodu sie denerwowal i mial tego dosc. W pewnej
"Samarytance" przeczytalam artykul, ktory wskazywal na zupelnie inne
postawy. Dowiedzialam sie, aby na sile nie nawracac meza, nie cytowac na
sile Biblii, ze lepiej sluzyc mu starajac sie byc mu ulegla i cicha.
Przeczytalam ze szybciej maz sie nawroci patrzac na moje ciche zycie niz
sluchajac mego ciaglego gderania- postanowilam sprobowac. Nastepnie
zrobilam krok do przodu po przeczytaniu artykulu z nr 46 "Samarytanki" "Jak
byc zona niewierzacego meza", dal mi swiatlo co do tego ze nie moge
lekcewazyc swoich obowiazkow, a szczegolnie meza, zajmujac sie ciaglym
bieganiem na spotkania i ewangelizowanie. Te obowiazki byly okreslone jako
"uczynki milosci". Nieraz bardzo trudno bylo zrobic cos dobrego i
szczegolnego, gdy maz w ogole nie interesowal sie rodzina, lecz
postanowilam ze zaczne. Wyzwolilo to mnie do otwartosci i szczerosci. Mimo
moich staran aby w naszym malzenstwie nastapily zmiany przyszedl bardzo
trudny okres dla mojej rodziny. W naszym malzenstwie przybylo dwoje dzieci
(jak wyzej zaznaczalam) czesto brakowalo srodkow do zycia. Nie mialam sily
dluzej zmagac sie i walczyc. Czulam, ze dzieje sie cos najgorszego, ze
rozpada sie nasze malzenstwo.
Wolalam do Boga szukajac rozwiazania jak w (Psalm 145;8,18) "laskawy
i milosierny jest Pan. Bliski jest Pan wszystkim ktorzy go wzywaja"
Odpowiedz przyszla poprzez artykul z Samarytanki nr 53 "Jak uratowac
rozbite malzenstwo". Bylam napomniana i zmobilizowana, aby postapic
dokladnie tak jak tam przeczytalam.
- Odsunelam mysl o separacji i rozwodzie
- Chcialam przebaczyc mezowi i kochac go. Dziekowac Bogu za niego
- W modlitwie postanowilam wstawiac sie kazdego dnia o niego zaczelam
oczekiwac zmian. One wkrotce nadeszly. Maz zdecydowal sie skorzystac z
leczenia odwykowego w Janowicach. Bog wysluchal modlitw moich i zboru. Po
polrocznej nieobecnosci w domu przyszedl czas aby budowac na nowo relacje z
nim, by uczyc sie z soba rozmawiac, planowac wspolnie i radzic sobie z
klopotami i z dziecmi, dzielic obowiazki domowe itp. W poprzednim okresie
robilam wiele roznych rzeczy ze wzgledu na Boga. Zmieniala sie moja postawa
teraz od kilku miesiecy podejmujemy wspolny trud. I znowu czytajac
"Samarytanke" nr. 48 artykul "Co zrobic aby dobre malzenstwo stalo sie
wspaniale", wskazywal mi na istotne. Sa tam przedstawione konkretne
propozycje ktore mozemy wykorzystac aby nasze relacje malzenskie poglebialy
sie. Zaczelam od chwalenia mego meza, doceniania wszystkiego co stara sie
robic. Ten proces trwa i mysle ze czeka nas dlugo droga przemian trzymamy
sie slowa z (Rzymian 8;38-39) "Jestem tego pewien, ze ani smierc, ani
zycie, ani aniolowie, ani potegi niebieskie, ani terazniejszosc, ani
przyszlosc ani moce ani wysokosc, ani glebokosc, ani zadne inne stworzenie
nie zdola nas odlaczyc od milosci Bozej ktora jest w Chrystusie Jezusie
Panu naszym". Jestem wdzieczna Bogu za Samarytanke i ludzi ktorzy wkladaja
tyle trudu aby ja wydawac. Wiele razy prosilam Boga aby blogoslawil ludzi
ktorzy w ten sposob prowadza sluzbe wsrod kobiet. Pozyczam innym kobietom,
Samarytanke poniewaz wiem ze tak jak do mnie przemawialy pewne artykuly,
moze rowniez miec miejsce w zyciu innych kobiet.
*****************
"Wykupujcie czas, bo dni sa zle"
Rich Carmicheal
"Herald of His Coming": http://www.czytelnia.jezus.pl/herald/
"Baczcie wiec pilnie, jak macie postepowac, nie jako niemadrzy, lecz jako
madrzy, wykorzystujac czas, gdyz dni sa zle" (Ef.5,15-16).
Dowodow na to, ze "dni sa zle" jest az nadto. Ta prawda zostala
tragicznie pokazana 11 wrzesnia w Stanach Zjednoczonych, gdy terrorysci
zabili tysiace ludzi i zranili wielu innych w atakach na Nowy York,
Washington i w katastrofie samolotu nad Pensylwania.
Inne kraje takze obfituja w dowody zla w postaci terroryzmu, korupcji w
rzadach, przesladowan, uciskow, wojen, przemocy i przestepstw. Poza tym
wiele krajow jest niszczonych przez glod, choroby i katastrofy naturalne.
Dni sa zle.
Naturalne sklonnosci posrod takiego zla czesto prowadza do jednej ze
skrajnosci: zemsty lub ucieczki. Jednakze Slowo Boze zacheca nas do innego
kierunku dzialania. Chrzescijanie sa wzywani, by stac pewnie w dniu zla
(Ef.6,13), wytrwac i szukac mozliwosci, by rozszerzac dzielo Pana. Obok
Efezjan 5,15-16 – fragmentu cytowanego wyzej – rozwaz zachete plynaca z
nastepujacych wersetow:
"...ci, ktorzy cierpia wedlug woli Bozej, niech dobrze czyniac powierza
wiernemu Stworcy dusze swoje" (1Ptr.4,19).
"Nie porzucajcie ufnosci waszej, ktora ma wielka zaplate. Albowiem
wytrwalosci wam potrzeba, abyscie, gdy wypelnicie wole Boza, dostapili
tego, co obiecal" (Heb.10,35-36).
"Pomyslcie o tym, ktory od grzesznikow zniosl tak wielkie sprzeciwy wobec
siebie, abyscie nie upadli na duchu, utrudzeni" (Heb. 12,3).
"Na swiecie ucisk miec bedziecie, ale ufajcie, Ja zwyciezylem swiat" (Jn.
16,33).
"Czynic dobrze nie ustawajmy, albowiem we wlasciwym czasie zac bedziemy bez
znuzenia. Przeto, poki czas mamy, dobrze czynmy wszystkim..." (Gal.6, 9-10).
"...posrod rodu zlego i przewrotnego, w ktorym swiecicie jak swiatla na
swiecie, zachowujac slowa zywota..." (Fil.2,15-16).
Bracia i siostry, swiat rozpaczliwie potrzebuje tego dobra, ktore my, jako
Bozy lud, mamy do zaoferowania. To jest dla nas czas, by utrzymac swoje
pozycje i nacierac, dzielac sie Jego nowina i miloscia. To jest czas postu
i modlitwy o narody, liderow, Kosciol i zgubionych. To jest czas, by unizyc
sie i gorliwie prosic Pana, by poslal swiatu przekonanie o grzechu,
zbawienie i przebudzenie. To jest czas, by poswiecic swoj czas, energie i
srodki na rzecz pomocy w zaspokajaniu fizycznych, emocjonalnych,
materialnych i duchowych potrzeb innych. Gdy ludzie szukaja nadziei,
prawdy, znaczenia, milosci i pokoju musimy zrobic wszystko, co mozemy, by
pomoc im odkryc to, o czym sami juz wiemy i co jest naszym
blogoslawienstwem – Pan jest odpowiedzia! W Nim samym jest zbawienie i
zycie, ktorego ludzie tak rozpaczliwie potrzebuja. Oby Pan nam dopomogl
uslugiwac jego laska w tej kluczowej godzinie!
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
*****************
SLOWO TYGODNIA - 19 kwiecien 2002
*****************
"Gotowe jest serce moje, Boze,
Gotowe jest serce moje,
Bede spiewal i gral."
Psalm 57:8
*****************
"Sumienie"
Lidia Sacewicz
"Tygodniak Chrzescijanski" (Grecja)
Kiedy sie w sobie uciszysz,
w najglebszym zakatku istnienia
jakis glos daje sie slyszec -
pewnie to glos sumienia.
Jak w rozstrojonych skrzypcach
czysto brzmiaca struna
wzywa inne, by z nia wspolbrzmialy,
tak glos sumienia cierpliwie
ostrzega, napomina:
zbudziles plaszcz swoj bialy!
I dotad dzwieczy w duszy
ta struna rozedrgana,
az akord zmieni brzmienie:
az w pokorze i skrusze
upadniesz na kolana
przed Tym, co dal ci sumienie.
*****************
"Zebrak"
"Samarytanka": http://www.chmk.kz.pl
Zostalo mi co najmniej 8 kajzerek z zakupionych artykulow spozywczych dla
uczestnikow szkolenia zawodowego. Modlilam sie przez 3 dni "Panie! Komu dac
te smaczne buleczki. Niech sie nie zmarnuja. Przyslij mi kogos glodnego.
Byl pochmurny wrzesniowy dzien. Siedzialam w pracy w moim biurze na VII
pietrze w duzym pokoju o 5-ciu oknach, nowoczesnie umeblowanym z wykladzina
dywanowa i wystrojem zamieszczonych kwiatow doniczkowych na scianach oraz
roletami o przytulnym niebieskim kolorze w oknach. Wtem otwieraja sie drzwi
i osmiela sie wchodzic zebrak. Skad tu taki czlowiek jak portier mogl
wpuscic takiego intruza? Nawet pomyslalam, czy nie zatelefonowac na dol do
portiera. Szczuply niski, delikatnej budowy o siwiejacych wlosach, w
kapeluszu mezczyzna mi podal legitymacje czy cos w tym rodzaj, ofuknelam
go, wzielam do reki, lecz natychmiast oddalam. Juz ja znam takich
naciagaczy. Mezczyzna wzial z powrotem ten kawalek papieru w celefonie i
szybko opuscil pomieszczenie. Zobaczylam jak nie wyprasowana mial
marynarke, wyprana lecz zalozona bez prasowania. Jakiez bylo moje
oburzenie, jak smial wejsc, raczej przyjechac winda? Lecz zamknelam drzwi-
przyszla refleksja do mojego umyslu. A moze to byl Pan Jezus w przebraniu?
Taki delikatny, czysty i cichy. Z pokora pomodlilam sie do Pana i za chwile
wyszlam na korytarz. Zawolalam do niego polglosem, lecz gdy mnie ujrzal
przyspieszyl kroku i poszedl w przeciwnym kierunku. Wrocilam do swojego
biura, usiadlam i zaczelam sie modlic. "Prosze cie Panie, daj mi szanse.
Przebacz mi moj egoizm i zlosc. Poza tym moglam go zaprosic, nakarmic,
napoic i uprzejmie z nim rozmawiac! Nie gniewaj sie na mnie Ojcze! Niech on
da do mnie zaufanie. Prosze spraw to. Amen" Zamknelam biuro, wzielam klucz
i poszlam go szukac wzdluz dlugiego korytarza, nastepnie na polpietro.
O jest! Stoi przy oknie i zastanawia sie, jak sie stad wydostac.
Podeszlam, przeprosilam go, a nastepnie uprzejmie zaprosilam do mojego
pokoju, nie znal jezyka polskiego, byl z Jugoslawii. Miala wrazenie, ze
jest zydem. Przyszlismy do pokoju, ja podalam herbate, usiadl przy stole
konferencyjnym, wyjelam buleczki, maslo, poledwice, papryke czerwona i
przygotowalam kilka kanapek. Usiadl i zaczal jesc. Ja uslugiwalam mu z
gorliwoscia, tak jakby samemu Jezusowi. Zostalo jeszcze 4 kajzerki.
Posmarowalam maslem. Wlozylam pozostale plasterki poledwicy, zapakowalam,
wlozyl je sobie do torby uszytej z lnianego zielonego materialu. Czym
jeszcze usluzyc mu? O tak! Rafaelki w oryginalnym plastikowym pudeleczku.
Wyjelam z lodowki, daj a on mowi "to drogie". Nie szkodzi, ze drogie, lecz
otrzymalam je przeciez w prezencie od kolezanki. Wypil herbate,
zapakowalismy wszystko, ogladnelam kartke napisana przez lekarza, ze zbiera
pieniadze na operacje nerki. Dalam kilka zlotych i wyszedl. Byl to
szczegolny zebrak.
*****************
"Siedemdziesiat lat sluzby dla Pana"
Lois J. Stucky
http://www.czytelnia.jezus.pl/herald/
Gdy Pan zabral Armina Gessweina 10 marca 2001 roku, brakowalo mu tylko
kilku miesiecy do siedemdziesieciolecia sluzby dla Pana. Bogu niech beda
dzieki za jego zycie i za to, czym ono bylo dla Kosciola!
2 sierpnia 1931 roku Armin Gesswein byl ordynowany w Kosciele luteranskim i
nastepnego dnia wyjechal do Long Island w Nowym Jorku, gdzie jako misjonarz
mial zakladac zbory. Na poczatku swojej sluzby, gdy brat Gesswein zabral
sie za osobiste studium ksiegi Dziejow, byl niezwykle poruszony faktem, ze
Pan Jezus wstepujac do nieba zostawil za soba spotkanie modlitewne. Armin
Gesswein nie byl obeznany ze spotkaniami modlitewnymi. Jego ojciec byl
luteranskim pastorem i syn znal jedynie praktyke modlitw recytowanych,
ktore popierane byly rowniez w czasie jego nauki w szkole i seminarium
luteranskim. Nie byl przyzwyczajony do praktyk "wolnej" modlitwy stosowanej
w kosciele w Jerozolimie.
Jednakze jego luteranskie wyksztalcenie nakazywalo mu prawdziwa biblijnosc
w sluzbie i szczerze tego pragnal. Dlatego, gdy w ksiedze Dziejow
przeczytal o spotkaniu modlitewnym, za pomoca ktorego Pan Jezus dal
poczatek Kosciolowi, uwaznie to odnotowal.
Pozniej napisal o tym okresie swego zycia: "Pragnalem biblijnej sluzby". A
Dzieje sa nie tylko historia, ale sa takze Slowem Bozym. Wlasnie zakladalem
zbor. I to samo robil Jezus, a zrobil to zbierajac grupe 120 czlonkow,
mocnych w modlitwie, nie tylko modlitwie osobistej, prywatnej, ale
modlacych sie razem: "trwali jednomyslnie w modlitwie wraz z niewiastami i
z Maria, matka Jezusa, i z bracmi jego" (Dz 1,14).
Gdy dalej czytal Dzieje, odkrywal kolejne spotkania modlitewne i zauwazyl,
ze w rezultacie Duch Swiety zstepowal z ogromna moca. Wzial to sobie jako
model dla kosciola, ktory zakladal. Rozpoczal nocne spotkania modlitewne w
soboty. Na pierwszym spotkaniu byly tylko cztery osoby, ale liczebnosc
rosla. Pozniej napisal: "To zawiodlo nas do pierwszego przebudzenia.
Zaczalem glosic z nowa sila "upamietanie dla odpuszczenia grzechow" (Lk
24,47) (nie tylko "odpuszczenie"... ale "upamietanie dla odpuszczenia" -
obydwa). Robilem to, czego Bog wymagal i to wystarczylo. Do dzisiejszego
dnia wiem, ze jest to droga do przebudzenia".
W tym czasie przebudzenia w nowo powstalym kosciele, gdy ludzie pokutowali
i nawracali sie, Armin Gesswein poczul powolanie Boze do sluzby
przebudzenia. Od czasu do czasu Pan prowadzil go do Norwegii, gdzie trwalo
przebudzenie. Gdy tam uslugiwal, nauczyl sie wielu waznych rzeczy o
przebudzeniu.
To przebudzenie w kosciele Long Island sklonilo brata Gessweina do
zgromadzenia uslugujacych z sasiedztwa na modlitwe o przebudzenie w ich
miejscach. O tych spotkaniach napisal: "Podczas wspolnej modlitwy uczylismy
sie tajemnicy prawdziwej jednomyslnosci, klucza do ksiegi Dziejow.
Prawdziwy ekumenizm. Nasza jednosc byla w Chrystusie - wieksza niz roznice,
ktore moglyby nas podzielic. Nigdy nie bylo miedzy nami walki ani nawet
szmerow - tylko milosc. A Duch Swiety dzialal swoja swieta obecnoscia i moca".
Oprocz tych cotygodniowych spotkan powstawaly coraz liczniejsze spotkania
comiesieczne, podczas ktorych roslo pragnienie przebudzenia. Od 1948 roku
dwa razy do roku mialy miejsce konferencje przebudzeniowe w Pacific
Palisades, z udzialem nie tylko uslugujacych, ale takze wiernych.
Brat Gesswein opowiada: "W 1949 roku na nasza konferencje w Pacific
Palisades przyjechal Billy Graham. W tamtym czasie duch modlitwy poteznie
dzialal na calym terenie. Niebo otworzylo sie nad namiotem, gdzie mial
spotkania i nad jego sluzba. Stamtad Bog wyprowadzil go na orbite
(narodowej i swiatowej uslugi)".
Choc Brat Gesswein czesto uslugiwal wielkim tlumom, nie omijal malych
zborow lokalnych. Do malego zboru na terenie Los Angeles, do ktorego
nalezalo kilku pracownikow Heralda, przyjechal na weekendowe seminarium
poswiecone modlitwie. Zalecal, bysmy rozpoczynali modlitwe dziekczynieniem.
Gdy modlil sie, dawal nam tego doskonaly przyklad. Jego pelne mocy,
bezposrednie i pelne zaufania modlitwy wzbudzaly wiare i sprawialy, ze
kazdy oczekiwal odpowiedzi.
Pewna kobieta wyznala, ze ona jakby modlila sie o rzeczy, ale nie czula,
zeby przebijala sie w modlitwie. Brat Gesswein gdzie indziej powiedzial, ze
Jezus nie tylko po prostu modlil sie o rzeczy, ale On przez modlitwe
przywolywal je. Jezus nie robil rzeczy; On wszystko powolywal do istnienia
w modlitwie. Jego zycie bylo naprawde zyciem modlitwy. Jego modlitwy byly
modlitwami wiary i oczekiwania i sa przykladem dla nas.
Armin Gesswein nie zwolnil z wiekiem. Mial ducha Kaleba, ktory majac 85 lat
powiedzial: "Daj mi te gore!", a potem nacieral, zeby objac ja w
posiadanie. Brat Gesswein nazywal to "zdobywaniem majestatycznych gor w
modlitwie". Nie mowcie o niemozliwosciach - napominal - ale o wyzwaniach!
Jesli napotykasz na rzeczy niemozliwe, sa "akurat dla modlitwy". Wyjasnial,
ze jesli wchodzimy na gore, uczymy sie, ze zanim dojdziemy na szczyt, ktory
jest naszym celem, po drodze sa mniejsze wzgorza, gory i doliny. Wszystkie
te napotykane przeszkody buduja wiare i miesnie modlitewne, potrzebne do
zdobycia szczytu.
Przyjaciel brata Gessweina opowiadal, ze na dzien czy dwa przed zawalem,
poprosil on o modlitwe o dwa brzemienia na jego sercu. Pierwszym bylo "aby
wprowadzic modlitwe do kosciolow jako atak przeciwko wrogowi na pierwszej
linii frontu". Drugim byla modlitwa o szkoly biblijne, by pomagaly
studentom w zrozumieniu wagi modlitwy.
Drogi przyjacielu, potezny wojownik modlitwy zostal odwolany sposrod nas.
Oby wielu z nas zaufalo Panu, ktory moze dopomoc nam uczyc sie od kogos
takiego, jak nasz brat i stac sie dzieki Bozej lasce i uzdolnieniu,
wojownikiem modlitwy, przez ktorego moze On dokonac rzeczy blizszych Jego
sercu!
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
--
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
*****************
SLOWO TYGODNIA - 12 kwiecien 2002
*****************
"...Teraz pojmuje naprawde, ze Bog nie ma wzgledu na osobe,
lecz w kazdym narodzie mily mu jest ten, kto sie Go boi i sprawiedliwie
postepuje.
Poslal On synom izraelskim Slowo, zwiastujac dobra nowine o pokoju przez
Jezusa Chrystusa; On to jest Panem wszystkich."
Dzieje Apostolskie 10:34-36
*****************
“Spojrzenie na wspolnote w Nouvelle Vie“
http://www.wiatr.media.pl/
Od momentu swego zalozenia w roku 1993 kanadyjska wspolnota Eglise Nouvelle
Vie (Kosciol Nowego Zycia) w Longueuil w prowincji Quebec, na poludniowych
obrzezach Montrealu wzrosla z 60 do 2200 osob. 80% czlonkow to osoby, ktore
zostaly chrzescijanami dzieki ewangelizacji. Pastor Claude Houde powierzyl
dynamiczne przywodztwo liczacej 10 osob grupie pasterzy -- mezczyzn i
kobiet, ktorzy kieruja nieustannie powiekszajacym sie zestawem diakonii.
Wraz z rozwojem sluzb i dostosowywaniem ich dzialan do potrzeb tego
dynamicznie rosnacego zgromadzenia, rowniez i budynki stale sie rozrastaja.
"Kosciol od momentu zalozenia jest ciagle placem budowy" -- zauwaza
koordynator Jocelyn Olivier, wskazujac glowa robotnikow wykonczajacych nowe
sale lekcyjne. "W ciagu 8 lat przeszlismy przez 5 glownych projektow
budowlanych." Olivier uwaza, ze szybki wzrost jest wynikiem dazenia do
doskonalosci, ktore charakteryzuje kazdy aspekt ich dzialania,
jednomyslnosci przywodcow oraz zarazliwej pasji lidera.
Gdy Houde zaczynal pasterzowac kosciolowi, mial, jak to nazywa "swieta
obsesje do zaspokajania ludzkich potrzeb." W swoim pierwszym nauczaniu
mowil o sluzbie ubogim na podstawie rozdz. 58 Ksiegi Izajasza.
Odpowiedzialnosc za ludzi w potrzebie jest "wbudowana w kod DNA kosciola"
mowi Olivier. W pierwszym roku swej dzialalnosci wspolnota zalozyla Akcje
Nowe Zycie (Action Nouvelle Vie) -- stanowiaca parasol prawny dla kilku
inicjatyw spolecznych.
Akcja Nowe Zycie dziala w magazynach wydzielonych z budynkow koscielnych.
Kazdego miesiaca ponad 3000 ludzi korzysta z banku zywnosci. Akcja obejmuje
rowniez sklep z ubraniami, bozonarodzeniowe prezenty, poradnictwo, pomoc
ofiarom przemocy i uzaleznionym oraz inne inicjatywy. (na fotografii obok
-- bozonarodzeniowy bankiet dla potrzebujacych).
Olivier opowiada o rodzinie z siodemka dzieci, ktora zostala usunieta przez
miasto z mieszkania. W mieszkaniu byla wilgoc i plesn na scianach. "To
miejsce rozpadalo sie. Znalezlismy dla nich czyste mieszkanie i
wyposazylismy w urzadzenia sanitarne, nakarmilismy ich i staneli na nogi.
Dzis sa wierzacymi i naleza do naszego zgromadzenia."
Wspolczucie, ktore motywuje wspolnote Nouvelle Vie do sluzby ubogim, jest
rowniez fundamentem innych dziel. "Z zapalem pomagamy ubogim, widzimy jak
ludzie znajduja zbawienie i pomagamy im wzrastac w wierze." -- mowi Houde.
Houde zauwaza, ze wiekszosc kosciolow w Quebec funkcjonuje wciaz w ten sam
sposob, jak wczesne koscioly protestanckie, gdy przybywali tu 50 lat temu
pierwsi misjonarze. W ostatnich 20 latach, wiekszosc kosciolow przestala
rosnac. "To nie jest stabilnosc, to stagnacja."
Houde dodaje, ze takie mnostwo nowych ludzi przychodzi do Nouvelle Vie
kazdego tygodnia, ze zmusza go to aby dzialal nowoczesnie i prowadzil
wspolnote w sposob, ktory przyciagnie ludzi spoza Kosciola. "Kosciol w
Quebec potrzebuje pokory i odwagi, aby osmielic sie przemyslec swoje
metody" -- twierdzi.
Oprocz niedzielnych nabozenstw, Nouvelle Vie proponuje cotygodniowe
spotkania malych grup i inne spotkania wedlug szczegolnych zainteresowan i
potrzeb. Piatkowe wieczorne spotkania dla mlodziezy gromadza okolo 300
osob. Wielu czlonkow kosciola szkoli sie w pobliskim Zielonoswiatkowym
Instytucie Biblijnym. Nouvelle Vie ma
rowniez swoja codzienna audycje radiowa i kolorowa gazete.
W miare wzrostu ilosciowego i wzrostu ludzi w wierze, Nouvelle Vie zaczelo
rozgladac sie poza swoje wlasne sasiedztwo. "Quebec nie mial dotad duzego
kosciola z wszystkimi poslugami -- mowi Houde -- Chcielismy to zrobic
pierwsi. Teraz zaczynamy tworzyc nowe wspolnoty."
Nouvelle Vie dalo do tej pory poczatek czterem nowym wspolnotom, kazda
liczy ponad 200 czlonkow. "Naszym celem jest dwa razy do roku stworzyc
mocna grupe okolo 200 osob, ktora moglaby byc samodzielna wspolnota. Chcemy
miec z nimi bliska relacje, ale nie chcemy ich prowadzic. -- mowi Houde --
Kazda wspolnota potrzebuje miec swoja wlasna tozsamosc i swoich przywodcow."
Wizja kosciola dla Quebec i francuskojezycznego swiata jest rozpalana przez
6-letnie doswiadczenie Houde'a w sluzbie wedrownego misjonarza. "Widzialem
przebudzenie w Azji. Widzialem przebudzenie w Poludniowej Ameryce. Kiedy
mysle o Quebec -- drze i placze." Houde mowi o potrzebach swoich ludzi ze
lzami w oczach. Potem jednak energia wraca do jego glosu: "Jestem bardzo
przejety. Przed nami sa lata zniw. Najlepsze, co Bog przygotowal, dopiero
nadchodzi."
04.04.2002 – Crosswalk
*****************
Nadeslala Renia Gorska
"Ciebie ustanowilem strozem"
Miroslaw Kulec
http://www.Jednosc.Jezus.pl
Chce sie z wami dzisiaj dzielic przeslaniem dla kosciola, przeslaniem Slowa
Bozego, ktore Pan dal dla Swojego ludu i wierze, ze to bedzie wyzwanie dla
was. Chcialbym, jezeli Bog pozwoli, podzielic sie z wami wyzwaniem dla
kosciola na temat stroza. Stroza nad Izraelem.
Przeczytajmy slowa proroka Ezechiela 33 rozdzial od 1 do 9 wersetu.
„I doszlo mnie slowo Pana tej tresci: Synu czlowieczy, przemow do swoich
rodakow i powiedz im: Gdy sprowadzam na jakis kraj miecz, a lud tego kraju
wybiera jednego meza sposrod siebie i ustanawia go swoim strozem, A ten,
widzac, ze miecz spada na kraj, zatrabi na rogu i ostrzeze lud, I ktos
ubslyszy wyraznie glos traby, lecz nie przyjmie przestrogi, i miecz spada i
porywa go, to krew spada na jego wlasna glowe. Glos traby uslyszal, ale nie
przyjal przestrogi, dlatego jego krew spadnie na niego samego, lecz ten,
ktory przestrzega, uratuje swoja dusze. Jezeli natomiast stroz widzi, ze
miecz spada, a nie zatrabi na rogu i lud nie zostaje ostrzezony, to gdy
miecz spada i porywa kogos z nich, ten ginie z powodu swojej winy, lecz
jego krwi zazadam od stroza. Ciebie wiec, synu czlowieczy, ustanowilem
strozem domu izraelskiego; gdy uslyszysz slowo z moich ust, przestrzezesz
ich w moim imieniu. Gdy mowie do bezboznego: Bezbozniku, na pewno umrzesz -
a ty nic nie powiesz, aby odwiesc bezboznego od jego postepowania, wtedy
ten bezbozny umrze z powodu swojej winy, lecz jego krwi zazadam od ciebie.
Lecz gdy ostrzezesz bezboznego, aby sie odwrocil od swojego postepowania, a
on sie nie odwroci od swojego postepowania, to umrze z powodu swojej winy,
lecz ty uratujesz swoja dusze.“
Po 11 wrzesnia, po tym, kiedy samoloty uderzyly w Stanach Zjednoczonych w
WTC, w czasie zamachu terrorystycznego znajdowalem sie po drugiej stronie
rzeki, w New Yersey dzielac sie tam Slowem Bozym. Bylem dosyc daleko od
miejsca, w ktorym doszlo do zamachu. Wszyscy chyba wiedza, o czym mowie. Po
11 wrzesnia pojechalem na ulice Mannhattannu i spotkalem sie z bratem
Wilkersonem. To byl ten dzien, w ktorym w Times Square Church (zbor brata
Wilkersona) zwiastowal kaznodzieja, ktory jest teraz pastorem, brat Carter
Conloon. Tytul tego kazania brzmial: Run For Your Life! (Ukiekaj, jesli ci
zycie mile!). Wielokrotnie sluchajac brata Cartera czy Davida Wilkersona,
szczegolnie David Wilkerson czestokroc wypowiadal takie slowa: „Nie jestem
prorokiem, ale jestem strozem i widze co nadciaga nad moj kraj. Wiem ze to
jest pokorny brat, ktory miluje Pana i nieraz padaly z jego kazalnicy w
Nowym Jorku slowa ostrzezenia.
Niedlugo potem poszedlem do sasiedniej dzielnicy Mannhattannu, dzielnicy
Soho i zobaczylem, jak na ulicach calowali sie homoseksualisci, meszczyzni
chodzili ze soba pod reke. Niechcaco wpadlem na calujaca sie pare
homoseksualistow. Usmiechali sie do mnie myslac, ze szukam partnera.
Ucieklem stamtad. Nic, nic nie poruszylo tych ludzi i nic nie zmienilo ich
podejscia do grzechu. W innym miejscu USA widzialem koscioly dla
homoseksualistow, gdzie kaznodzieja homoseksualista zwiastuje do par
homoseksualnych. Pary, kobieta z kobieta i mezczyzna z mezczyzna siedza i
nie boja sie Boga.
Przed zamachami Pan przemawial, ze jezeli Ameryka nie odwroci sie,
przyjdzie uderzenie. Kiedy spotkalem brata Davida chwile przed wyjazdem do
Moskwy, nie wiedzial jeszcze, co sie stanie. Rozmawialismy razem i mielismy
wspolny obiad. Podczas jego kazania w Moskwie David Wilkerson rozplakal sie
i nie mogl dalej zwiastowac Slowa Bozego. Ludzie nie wiedzieli dlaczego tak
sie stalo, ale kiedy brat David wyplakal sie, kontynuowal dalej swoje slowo
i powiedzial: „Po raz ostatni jestem w Rosji, nadciaga takie
przesladowanie, jakiego jeszcze nie widzieliscie ani o jakim nie
slyszeliscie. To, przez co przeszliscie do tej pory bylo niczym.
Niedawno w Nowym Jorku znowu podczas nabozenstwa w Times Square Church na
zbor zstapila potezna obecnosc Panska i Wilkerson znowu zwiastowal jak
stroz. Niektorzy z was na pewno czytali to kazanie. David Wilkerson
powiedzial takie slowa: „Nadchodza straszne czasy. Wkrotce na waszych
ulicach i w waszych zakladach ludzie beda z rozpacza i z placzem patrzec w
wasze oczy i beda pytac: dlaczego?. A wy macie wiedziec. Ale dla ludu
Bozego dal slowo: Nie bojcie sie. Wy sie nie bojcie, Ja was poprowadze
przez bezrobocie, przez nedze i biede.“ Ja sie nie boje. Mam przyjaciol,
ktorzy przeszli 17 lat gulagow. Mam przyjaciol, ktorzy przeszli wiezienia i
przesladowania dla Pana. Mam przyjaciol, ktorzy maja w szufladzie 3 wyroki
smierci i dalej zwiastuja Slowo Boze. Komunizmu nie ma a oni dalej zyja i
sa swiadkami, ze Bog moze przeprowadzic przez bezrobocie, przez biede i
nedze. Diabel chce zaslepic dzisiaj kosciol. Polska jest pod wplywem
zwiedzenia. Czarownica, ktora nazywa sie Anna Mendez przyjezdza i zwodzi
tysiace wiernych, dziesiatki zborow. Ludzie stojacy na czele kosciolow
zwodza lud i chca nas nazywac ksiezmi. Chca nas ubrac w koloratki i szmaty
takie same, z jakich ucieklismy. Chca nas wciagnac w ta sama niewole, z
ktorej wyszlismy. Zamiast zwiastowac powtorne przyjscie Pana i pocieszac
lud Bozy tym, ze Pan jest blisko, glosi sie radosc, smiechy, chichy i
tance. Chce wam powiedziec - jest moim przywilejem stac razem z bracmi i
przyjac to powolanie. Nie jestem prorokiem, ale chce byc strozem i
chcialbym dziasiaj sie dzielic z wami Slowem.
Diabel dzisiaj tak ustawil nasza cywilizacje, ze kiedy zaczynasz
zwiastowac, ze zbliza sie koniec, zaczynasz zwiastowac przeciwko magii,
zwiedzeniom i przesadom, to maja cie za wariata, bo tak ustawiono ich
umysl. Czlowiek Bozy wyglada jak szaleniec. Dzisiaj rano rozmawialem z
bratem Januszem i powiedzialem mu: „Wiesz, Bog sie nie wstydzi przyznac do
tego, ktorego nazywaja wariatem, ale to my sie wstydzimy przyznac do Boga,
ze nazwa nas wariatami.“ Jezus sie swoich nie wstydzi. Jego samego
oskarzono, ze ma demona i ze ma nie po kolei poukladane w glowie. Ale On
sie nie wstydzil. On sie przyznawal do Ojca, a nie do religii w ktorej zyl.
Ja wierze, ze pastor naszych czasow musi slyszec slowo od Pana. Jezeli nie
bede slyszal od Pana, jezeli nie bede mogl patrzec dalej niz patrzy swiat,
lepiej zeby mnie zbor zwolnil, zebym nie zajmowal miejsca, ktore Pan
wyznaczyl dla slugi Bozego. Lepiej zeby zwolniono pastorow i wyproszono ich
ze zborow jesli zaslepiaja narod Bozy zwodzac, ze ida lepsze czasy. Ja
wiem, ze nie moga przyjsc lepsze czasy. Bog nigdy nie bedzie blogoslawil
bezboznych narodow.
Nie jestem prorokiem, ale chce byc strozem i patrzec na to co nadchodzi.
Kim jest stroz? Stroz w tamtych czasach, kiedy Jeruzalem bylo otoczone
murami, w czasach rycerzy i poteznych armii, byl uzbrojony i pierwszy
musial ratowac miasto. Pierwszy musial stanac na strazy, pierwszy widzial
co sie zbliza i jego zadaniem bylo ostrzegac narod zyjacy ponizej murow
zajety swoimi sprawami, aby porzucil swoje sprawy i wyszedl na mury. Za to
nienawidzi was szatan, za to szatan nienawidzi kosciola, poniewaz widzimy
co knuje. Atakuje nas najmocniej od samego poczatku, bo widzi, ze jego
zamysly sa nam znane. Swiat tego nie widzi, ale wy macie to widziec.
Powinniscie miec tego ducha i widziec te rzeczy. Kosciol jest strozem.
Kosciol zostal ustanowiony jako stroz.
Wiecie, latwo przychodzi utozsamiac sie z bohaterami Biblii jezeli chodzi o
blogoslawienstwa. Nieraz slyszalem kazania, ze Abraham wierzyl i my mozemy
wierzyc, ze Dawid tanczyl i my mozemy zatanczyc. Tylko ze ci, ktorzy chca
tanczyc jak Dawid zapomnieli, ze zanim Dawid zatanczyl, zabil niedzwiedzia,
lwa, pokonal Goliata i sprowadzil obecnosc Boza do Jeruzalem i dopiero
wtedy zatanczyl. U nas jest na odwrot - niedzwiedzie biegaja, Goliaci
szaleja, lwy pustosza, a oni chca tanczyc. Latwo przychodzi utozsamiac sie
z bohaterami Biblii i powolywac sie na Enocha, Noego i to sa czasami
naprawde dobre rzeczy. Jak Abraham uwierzyl, tak my mozemy uwierzyc, jak
wielu swietych przez wiare otrzymalo od Pana tak i my mozemy otrzymac. Ja
nie mowie, ze nie. Chce wam powiedziec o zapomnianym aspekcie powolywania
sie na mezow Bozych. Jak oni byli odpowiedzialni przed Panem, tak i my
jestesmy. Oni odpowiadali za to co Bog na nich polozyl, za to co widzieli,
za swoje powolanie. Tak samo my odpowiadamy przed Panem. Jest
odpowiedzialnosc, nie tylko przywileje.
Wiecie, stroz ma widziec wszystko wczesniej, zanim wrog sie zblizy, zeby
ostrzec narod. Kiedy inni spia, stroz nie spi. Kiedy inni nie rozpoznaja
czasow i dni, stroz je rozpoznaje. Swiat jest zajety swoimi sprawami, ale
stroz ma patrzec dalej, na to co nadchodzi. A wy jestescie kosciolem. Nie
ma posrod was nikogo, kogo Bog zwolnil, bo nie wy Go wybraliscie, ale On
was wybral i On was powolal, abyscie szli i owoc przynosili. Apostol Pawel
pisal, ze sa ludzie, ktorzy spia. Ale wielu dzisiaj rowniez zasnelo.
Religia i bezpieczenstwo ukolysalo ich do snu. Kiedy wlaczylem w Ameryce
chrzescijanskie kanaly telewizyjne, to sa to najbardziej nieczyste kanaly
jakie mozna znalezc. Nie ma chyba bardziej nieczystych rzeczy niz tam sie
glosi. Zobaczylem ludzi, ktorzy wszystko co maja do powiedzenia to jak
modlic sie, zeby byc bogatym, jak modlic sie, zeby uzyskac harmonie
wewnetrzna. Ale po co daleko szukac w Ameryce, w Polsce znam pastorow,
ktorzy posylaja swoich ludzi na krzeselko do psychiatry, zamiast poscic i
modlic sie za nich. Religia i bezpieczenstwo ukolysalo braci do snu i
dlatego niczego nie widza.
Ja widze, ze cos sie zbliza, jest jeszcze daleko, ale wkrotce dojdzie.
Patrze na swiat i widze co sie dzieje. Gdyby ktos stal na srodku drogi i
widzial zblizajacy sie samochod, a na drodze bawiace sie dziecko i nie
ostrzegl by go, to cale zycie robilby sobie wyrzuty, ze nie zniosl tego
dziecka z drogi. Gdyby ktos widzial czlowieka, ktory spi na torach i
ujrzalby pedzacy pociag, to robilby wszystko, zeby go sciagnac z torow.
Jezeli ktos z was widzi waszych sasiadow, wasze rodziny i waszych bliskich
stojacych na srodku torow sadu Bozego, na srodku drogi stoja przeciwko Bogu
calym swoim zyciem. Chce wam dzisiaj powiedziec Slowo Boze: Nie
zapominajcie, ze bedziecie odpowiadac za tych, ktorzy przez was nie
uslyszeli. To tez jest napisane w Ewangelii. Ja przestalem juz sie bac.
Przestalem sie wstydzic. Glosze do was wprost.
Wlasnie buduje dom. Przyszedl do mnie raz czlowiek od elektryki, taki co
mial klasc mi przewody. Przyniosl papiery i wszystkie wazne plany. Rozlozyl
je i wszystko sie zaczelo od tego, ze akurat u mnie w domu grala muzyka
chrzescijanska. On mowi: „Och, jaka piekna muzyka. Taka muzyka uspokaja
dusze. A ja mu mowie: „Jak twojej duszy nie uspokoi Jezus, to nic ci ja nie
uspokoi. Muzyka nikogo nie uspokoi.“ On mowi: „Nie, nie. Wie pan, ja
skonczylem kurs samouzdrawiania.“ Ja mu mowie: „Sam sie nie uzdrowisz,
bogiem nie jestes.“ I zaczela sie rozmowa. Najpierw sluchal i tlumaczyl
sie, potem siedzial cicho, odsunal te wszystkie papiery z elektryka i
zaczal plakac. Wiecie, dziekowalem Bogu, ze moglem sie z nim dzielic Slowem.
Nie chce sie wstydzic mojego Pana! Moj Pan nie wstydzil sie mnie. A
dlaczego ja sie Go tyle lat wstydzilem? Wiecie, zawsze krecilem, ze to moze
tak nie wypada, ze to trzeba tak delikatnie, psychologicznie... Nie chce
tak dalej. Chce zwiastowac nastepujace poselstwo: Kosciol ma stac na murach
i musi zaczac ostrzegac. Musi zaczac ostrzegac. Wiecie, kiedys moi znajomi
w Bielsku-Bialej szli po torach, gdzie jezdzi pociag do Wapiennicy i
znalezli psa, ktory byl przywiazany do torow za przednie i tylnie nogi. Nie
mogli na to patrzec i odwiazali tego psa. Ten pies jeszcze lata zyl u nich
w domu. Cale zycie byl im wierny.
Pomyslalem sobie: ludzie psa nie mogli zostawic, a ja zostawiam sasiada
przywiazanego do torow. Zaczalem glosic inaczej. Zmienilem moje patrzenie
na wszystkie rzeczy. My musimy ich ostrzec!
Czasami stroz zaklocal spokoj tych, ktorzy mieszkali w miescie. Obywatele
spali i nie bylo to zbyt wygodne, kiedy stroz zaczal trabic. Ale my mamy
wolac i ostrzegac, bo po to jestesmy kosciolem. Juz dluzej nie mozesz sie
bac, ze bedziesz smieszny. Kiedy widzisz ze nadciaga niebezpieczenstwo - co
ty sie boisz, ze bedziesz smieszny!
Nie dziwcie sie, ze ten swiat sie smieje. On sie musi smiac. To duch tego
swiata sie smieje. Ale Jezus powiedzial, ze wy bedziecie plakac, a smutek
wasz w radosc sie przemieni. Na razie jest tak jak jest. Jeszcze Pana nie
ma. Jeszcze nie przyszedl, ale ja wiem, ze jest blisko. Bliski jest czas,
kiedy zabrzmi glos traby. Bliska jest ta chwila, kiedy zmarli w Panu wstana
pierwsi, kiedy Go spotkamy i kiedy juz na zawsze bedziemy z Nim. I to jest
dane jako pocieszenie dla kosciola. Tymi slowami mamy sie pocieszac.
Ludzie zyja ponizej murow i nie widza. A my zyjemy posrod nich tak zajeci
swoimi sprawami, ze rowniez niczego nie dostrzegamy. Stac na strazy nie
tylko znaczy, ze nie mamy spac, ale znaczy to, ze mamy stac na swoim
miejscu. Wiecie, dzisiaj zapomniano, co znaczy wola Boza. Wczoraj, kiedy
uslugiwalem moim braciom, powiedzialem: „Dzisiejsza mlodziez znienawidzila
slowa: dyscyplina i uczniostwo! Przyszedl czas, aby posrod mlodych i
starszych braci i siost nastal koniec tego lenistwa.“ Wiecie, dzisiaj
tworzy sie czlonkow zboru, dzisiaj sie klauna sprowadza do kosciola, zeby
nauczyl ludzi klaskac i tanczyc! Ale chce wam powiedziec - Jezus chcial,
bysmy uczniow tworzyli. Apostol Piotr napisal co znaczy uczniostwo: „Pan
cierpial i dal nam przyklad, abysmy wstepowali w Jego slady. A to wymaga
uczniostwa, to wymaga dyscypliny.“
Zyjemy w czasach, kiedy nie mozesz sie dluzej bac, ze bedziesz smieszny.
Nie mozesz sobie tak do polowy zyc. Powinniscie podjac decyzje czy chcecie
byc tymi, ktorzy widza i chcecie swiadczyc. Nie wazne ile masz lat. Nie
mozesz sie wytlumaczyc, ze masz osiemdziesiat albo pietnascie. Jestes
dzieckiem Bozym i nie ty Go wybrales, ale On ciebie wybral w jednym celu -
bys Mu przyniosl owoc, abys widzial to, czego swiat nie widzi.
Strozowanie nie znaczy, ze mamy duchowo spac, ale mamy byc w miejscu, w
ktorym nas Pan powolal. A to miejsce nie zawsze jest popularne.
Moje miejsce tez kosztowalo mnie popularnosc i przyjaciol. Byli
przyjaciele, ktorzy z mojego domu wychodzili trzaskajac drzwiami i pukali
sie w czolo. Niedawno ktos powiedzial, ze moje zwiastowanie jest
chloporobotnicze. A ja mowie: „Aleluja, chwala Bogu! Bede zwiastowal dla
chloporobotnikow, skoro ci inwalidzi duchowi wprowadzaja kosciol w
odstepstwo i zwiedzenie.“ Chca nas znowu przebrac za ksiezy. Ich
zwiastowanie to zwiastowanie niewiadomo dla kogo, potrafia lac wode
cala godzine i nic nie powiedziec. Glosza ewangelie rozwodniona i
rozrzedzona. Slyszalem jednego takiego. Zwiastowal slowo: „Izajasz - syn
optyczny. Napisane zostaly trzy ksiegi Izajasza i nie jest pewne, czy kazda
z nich jest natchniona Duchem Swietym.“ - Im odbija! To nie my jestesmy
nienormalni. Cale Slowo jest natchnione Duchem Swietym! Amen. Nikt mi nie
bedzie mowil, ze to jest wykopane, ze nikt nie wie, czy to napewno bylo. Ja
wiem jedno - nie musisz byc madry, zeby znac Pana, ale musisz dojsc do
Pana, musisz do Niego dotrzec.
Dzisiaj po poludniu opowiem wam swiadectwo pewnej prostej, nieuczonej
kobiety, ktora uratowala zycie swojego syna. Nigdy nie skonczyla szkoly
teologicznej, ale sam Pan Jezus przyszedl do jej domu.
Ty krzyczysz, wolasz, ostrzegasz a ludzie mowia na to: „Jak on moze! Jak
mozna glosic takie kazania! Jak ty mozesz miec taka opinie! Niekulturalny!
Przeciez trzeba szanowac innych.“ Ja szanuje ludzi jesli mowie to Slowo
Boze. Dzialanie diabla bedzie szczegolne w naszych czasach. Pozostalo mu
juz malo czasu. Bedzie przybieral postac aniola swiatlosci a my mamy stac
na strazy, ostrzegac i widziec.
To nie jest czas, zebysmy zajmowali sie nowym krokiem tanecznym w naszym
kosciele. To nie jest czas, zebysmy sie zajmowali jak byc bogatszym, jak
odniesc sukces. Brat Carter glosil takie slowa: „Uciekajcie, uciekajcie od
kaznodziejow, ktorzy was beda nauczac piec krokow do lepszej osobowosci,
dwadziescia krokow do rzucenia palenia, cztery kotwice duchowego zycia...“
Bylo takie kazanie, ktore glosil John Osteen, a sam chodzil w obstawie
ochroniarzy. Na co mi takie kazania, po co mi jego cztery kotwice duchowego
zycia, mnie nie stac na ochroniarzy.
My jako kosciol mamy stac na strazy, ostrzegac i widziec. Niech mowia co
chca. Ty masz stac z mieczem i zwiastowac to, co widzisz, bo Pan jest
blisko. Mieczem jest Slowo Boze. Stoj w swoim domu, stoj w swojej rodzinie
i wsrod przyjaciol z mieczem w reku.
Moj pastor Georg, ktory we mnie polozyl Slowo Boze, o dwunastej w
nocy przychodzil do mnie i wolal: „Wstawaj leniu jezeli chcesz byc drugim
pastorem w naszym zborze!“ Otwieram drzwi i pytam: „Co sie stalo?“
„Wstawaj! Spisz! Przyjechal grubas z Polski na misje i spac chce. Jezeli
chcesz sluzyc to choc ze mna.“ Ja mowie: „Cicho, dziecko mi obudzisz.“
„Uspisz je znowu.“
Ja mu dziekowalem.
Przychodzili do mojego domu tacy bardzo madrzy pastorzy pod krawatem, tam
gdzies z gory poslani i mowia: „Widzisz bracie Kulec, ty sie trzymaj daleko
od Georga. Wiesz, on raczej nie jest przez nas wszystkich uznawany.“ Ja
pytam: „Czemu wy go nie uznajecie?“ „Widzisz, kiedy on glosi, to sie ludzie
obrazaja. Mowie im: „Ja wam cos powiem, ja sie na niego obrazilem juz sto
razy, ale jedna rzecz sie nauczylem - ile pychy jest we mnie. On mi
pokazal, ze na tronie mojego zycia nie kroluje Jezus, tylko jasnieje pan
Kulec. Majestat, ktory sie obraza.“ Pastor Georg nauczyl mnie czegos.
Wiecie, ja sie nie smialem, ja plakalem. On mi pokazal, ze mojego Zbawce
nie miluje tak jak powinienem. Pastorzy mnie ostrzegali. A potem, kiedy
brat Georg potrzasal Slowem Bozym i grzesznicy sie nawracali, mielismy
zbor, ktory liczyl 300 bandytow i mordercow. Kiedy odszedl do Pana, zginal,
to oni wszyscy na pogrzebie lzy przelewali. Mowili: „Jaki dobry czlowiek
odszedl.“ To jest ta dyplomacja, ta polityka cala. Najpierw sie go niszczy,
a potem na pogrzebie sie truchleje.
Niech mowia co chca. Bog nas powolal na strozow, a nie na to, bysmy wiedli
religijne zycie. Popatrzcie dzisiaj na kosciol. To nie jest czas na
religijne i dyplomatyczne zycie. Weszlismy w inne czasy. Mamy glosic to, o
czym sie ludziom nie snilo przed dwudziestu laty. Najbardziej radykalni
kaznodzieje nie przypuszczali jakie rzeczy bedzie trzeba zwiastowac
kosciolowi. My nie mamy patrzec na to co mowia ludzie.
Pewien kaznodzieja stawal za kazalnica i mowil: „Ja mysle, ze to jest tak i
tak.“ A wtedy wszyscy kiwali glowami. „Ja uwazam, ze to jest tak i tak.“ I
wszyscy mu przytakiwali. Taki madry, uczony. Ale Pan mu pokazal w
modlitwie: „Ty nie Mnie glosisz, ty sie asekurujesz. Ty nie mowisz, ze to
Moje Slowo. Ty nie mowisz, ze to Ja mowie, tylko mowisz: ja tak mysle, tak
uwazam, taka jest moja opinia...“ Ten pastor wyszedl za kazalnice i zaczal
zwiastowac: „Tak mowi Pan!...“ oni go zaraz odsuneli i wyrzucili. Pozniej
drapal sie w glowe i rozmyslal: „Jak to jest, jak ich klamalem i
oszukiwalem to wszyscy mi przytakiwali, a kiedy im zaczalem glosic prawde,
to sie gniewaja.“
Zobaczcie co to sie dzieje! My nie mamy patrzec na to co ludzie mowia. Mamy
glosic Slowo od Pana.
Czasy sie zmienily. Sami mowicie o rzeczach, o ktorych dawniej nie
mowiliscie. Sami patrzycie na swiat mowiac: „Co to sie dzieje!“
Dzisiaj zamiast poszukiwania radosci powinnismy zobaczyc jak placze Pan. On
powiedzial, ze w ukryciu bedzie plakac. W ukryciu bedzie plakac. Bedzie
plakac, bo Jego lud nie poszedl ta droga, ktora mial pojsc. Biblia nam
powiada, ze nie wszyscy zwazali na ten glos.
„Postawilem tez nad wami strozow, aby wolali: Uwazajcie na glos traby! Lecz
oni odpowiedzieli: Nie bedziemy uwazali. Dlatego sluchajcie, narody, i
uwazajcie, pasterze ich trzod! Sluchaj, ziemio! Oto Ja sprowadze na ten lud
nieszczescie jako owoc ich zamyslow; bo na moje slowa nie zwazali i
pogardzili moim zakonem“ (Jer.6:17-19).
Dzisiaj Slowo Boze jeszcze raz was wzywa, ze przyjdzie dzien, kiedy na
odglos traby, na rozkaz Archaniola najpierw stana ci, ktorych ze lzami
chowalismy do grobu. A potem my, ktorzy zostaniemy przy zyciu bedziemy
pochwyceni, zeby stanac przed Panem. Kto jeszcze dzisiaj na to czeka? Kto
jeszcze dzisiaj tego oczekuje? Kto w to wierzy? Kto jeszcze o tym marzy?
Czasy sa zle. Ale zobaczcie - stroza nie bierze sie na dzien. Stroz jest na
czas nocy. Nadciaga ciemnosc. Nadciaga ogromna ciemnosc jakiej jeszcze
swiat nie widzial.
19 grudnia 2001 lekarz z New Yersey pojechal na Floryde. Wszystkie gazety w
Stanach o tym pisaly. Wszczepiono mu na reke czipa na probe. Jezeli proba
sie powiedzie, od przyszlego roku w Stanach Zjednoczonych rozpocznie sie
wszczepianie identyfikatorow na reke kazdego obywatela USA. Juz dzisiaj
propaganda w Ameryce mowi, ze tylko terrorysci beda sie wzbraniali zalozyc
ten czip. Ja wiem kto jeszcze nie bedzie chcial. Chrzescijanie beda
wliczeni w grono terrorystow. Naszego Pana pomiedzy zbojcow zaliczyli i was
przestepcami beda nazywac, bo jestescie Jego slugami i uczniami. Nie jest
sluga wyzej niz jego Pan, a uczen wyzej niz jego Mistrz.
Cztery tygodnie temu gazeta News Week opublikowala takie samo oswiadczenie,
ze i w Europie przygotowuja sie na wprowadzenie elektronicznych dowodow
osobistych.
Zobaczcie, wszystko jest przeciwko naszemu Panu. W Anglii gdybys kopnal
wiewiorke albo psa to cie policja zamknie i otrzymiesz kolegium, ale
dziecko mozesz usunac bez zadnych komplikacji. Powiedzcie mi czyja to jest
cywilizacja? Kto za tym stoi?
Ludzie ciagle pytaja co bedzie dalej. Co sie stanie z ludzmi, ktorym nikt
nie zwiastowal ewangelii? Dlatego czytalismy Ezechiela 33:6,
„Jezeli natomiast stroz widzi, ze miecz spada, a nie zatrabi na rogu i lud
nie zostaje ostrzezony, to gdy miecz spada i porywa kogos z nich, ten ginie
z powodu swojej winy, lecz jego krwi zazadam od stroza.“
Wiele braci dalej grzeje cieple siedzonka w kosciele zamiast byc tam, gdzie
ich poslal Bog. Bog prowadzil mnie i moja zone tysiace kilometrow, wyciagal
nas spod karabinow, spod wojny, z zepsutych samolotow i statkow. Bog
prowadzil nasze zycie, naszego synka mylismy woda z termosow mieszkajac w
samochodzie. Z jedna walizka wyruszylismy w podroz ale wracalismy
ublogoslawieni. Ludzie wyjezdzali na zachod, a nie przywozili tego, co my
przywozilismy ze wschodu. Bog dawal nam swoje bogactwa, wlewal Swoja
cennosc do naszych serc. Ubogacal nas i nie musielismy wyznawac jak stac
sie bogatym, nie musialem znac kazan: piec krokow do zdobycia bogactwa, moj
Bog uczynil mnie bogatym przez Swoja laske. Uczynil mnie bogatym: znam
Jezusa - to jest moje bogactwo.
Nie patrzcie na to, ze odrzucaja wasze nawolywania. Oni nie was odrzucaja,
oni Jego odrzucaja. Glosmy Chrystusa calym naszym zyciem, bo na naszych
rekach nie moze byc ich krwi. Pamietaj, jestes winny! Jestes winny Panu,
abys szedl i owoc przynosil.
„Na twoich murach, Jeruzalem, postawilem strozow: przez caly dzien i przez
cala noc, nigdy nie umilkna. Wy, ktorzy wyznajecie Pana, nie milczcie!“
(Izaj.62:6). Czy wyznajecie Pana? A wiec nie milczcie!
Stroz powinien mowic, nie smie milczec. Nie moze szukac sobie wygod i
spokoju! Ezaw tez szukal spokoju i wszystko co mial, swoje pierworodztwo,
dal za zupe. Siedzial z micha zupy i mial nareszcie spokoj tak jak tego
chcial. Tylko, ze kiedy sie zupa skonczyla - znowu nie mial spokoju.
Dzisiaj wielu ludzi oddalo to wspaniale synostwo Boze za chwile spokoju, za
to, zeby troszeczke sie pocieszyc, za to, zeby ciut, ciut sobie ulzyc w
trudnym zyciu.
Stroz nie powinien szukac sobie spokoju i wygod. Czasami chce mi sie
plakac, kiedy slysze swiadectwa braci i siost jak mowia: „O, Bog dal mi
nowa prace.“ Lecz praca spowodowala to, ze nie ma go w zborze, w sluzbie,
nie ma czasu na modlitwe i Slowo, dzieci zaniedbane, zona zaniedbana...
Zyje jak wszyscy inni i mowi, ze Bog dal mu prace. Bog nie da ci pracy,
ktora cie wyprowadzi z domu Bozego. Ludzie dzis pracuja i w niedziele i w
tygodniu jakoby ich powolaniem bylo zaopatrywac swoj dom, a nie sluzyc
Panu. Wy, ktorzy wyznajecie Pana, nie milczcie!
Owszem Slowo Boze mowi: „Kto nie chce pracowac, niechaj tez nie je“
(2.Tes.3:10). Ale Bog dal nam odpowiedzialnosc. To co jest duchowe, staje
sie bardziej realne w naszych czasach niz to co fizyczne. Sfera fizyczna
zaczyna sie rozlatywac i musi sie rozleciec.
Stoje za kazalnica i glosze. Powiedzialem kiedys do mojego zboru: „Ja wiem,
ze moge wam glosic inne kazania. Moge wam glosic kazania pelne dowcipow,
pelne usmiechow, pelne miodziku. Moge wam glosic takie kazania, ale nie
zamierzam tego robic, bo was kocham i chce was wszystkich zobaczyc po
drugiej stronie tej rzeki. Nie jestem wrogiem waszym, ja was kocham.“ Amen.
Biblia opisuje dwie kobiety. Gdybyscie uwaznie czytali Ksiege Salomona, to
ona opisuje pewna prostytutke, jak stoi na rogu ulicy i zacheca. To jest
odstepczy kosciol, ktory zacheca swoimi bogactwami, neci ludzi: „Choc,
bedziesz bogaty, choc, juz nigdy nie bedzie ci zle.“ Prostytutka stoi i
usmiecha sie. Ale jest tez piekna oblubienica. Do niej prowadza tylko jedne
drzwi. Jest jeden Pan, inaczej wejsc sie nie da. Ona jest piekna, zadbana i
jest tylko jeden, ktoremu chce sie podobac.
Cos sie zmienilo, braciaj siostry. Czy odczuwacie to? Czy dostrzegacie te
zmiany, ktore zachodza na swiecie? Jakby przygasa swiatlo. Nastaje
ciemnosc. Nam jednak zablysnie Chrystus. Ale wiecie ilu ludzi zostanie w
strasznej ciemnosci? Na tym swiecie podnosza sie silne wiatry. Jeszcze
troche a potem jak troskliwy rodzic Bog zawola swoje dzieci do domu. Chwala
Bogu.
Kiedy bylem malutki, bawilem sie w piasku przed naszym domem. Wyroslem i
wychowalem sie w niechrzescijanskiej rodzinie w Bielsku-Bialej.
Mieszkalismy w blokach. Przed blokiem byla piaskownica i bawilem sie w
niej. Zachmurzylo sie i zrobilo sie ciemno. Nie zwracalem na to uwagi.
Otworzylo sie okno, z okna popatrzyla mama i zawolala: „Chodz szybko do
domu. Obiad jest gotowy i deszcz sie zbliza!“ Pobieglem do domu, zjadlem
obiad, a potem siedzialem w oknie i patrzylem na oberwanie chmury.
Polecialy strugi wody. Zalalo piaskownice. Tam gdzie przed chwila sie
bawilem byla kaluza.
Tak jak wtedy zawolala mnie mama, jeszcze raz mnie Ktos zawola.
Kochani, robi sie coraz ciemniej, wkrotce zgasnie swiatlo. A Bog was
wybral, nie wy Go wybraliscie!
Niedawno uslugiwalem w Meksyku. Poszlismy na wysypiska smieci, gdzie
mieszkaja malutkie dziewczynki i chlopcy! Piecioletnie, szescioletnie,
siedmioletnie dzieci mieszkaja w pudlach tekturowych razem z psami i
swiniami bez rodzicow, bez nadziei, bez zadnych szans. Domy dziecka sa
przepelnione, nedza panuje w Ameryce Lacinskiej, straszna nedza,
balwochwalstwo, magia.
Pewnego razu do domu dziecka przyjechalo malzenstwo. W Meksyku zyja nie
tylko biedni ludzie. Meksyk jest takim krajem, w ktotrym zyja bardzo bardzo
biedni i ekstremalnie bogaci. Przyjechalo malzenstwo, ja nie wiem ile
dziesiat tysiecy dolarow musial kosztowac ich samochod, ktorym przyjechali,
to byl jakis Lamborghini lub Ferrari, ja sie nie znam na tym. Wysiadla
mloda, zadbana kobieta wraz z mezczyzna i poszli do domu dziecka. Okazalo
sie, ze zalatwili sobie prawo adopcji jednego dziecka. Wychowawczyni
przyprowadzila grupke malych, wynedznialych dzieci. Kobieta i mezczyzna
stali i przygladali sie tym dzieciom. Jeden malutki chlopiec z wielkimi
wynedznialymi oczami stal i patrzyl na nich. Ona pokazala na niego. Reszte
dzieci wyproszono, tego malucha posadzili na krzeslo, kobieta podeszla do
niego i mowi: „Sluchaj, maly. Chcemy cie wziac teraz do restauracji na
dobry obiad. Czy chcialbys jechac z nami?“ On mowi: „Tak, chce jechac z
wami.“ „Ale jak zjesz obiad, to chcemy cie zabrac do sklepu z zabawkami,
zebys wybral sobie taka zabawke, jaka ci sie wymarzy. Ktora chcesz to ci
kupimy. Chcesz jechac z nami?“ Jeszcze wieksze oczy mu sie zrobily: „Tak!“
„Wiesz, przygotowalismy ci piekny niebieski pokoik. Bedziesz mial swoje
lozko i tyle zabawek, ile zechcesz. Czy pojedziesz z nami?“ On mial oczy
ogromne: „Tak, jade z wami!“ Wzieli go za reke i wyprowadzili. Wsadzili do
drogiego samochodu ta nedzna sierote i dali mu prawdziwy dom. Bylo po nich
widac, ze to dobrzy ludzie.
Myslalem o tym. I nagle do mnie doszlo: Bog nas wybral posrod tysiecy ludzi
i powiedzial tobie: „Sluchaj, przygotowalem ci stol i przygotowalem ci
miejsce. Czy chcesz isc za mna?“ To jest realnosc adopcji ktora dal nam
Pan. Bog dal nam adopcje, dal nam prawo stac sie dziecmi Bozymi. Do mojego
zycia przyszedl sam Pan Jezus i powiedzial: „Mirek, przygotowalem ci
miejsce abys byl razem ze mna, stol jest zastawiony, miejsce gotowe. Czy
chcesz isc za mna?“ Amen. Ja pragne kroczyc za moim Panem! To jest realnosc
adopcji u samego Pana. Pomyslcie, ten, ktory przychodzi zastawil stol,
przygotowal miejsce i zabiera mnie, wynedzniala sierote do siebie. Dal mi
prawo nazywac sie dzieckiem Bozym i dal mi prawo, abym powiedzial o tym
innym - miejsca jest dosyc. Kazdy kto chce, moze wejsc. Nawet spod plotu
mozna go zabrac i zaprowadzic.
Przyszedl czas, kiedy zbiera sie na uczte ludzi spod plotow, bo religia nie
chce sie pofatygowac. Dlatego chodzimy i zbieramy tych podplotnikow, tych
wloczegow, chodzimy do wiezienia i do domu dziecka.
Cudowne jest dla mnie, kiedy mysle o tym dniu na Golgocie, o dniu, w ktorym
smierc stracila klucze do mojego zycia. Wolajmy innych, dopoki drzwi sa
otwarte. Wolajmy, bo jeszcze ciagle arka stoi otwarta, ciagle rece Jezusa
sa wyciagniete. Zanim sie nawrocilem, walil sie moj swiat. Patrzylem na
ludzi, bylem zwyklym osiedlowym pijakiem bez nadziei i bez przyszlosci.
Ludziom udawalo sie w zyciu, a mnie sie swiat walil. Dzisiaj wszysko
dookola sie wali ale moj swiat stoi niezachwianie, moja firma stoi dobrze,
moj kosciol stoi dobrze, bo Bog ulozyl moje zycie i Boze dzielo w moim
zyciu stoi niewzruszenie.
11 wrzesnia 2001 znajdowalem sie w New Yersey. Niedaleko od nas, w Nowym
Jorku palily sie dwa bloki. Zobaczylismy ludzi, jak skacza ze 107. pietra.
Paliwo lotnicze, ktore palilo sie pod nimi spowodowalo taka temperature, ze
powietrze majace kilkaset stopni ruszylo korytarzami w gore do biur i do
pomieszczen, w ktorych pracowali ludzie. Na biurkach i stolach topily sie
rzeczy - taka byla temperatura powietrza. Ludzie wychodzili poza okna i
niektorzy zaczeli skakac. Strazacy opowiadali, ze czlowiek, ktory spada ze
107. pietra uderza o ziemie, odbija sie dwa metry w gore rozpryskujac sie
na krwawa miazge i jeszcze raz leci w dol. Taka jest sila. A mimo to ludzie
skakali. Zar byl tak wielki, ze nie mogli wytrzymac.
Czym jest ten zar w porownaniu z zarem piekla? Duzo wiekszy bedzie ogien,
placz, zgrzytanie zebow i jeki. Tam moze stac ktos, komu ja nie
zwiastowalem Jezusa! Zwiastowalem mu moja teologie, moja elegancka uczona
rameczke, lecz nie zwiastowalem mu zywego Jezusa!
Niedlugo sobie moze wszyscy koloratki ubierzmy, bedziemy chodzic i udawac
waznych ludzi. Kiedy Jezus patrzyl na takich ludzi, to zobaczyl, do czego
moga doprowadzic czlowieka.
Samo czytanie Biblii, zeby czuc sie lepiej i zeby byc waznym moze
doprowadzic do tego, ze sam Pan pewnego dnia powie innym ludziom o nas:
„Strzezcie sie uczonych w Pismie i faryzeuszy.“ Ich zyciem sa dlugie szaty,
pierwsze miejsca w synagogach, wieczne gadanie i rozsadzanie, wieczne
debatowanie - oto ich powolanie! To jest to czym oni zyja. Chodzenie i
ubieranie sie zeby szukac autorytetu. Ale to nie jest autorytet Chrystusa,
to jest autorytet innej religii, to autorytet polityki. Nie tego w nas Pan
szuka! Jest tylko jedna rzecz, ktora Bogu pachnie - won Chrystusowa.
Juz nie patrz na to, ze sie z ciebie smieja. Nie patrz na to, ze cie
odrzucaja, bo to nie ciebie odrzucaja i nie z ciebie sie smieja. Przez
dlugi czas drzwi w arce Noego byly otwarte. Noe popatrzyl na droge - nikt
ta sciezka nie szedl. Byl sam, uznany przez swiat za wariata. Tylko wariat
buduje statek na pustyni. Nadszedl dzien, kiedy drzwi w arce sie zamknely.
Wtedy Noe ujrzal tlumy biegnace z trwoga do arki, lecz drzwi byly zamkniete.
Jezus ciagle stoi z otwartymi rekami i czeka. Jezus, ktory jest jedyna
realnoscia.
Zastanawialem sie kiedys nad tym i pomyslalem co by bylo, gdbym przyszedl
do was do domu a wy sprzedalibyscie mi cien swojego samochodu. „Wiesz co
Mirek, samochod potrzebuje, lecz moge ci sprzedac jego cien. Czy
chcialbys?“ A ja bym powiedzial: „Oczywiscie, sprzedaj mi.“ Podpisalibylmy
umowe. Kupilbym cien twojego samochodu, a ty zachwalalbys mi rocznik i
marke. Tobie zostalby samochod, a ja kupilbym jego cien. Smialibyscie sie
ze mnie, powiedzielibyscie: „Patrzcie, on nie wszystko ma poukladane.“
Wiecie, smialbym sie z tego gdyby to nie byl dramat. Kazdego dnia tysiace
ludzi zyja tym co jest cieniem. Kupuja i sprzedaja cienie, pracuja dla
cieni. Buduja to co jest tylko cieniem. Nawet poboznie wygladajace rzeczy
sa nazwane przez Biblie cieniem. A rzeczywistoscia Biblia nazywa tylko
jednego - Jezusa Chrystusa. Reszta to cienie.
Kiedys powiedzialem do zboru: „Chcialbym zeby mnie Pan Jezus juz zabral.
Juz mi sie nie chce tu siedziec. Wszystko mi juz jedno, nic mnie juz nie
cieszy. Niczego mi sie nie chce. Wszystko co mnie cieszy to Slowo Boze.“
Wszyscy mi przytakiwali. Jedynym kto mnie sprowadzil na ziemie byl moj
brat, ktory dzwonil po nabozenstwie do mnie i mowi: „Sluchaj Mirek, nie
badz leniem. Przyjdzie czas, On wie kiedy. Ale na razie jest robota ktorej
nie zrobiles. Pracuj, a Pan wie kiedy cie zabrac. Czekaj na Pana i badz
gotowy, ale nie zapominaj, ze jest dzielo Panskie i dopoki go nie
zakonczysz, nie bedziesz mogl powiedziec, ze wola Boza sie wypelnila.“
Pan powolal was abyscie jak stroze patrzyli. Slyszycie co sie zbliza?
Slychac odlegle grzmoty ale coraz bardziej przyblizaja sie. Slychac jak
burza sie zbliza. Jestem jak maly chlopiec - czekam az otworzy sie okno i
mama mnie zawola. Czekam na Pana az mnie zawola. Robmy swoje - i Bog dal
nam ku temu narzedzia i mozliwosci - ale oczekujmy na Pana i Jego przyjscie
i trwajmy w Nim na codzien. Amen.
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
*****************
SLOWO TYGODNIA - 5 kwiecien 2002
*****************
"Bo jesli ewangelie zwiastuje, nie mam sie czym chlubic;
jest to bowiem dla mnie koniecznoscia; a biada mi,
jeslibym ewangelii nie zwiastowal.
Albowiem jesli to czynie dobrowolnie, mam zaplate; jesli
zas niedobrowolnie, to sprawuje jedynie powierzone mi szafarstwo.
Jakaz tedy mam zaplate? Te, ze zwiastujac ewangelie czynie to darmo,
aby nie korzystac z prawa, jakie mi daje zwiastowanie ewangelii."
1 Kor 9:16-18
*****************
"Pasterzem moim jest Pan..."
Grazyna Manturzyk (Kanada),
Marta Gmurczyk (USA)
Malgosia Thatcher (USA)
listy przeslane na Chrzescijanska Liste Polonijna:
http://www.polska-misja.com/chlp.html
***
Szukam kogos, kto moglby sie skontaktowac z moja kolezanka z Hatsville
kolo Washington, D.C,(U.S.A) ktora bardzo potrzebuje pomocy.
Grazyna
***
Kochani,
Pragne sie z Wami podzielic pewnym swiadectwem i poprosic Was o dalsze
wsparcie modlitewne w tej sprawie. W sierpniu, zeszlego roku na tej liscie
Grazyna umiescila wiadomosc z pytaniem czy ktos nie moglby zadzwonic do
dziewczyny, ktora wlasnie przyjechala do USA i przechodzi bardzo ciezki
okres. Okazalo sie, ze ta dziewczyna (ma na imie Malgosia) mieszka calkiem
blisko mnie, i zaraz po przeczytaniu wiadomosci zadzwonilam do Malgosi.
Malgosia byla w bardzo zlym psychicznym stanie, czula sie zagubiona,
samotna w dodatku w pierwszych miesiacach ciazy, ktorej z mezem tak
wczesnie nie planowali i mieli tez troche klopotow finansowych. Wyobrazcie
sobie, ze w tym samym czasie dostalam wiadomosc, ze instytucja zajmujaca
sie wyplacaniem odszkodowan dla ofiar wojennych, potrzebowala kogos z
umiejetnoscia jezykow obcych, i te wiadomosc przekazalam Malgosi. Malgosia
dostala ta prace poznala tam duzo przyjemnych osob, ta kze ta praca dala
jej mozliwosc zalatwienia ubezpieczenia medycznego ktore to zaczelo sie 1
marca. 1 marca tez Malgosia zostala odwieziona do szpitala, bowiem okazalo
sie ze zaczyna sie predwczesny porod (34 tydzien ciazy), ktory lekarze
probowali zatrzymac bezskutecznie, i Malgosia urodzila 2.5 kg dziewczynke
ktora znajduje sie pod opieka bardzo dobrych neontologow i wyglada na to,
ze wszystko bedzie dobrze, bo Hania zaczyna juz jesc, rosnie...
Prosze, wspomozcie Malgosie i mala Hanie modlitwa. Ja dziekuje ze moglam
byc narzedziem w rekach Boga i kontynuowac cos dobrego co zaczelo sie na
tej liscie.
Serdecznie pozdrawiam Wszystkich.
Marta
***
Witam!
To ja jestem opisywana przez Marte Malgosia i pragne wam wszystkim
ppdziekowac za modlitwe. Hania rosnie, jest zdrowa i oglada Bozy swiat
swoimi pieknymi oczkami. Dziekuje za ta liste, bo dzieki niej odmienilo sie
tutaj moje zycie. W dniu, kiedy zadzwo ni la Marta bylam w strasznym
stanie, choc bylo poludnie nadal lezalam w lozku patrzac w sufit
przysypiajac i placzac na zmiane. Telefon Marty zmienil moje zycie o 180
stopni, zmobilizowalam sie, poszlam na interview, dostalam prace "od
pierwszego kopa" i spedzilam 6 miesiecy w bardzo milej atmosferze
miedzynarodowej organizacji. Poznalam nowych przyjaciol, znow poczulam, ze
jestem pomocna choc praca nie sprawiala mi trudnosci i byla idealna na
okres ciazy. Dzisiaj, choc z malenstwem przy piersi jestem pelna energii i
przeganiam zle mysli modlitwa. I to wlasnie modlitwa wasza, Marty, moich
przyjaciol w Polsce uratowala mnie od depresji. Chociaz mala urodzila sie
za wczesnie i byla na oddziale intensywnej terapii to ja ani przez chwile
nie zwatpilam, ze wszystko bedzie z nia dobrze, te wiare dala mi wiara w
Boga i Jego moc, o ktorej sie wielokrotnie w zyciu przekonalam. Pan Bog
strzegl mnie i mala Hanie: moje ubezpieczenie zaczelo dzialac dokladnie w
dniu, kiedy zn alazlam sie w szpitalu mialam wizyte u poloznej wyznaczona w
dniu, kiedy zaczela mi sie przedwczesna akcja porodowa, wyslano mnie do
szpitala gdzie jest oddzial neonatologii 3 stopnia (tylko 3 w okolicy DC
takie maja) wiec mala od razu byla w rekach specjalistow, moj ciezki porod
odbieral lekarz najlepszy wlasnie w porodach kleszczowych a dyzurny
neonatolog okazal sie byc szefem oddzialu i wybitnym specjalista. Caly
czas, nawet jak to sie wszystko dzialo mialam wrazenie, ze Bog jest tuz
obok mnie, ze nic mi nie grozi, ani mnie ani dziecku. Oczywiscie balam sie
tak po ludzku i matczynemu ale tam w srodku byla i jest ta niesamowita
pewnosc, ze On jest, wiec czego mam sie lekac. Kiedy lezalam na porodowce
przygotowywana do zabiegu, podlaczona do aparatury i przerazona, spiewalam
sobie po cichu wersety psalmu o Dobrym Pasterzu "Pasterzem moim jest Pan ,
nie brak mi niczego. Chocbym chodzil przez ciemna doline, zla sie nie
ulekne bo Ty jestes ze mna". Dlacze go wlasnie to chcialo mi sie spiewac w
takiej chwili?
To wspaniale, ze istnieje taka lista, to wspaniale, ze tworza ja tacy
wspaniali ludzie. Dziekuje.
Malgosia
*****************
"Obys rozdarl niebiosa!"
http://www.af.com.pl/
Peter Wenz
Autor jest pastorem liczacego okolo dwoch tysiecy zboru Der Biblischen
GlaubensGemeinde w Stuttgarcie. Jest to jeden z najszybciej rozwijajacych
sie zborow w Niemczech. Peter zostal pastorem tego zboru na poczatku lat
osiemdziesiatych, gdy kosciol mial wowczas kilkudziesieciu czlonkow. W
nauczaniu pastor Wenz silnie akcentuje moc modlitwy jak i kladzie duzy
nacisk na objawienie Bozego charakteru, wladzy i mocy.
,,Obys rozdarl niebiosa!" (Izajasz 64,1) Co za potezny krzyk proroka! Ktoz
w ogole moglby rozedrzec niebiosa, jesli nie sam Bog? Niech sam Bog zstapi
w swojej mocy i wspanialosci! Niech nic wiecej nie powstrzymuje Go. Niech
Jego oblicze poruszy te ziemie widocznie i doswiadczalnie. To byl krzyk
Izajasza sprzed okolo 2750 lat!
Co jest wolaniem twojego serca? Co cie porusza? Jak spedzasz swoj czas? O
czym rozmyslasz dniem i noca? Biblia mowi: ,,Z obfitosci serca mowia usta".
To, co wypowiadasz i o czym najczesciej mowisz, jest najprawdopodobniej
tym, co zajmuje twoje wnetrze. Nie ma niczego wazniejszego od poswiecenia
czasu na modlitwe i spolecznosc z Bogiem. Nic nie moze tego zastapic. Nic
nie zmieni bardziej naszego swiata i nic nie bedzie ksztaltowac ciebie
samego bardziej niz wspolny czas z Bogiem. Co sie stanie, gdy Bog rozedrze
niebo i zstapi, a Jego oblicze poruszy ziemie?
Sam Izajasz daje nam odpowiedz: ,,Oby bylo objawione twoje imie twoim
nieprzyjaciolom, tak ze narody beda drzec przed toba, gdy czynisz dziwne
rzeczy, ktorych nie oczekiwalismy!" (Izajasz 64, 2-3) Dokladnie to, wedlug
wypowiedzi Jezusa, musi sie wydarzyc, zanim On sam powroci na ziemie w mocy
i chwale. ,,I bedzie gloszona ta ewangelia o Krolestwie po calej ziemi na
swiadectwo wszystkim narodom, i wtedy nadejdzie koniec". (Ew. Mateusza
24,14) Obietnica ta nie urzeczywistni sie i nie dojdzie do skutku przez nic
innego, jak tylko usilna, wytrwala modlitwe! W zwiazku z tym Izajasz mowi
takze: ,,Czego ucho nie slyszalo i oko nie widzialo oprocz ciebie, Boga
dzialajacego dla tego, ktory go oczekuje". (Izajasz 64, 4b)
Jesli o mnie chodzi - wierze w totalne przebudzenie modlitewne! Ludzie,
mezowie i kobiety znowu beda sie uczyc wyczekiwac na Pana i nie dadza sie
odwiesc od swego zdecydowania w ciaglym szukaniu Boga, przypominajac Mu o
Jego obietnicach, porusza Jego silnym ramieniem poprzez swoje wolanie do
Niego dniem i noca, i nie milczac, nie dadza Mu spokoju, dopoki nie
odbuduje Jeruzalemu, swojego ludu, czyniac go przedmiotem chwalenia na
ziemi (Izajasz 62,1-7; Psalm 122). Ci ludzie - sa poteznymi bojownikami w
modleniu sie - moze nie zauwazalnymi dla swiatowej publiki, ale stojacymi
dokladnie w centrum uwagi Wszechmogacego Boga. Ich modlitwy, jak won
kadzidla wznosza sie do gory, do Jego tronu. Nikt i nic nie moze ich
powstrzymac, tak jak gwaltowni ludzie porywaja Krolestwo Niebios (Ew.
Mateusza 11,12). Wszyscy maja pelne pokory i oddania usposobienie.
Zdecydowali sie bezwarunkowo ukorzyc pod mocna reka Boga, zrzucajac
wszystkie swoje troski na Niego, poniewaz wiedza, ze Jemu zalezy na nich (1
Piotr 5,6-7)! Nie szukaja swojej chwaly, gdyz wiedza, ze przyniosloby to
ujme ich smialej relacji z Bogiem (Ew. Jana 5,41-44; 8,50). Sa ludzmi
proroctwa i daja sie we wszystkim prowadzic przez Ducha Bozego, a duch
proroctwa swiadczy o Jezusie! Charyzmaty Ducha Bozego dzialaja przez nich z
wielka naturalnoscia. Nie jest dla nich wazne to, do jakiej denominacji lub
wyznania naleza, lecz sam fakt, ze swymi modlitwami sluza Bozemu Cialu i
samemu Panu. Blogoslawia nieprzyjaciol, blogoslawia tych, ktorzy ich
przeklinaja, czynia dobrze tym, ktorzy ich nienawidza. Wstawiaja sie w
modlitwie za wiele ludzkich potrzeb egzystujacych wokol nich. Rozwiazuja
Boza ochrone. Sa ludzmi spiewajacymi Panu dziekczynne piesni, oddajacymi
Jemu czesc, nie boja sie atakow ciemnosci. Dzieki intensywnej spolecznosci
z Panem staja sie coraz bardziej ludzmi milosci. Nienawidza grzechu,
letnosci i ociezalosci. Szukaja przede wszystkim Krolestwa Bozego i jego
sprawiedliwosci, zyjac w swiadomosci, ze Bog daje im wszystko, czego
potrzebuja do zycia (Ew. Mateusza 6,33). Oni to wlasnie sa tymi, ktorzy
pociagaja za soba wielu, wielu innych ludzi. W ich zyciu mozna zobaczyc, ze
warto zaplacic cene oddania sie Panu. Mozna z nich czytac, co to znaczy byc
blogoslawionym w Chrystusie wszelkim duchowym blogoslawienstwem na wyzynach
niebieskich (Efezjan 1,3).
Czy i ty wierzysz w przebudzenie modlitewne? W wielu miejscowosciach swiata
mozna juz to zjawisko zaobserwowac. W Niemczech - takze w naszym zborze -
stoimy u progu. Daj sie przez Ducha Swietego mobilizowac i inspirowac, abys
i ty byl takim jak Izajasz i wolal do Boga: ,"Obys rozdarl niebiosa!"
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
*****************
SLOWO TYGODNIA - 28 marca 2002
Dzisiejsze, swiateczne wydanie jest przygotowane przez uczestnikow
Chrzescijanskiej Listy Polonijnej:
http://www.polska-misja.com/chlp.html
*****************
Nadeslal: Zygmunt Oleksak (Kanada)
http://www.polska-misja.com/zygmunt.html
ZMARTWYCHWSTANIE JEZUSA CHRYSTUSA
************************************************
A my jestesmy swiadkami tego wszystkiego, co
uczynil w ziemi zydowskiej i Jerozolimie;jego
to zabili, zawiesiwszy na drzewie. Ale Bog
wzbudzil go trzeciego dnia i dozwolil mu sie
obawic. Nie calemu ludowi, lecz swiadkom
uprzednio wybranym przez Boga, nam, ktorzy z
nim jedlismy i pilismy po jego zmartwychwstaniu.
Przykazal nam tez, abysmy ludowi glosili i
skladali swiadectwo, ze On jest ustanowionym
przez Boga sedzia zywych i umarlych.
************************************************
Dzieje Apostolskie 10;39-42
*****************
Nadeslal: Jozef Bujok (USA)
http://www.polska-misja.com/jozef.html
Piesn: " O, pojdz na Golgote!"
O, pojdz na Golgote kto zyw,
Okropny ogladac tam widok i dziw:
Tam Mesjasz do krzyza przybity przez lud,
Ktoremu poswiecal swe zycie i trud.
Oddajmy Mu hold!
O, pojdz na Golgote i sadz, Czy mozesz
Ty nadal wswych grzechach tak brnac:
Za ciebie przelewal Zbawiciel swa krew,
Zes Bogu twojemu sprzeciwial sie wbrew.
Oddajmy Mu hold!
O, patrz na Golgocie twoj Krol!
Cierpliwie za ciebie przenosil On bol,
Z kielicha twojego zabojczy pil jad
I ducha oddajac, smiertelnie On zbladl.
Oddajmy Mu hold!
O, spojrz: na Golgocie tam wzwyz,
Tam Jezus wyciaga swe rece na krzyz.
"Ach przebacz im, Ojcze, i na Mnie zwroc cios
Nie wiedza co czynia" tak wolal On wglos.
Oddajmu MU hold!
***
Rzeklem: Wyznam wystepki moje Panu; Ty odpusciles wine grzechu mego.
(Ps. 32,5)
Jezus Chrystus grzechy nasze sam na Ciele swoim poniosl na drzewo,
abysmy, obumarlszy grzechom, dla sprawiedliwosci zyli; Jego since
uleczyly was. (1 Piotr 2,24)
Pomoz mi, Panie z niebios, aby moje serce plonac z milosci pozostalo we
wdziecznosci przy Tobie, abym calkowicie odmowil grzechowi, by nic na
nowo nie przybijalo Cie do krzyza. Pomoz mi, abym stale mogl Cie wielbic.
Jan Amos Komenski 1670
*****************
Nadeslala Renia Gorska (Niemcy)
http://www.polska-misja.com/renia.html
"Piesn wielkanocna”
Franciszek Karpinski
Nie zna smierci Pan zywota
Chociaz przeszedl przez jej wrota...
Rozerwala grobu peta
Reka swieta.
Adamie, dlug twoj splacony
Okup ludzki dokonczony...
Wnijdziesz w niebo z szczesliwymi
Dziecmi Twymi.
Nie skarby, jakiemi placi,
Wszystko, co mogl stracic, traci,
Cala dla nas krew swa saczy
Dzielo konczy.
Prozno zolnierze strzezecie!
W tym grobie Go nie znajdziecie:
Wstal, przeniknal sklepu mury
Bog natury.
On znowu na ludzkie plemie
I na mila patrzy ziemie,
Jak drogo dzisiaj przybrana
Kosztem Pana.
Przez Twe swiete Zmartwychwstanie
Z grzechow powstac daj nam Panie!
Potem z Toba krolowanie.
Alleluja.
***
"Wielkanoc”
Droga, wierzba sadzona wsrod zielonej laki,
Na ktorej pierwsze jakry zolcieja i mlecze,
Posrod wierzb po kamieniach waska struga ciecze
A pod niebem wysoko spiewaja skowronki.
Wsrod tej laki wilogtnej od porannej rosy,
Droga, ktora co swieto szli ludzie ze spiewka,
Idzie sobie Pan Jezus wspolnagi i bosy
Z wielkanocnej w przebitej dloni choragiewka.
Naprzeciw idzie chlopka. Ma kosy zlociste,
Lowicka jest spodniczka i piekna zapaska.
Poznala zbawiciela z swietego obrazka.
Upadla na kolana i krzyknela: „Chryste”.
Bije glowa o ziemie z serdeczna rozpacza,
A Chrystus sie pochylil nad kleczacym cialem
I rzeknie: „Powiedz ludziom, niech wiecej nie placza,
Dwa dni lezalem w grobie. I dzis zmartwychwstalem”.
Jan Lechon
*****************
Przeslal: Marek Struzyna (Polska)
http://www.polska-misja.com/wiersz51.html
Piesn: "Nigdy wiecej sam..."
Odnalazles mnie moj Panie
Jakze cudny byl to dzien
Radosc w koncu upragniona
Zawitala w sercu mym.
Przebaczyles moje grzechy
Oczysciles w swojej krwi
Wlales pokoj, radosc, milosc,
Rozpoznalem, ze to Ty.
Ref. Tak to Ty, na zawsze Ty,
W kazdej chwili przy mnie Ty.
Jezu pragne z Toba zyc,
Jezu pragne z Toba isc-
Nigdy wiecej sam.
Rozsiewalem twoje Slowo,
Slowo zycia, ktore brzmi:
Pojednajcie sie z Jezusem
I otworzcie przed nim drzwi.
Wielu slowa te przyjelo,
Pokoj Twoj wypelnil ich.
Bozy Duch ich poprowadzil
Wywyzszony byles Ty.
Ref. Tak to Ty...
Potem przyszedl czas pustyni,
Piasek zatarl wszelki slad.
Zagubilem pierwsza milosc.
Wrogiem stal sie wlasny brat.
Uciekalem coraz dalej
Z przed twych
oczu Panie moj.
Lecz Twa milosc wciaz krzyczala:
W domu Ojca - pelny stol.
Ref. Tak to Ty...
Rzeke Jordan przekroczylem,
Smak poczulem ziemi tej.
Teraz wiem, ze Ty przede mna
Juz zdo
byles twierdze te.
Idz ja z toba tak do konca
Az dojdziemy razem tam
Gdzie spolecznosc z soba wieczna
Ty przygotowales nam.
Ref. Tak to Ty na zawsze Ty
W kazdej chwili przy mnie Ty.
Jezu pragne z Toba zyc,
Jezu pragne z Toba isc-
Nigdy wiecej sam.
Marek Struzyna
(prawa autorskie zastrzezone)
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
*****************
SLOWO TYGODNIA - 22 marca 2002
*****************
"Przykazanie nowe daje wam, abyscie sie wzajemnie milowali tak,
jak Ja was umilowalem; zebyscie i wy tak sie milowali wzajemnie.
Po tym wszyscy poznaja, zescie uczniami moimi,
jesli bedziecie sie wzajemnie milowali."
Ewangelia Jana 13:34-35
*****************
"Golgoty cud"
Adela Bajko
"Drogowskaz" (USA)
Niewygodny im byl,
Prawde mowil, strofowal, oskarzal,
Nawet publicznie obrazal:
"Groby pobielane!
Weze! Plemie zmijowe!
...Przykazanie wam daje nowe..."
Nowe? A zakon?
Bluznierca!
Falszywy oszczerca!
Skonczyc z Nim trzeba!
W imie prawdy i sprawiedliwosci
(...i wlasnej godnosci).
Krew przyjmie gleba.
A trzydziesci srebrnikow to nie tak duzo...
Judaszowi godziny sie dluza...
Noc ciemna. Ogrod.
Pocalunek na powitanie.
Tlum zoldakow.
"Kogo szukacie?"
Pojmanie...
A potem sad - kpiny.
Rankiem zas Pilat:
"Nie widze w Nim winy..."
Biczowanie,
Umycie rak,
Krzyzowanie...
I tak w imie Boga i sprawiedliwosci
Zabili Wcielenie Milosci!
O, czlecze marny, prochu niecny!
Jak kiedys staniesz przed Bogiem wiecznym?
Tys smial przypuszczac, ze moca swoja
Zdolasz pokonac swiata ostoje?
Ze Zyciodawcy odbierzesz zycie?!...
Patrz, dnia trzeciego rankiem, o swicie,
Posady swiata tego zadrzaly
I wyszedl z grobu wieczny Pan chwaly!
Zyje! On zyje na wieki wieczne!
I co ty na to, nedzny czlowiecze?
Zadrzyj i padnij na swe oblicze!
Grzechow ci twoich Bog nie policzy,
Jesli swe winy wyznasz w pokorze,
o zmilowanie blagajac Boze.
Wszak Ten, ktorego twe krwawe rece
gwozdziami przybily, ze skonal w mece,
On i za ciebie oddal swe zycie,
Jesli Go tylko przyjmiesz w pokucie.
Golgoty groza, Golgoty cud,
Grzech swiata, najwiekszy brud,
Zmyje, wybieli, usprawiedliwi...
O, czlecze! Bedziesz szczesliwy!
*****************
"Nowy poczatek"
Billy Graham
http://baptysci-katowice.jezus.pl
Zaczac od nowa?
Wszedzie, dokadkolwiek ide, spotykam ludzi przytloczonych ciezarem zycia i
ogromem obowiazkow. Nawet ci, ktorym sie "powiodlo", przyznaja, ze czesto
sa rozgoryczeni, przygnebieni, zrozpaczeni i sfustrowani. Byc moze, jak
wielu ludzi w naszych czasach, masz poczucie beznadziejnosci, wydaje ci
sie, ze tak naprawde nie ma rozwiazania dla Twoich problemow. Jestem
przekonany, ze Chrystus jest rozwiazaniem nie tylko wielkich problemow
swiata, ale tez Twoich wlasnych. Bez wzgledu na to, co sie dzieje wokol,
dobra nowina dla Ciebie jest, ze Jezus Chrystus potrafi zmienic Twoje
zycie. Moze dokonac w nim przemiany. Moze Ci przyniesc pokoj i radosc. Moze
Ci zaoferowac nowy poczatek.
Radykalna zmiana
Biblia twierdzi, ze kazdy czlowiek potrzebuje nowego poczatku, radykalnej
zmiany. Wszyscy potrzebujmy przebaczenia grzechow. Wszyscy potrzebujemy
Bozego usprawiedliwienia. Ktoregos razu Jezus powiedzial do szanowanego
dostojnika religijnego: "Zaprawde, zaprawde, powiadam ci, jesli sie kto nie
narodzi na nowo, nie moze ujrzec Krolestwa Bozego." (J 3:3) Czy doznales
tego duchowego odrodzenia, o ktorym Jezus mowil, ze jest aboslutnie
niezbedne, by spotkac sie z Bogiem? Wedlug Slowa Bozego to wlasnie
zadecyduje o calej wiecznosci, ktora jest przed Toba.
Wlasne wysilki
Nowego narodzenia nie mozna odziedziczyc. Wielu ludzi jest przekonanych, ze
skoro pochodza z rodzin chrzescijanskich lub chodza do kosciola, to tym
samym sa chrzescijanami. A jednak nie sa. Nie jestesmy w stanie sami
znalezc drogi do Boga. Pismo Swiete uczy: "Zbawil nas nie dla uczynkow
sprawiedliwosci, ktore spelnilismy, lecz dla milosierdzia swego." (Tyt 3:5)
Nie wystarczy takze zmiana stylu zycia. Mozna powiedziec "zaczynam od
nowa", lecz przed Bogiem "wszystkie nasze cnoty sa jak szata splugawiona."
(Iz 64:63) Niektorym z nas udalo sie na tyle zmienic swoje zycie, ze
zadowolilo to naszych bliskich i poprawilo opinie o nas. Ale nasze wnetrze
tak naprawde nigdy sie nie zmienilo. O tym wlasnie mowil Jezus do
dostojnika religijnego: "Nikodemie, potrzebujesz zmiany wewnetrznej".
Jedynie Bog moze jej dokonac.
Od czego zaczac?
Jesli chcesz wiedziec, jak zaczac od nowa, oto odpowiedz ze Slowa Bozego:
1. Musisz uznac, ze jestes grzesznikiem, ze zlamales Boze prawo - tak
jak wszyscy inni. Bog mowi: "Gdyz wszyscy zgrzeszyli i pozbawieni sa chwaly
Bozej." (Rz 3:23)
2. Musisz odwrocic sie od grzechu. Jezus powiedzial: "lecz jezeli sie
nie upamietacie, wszyscy podobnie poginiecie." (Luk 13:35)
3. Musisz przyjac Bozy dar. Jego Syn, Jezus Chrystus, poniosl kare za
Twoje grzechy. Umarl na krzyzu i zmartwychwstal, aby zapewnic ci Boze
usprawiedliwienie. Teraz, musisz wiara przyjac ten dar. Biblia uczy:
"Uwierz w Pana Jezusa, a bedziesz zbawiony." (Dz 16:31)
To jest az takie proste.
Boza obietnica
Bog obiecal, ze w chwili, gdy otworzysz swoje serce przed Jezusem, jako
Panem, i zlozysz w Nim, jako swoim Zbawiecielu, calkowita ufnosc, On
odpusci Twoje grzechy, ocali Twoja dusze i zapewni Ci miejsce w swym
Krolestwie. Jezus Chrystus, Syn Bozy, obiecal: "kto slucha slowa mego i
wierzy temu, ktory mnie poslal, ma zywot wieczny i nie stanie przed sadem,
lecz przeszedl ze smierci do zywota." (J 5:24) Narodzenie sie na nowo jest
cudem. Jest tajemnicze - jak wiatr. Ale w obydwu przypadkach skutki sa
widoczne. Pismo uczy: "jesli ktos jest w Chrystusie, nowym jest
stworzeniem; stare przeminelo, oto wszystko stalo sie nowe." (II Kor 5:17)
Twoja odpowiedz
Jesli nie jestes pewien swego narodzenia na nowo, teraz mozesz to
rozstrzygnac. Pismo mowi: "Oto teraz czas laski, oto teraz dzien
zbawienia". (II Kor 6:2)
Wlasnie teraz mozesz przyjac Bozy dar, zatrzymujac sie na moment i mowiac Bogu:
Tak, potrzebuje nowego poczatku. I dlatego skladam swoja calkowita ufnosc w
Jezusie Chrystusie. Wiem, ze mnie zbawil, ze On umarl, by odebrac zaplate
za me grzechy oraz zmartwychwstal, by dac mi nowe zycie.
Jest to decyzja bardzo osobista i jedynie Ty mozesz ja podjac. Zrob to juz
teraz.
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
*****************
SLOWO TYGODNIA - 15 marca 2002
*****************
"...Nie boj sie i nie lekaj sie,
bo Pan, Bog twoj,
bedzie z toba wszedzie,
dokadkolwiek pojdziesz."
Ksiega Jezuego 1:9
*****************
Wywiad z Mackiem Wilkoszem,
pastorem kosciola „Misja Laski” w Warszawie
przeprowadzil Mateusz Kušnír
http://www.Jednosc.Jezus.pl
- Czy moglbys w skrocie przedstawic siebie i swoja rodzine?
- Nazywam sie Maciej Wilkosz, moja zona ma na imie Irenka, mamy dwuletniego
synka Bartka, obecnie mieszkamy w Warszawie, gdzie od 4 lat jestem pastorem
zboru „Misja Laski”. Irenka pochodzi ze Slaska Cieszynskiego, cala jej
rodzina wlasciwie mieszka tutaj, nieliczni znajuja sie poza tym terenem.
Bardzo czesto tu przyjezdzamy, bo lubie te tereny i kocham ludzi tutaj
mieszkajacych.
- Jestes pastorem kosciola „Misja Laski” w Warszawie. Opowiedz nam o
poczatkach tego ruchu w Polsce i w swiecie.
- Ten ruch powstal w wyniku wielkiego Bozego przebudzenia, ktore mialo
miejsce w takim nieduzym miasteczku w stanie Maine (USA). Tam na poczatku
lat szescdziesiatych pastor Carl Stevens wybieral miedzy dwiema placowkami,
na ktorych mial objac prace pastora. Jedna w zborze juz dosyc pokaznych
rozmiarow, w duzym miescie i z dobra pensja, a druga wlasnie w tym malym
miasteczku w stanie Maine – stary, rozlatujacy sie budynek z dziura w
podlodze, z ubikacja na zewnatrz... Mozna powiedziec: takie amerykanskie
Bieszczady. Bog polozyl mu na sercu, zeby wlasnie tam rozpoczal prace.
Pozniej dowiedzial sie o tym, ze przez wiele wiele lat, zanim on tam sie
przeniosl, dwie kobiety regularnie modlily sie o to, zeby Bog powolal tam
meza Bozego i zeby Bog zeslal przebudzenie w tym miescie i w okolicy. Te
kobiety juz nie zyly, lecz Bog w cudowny sposob odpowiedzial na ich
modlitwy i w przeciagu kilku lat z tego kilkuosobowego zboru zrobil sie
zbor tysiacosobowy, gdzie z daleka dojezdzali na nabozenstwa. Bog w potezny
sposob dzialal. I to byl poczatek tego ruchu.
Stopniowo ten ruch rozprzestrzenial sie najpierw na stan Maine, pozniej na
okoliczne stany: Nowa Anglie. Pastor Stevens przenosil sie do nowych
miejscowosci, obecnie jest w Baltimore – tam prowadzi dwutysieczny zbor.
Misjonarze z tego kosciola rozjechali sie na wszystkie kontynenty, dotarli
do 180 krajow na swiecie, w ponad 50 krajach sa zalozone stale koscioly,
ktore z kolei pomnazaja rowniez siebie i sa misjonarzami dla innych. Ta
praca w dalszym ciagu rozwija sie dynamicznie.
Glownym celem, ktory przyswieca temu ruchowi, ktorego czescia jest Misja
Laski w Polsce, jest dotarcie z ewangelia do jak najwiekszej ilosci ludzi –
to jest glowny cel.
W Polsce praca zostala rozpoczeta w roku 1985, kiedy to grupa misjonarzy
przyjechala do Krakowa, byl tam Rodger Stenger, Carl Stevens (nie ten
zalozyciel, lecz jego krewny o tym samym nazwisku) i kilka misjonarek z
Finlandii. Powstal kosciol w Krakowie, pozniej praca rozwinela sie troche
dalej – powstal kosciol w Warszawie, praca rozwija sie w Gdansku i innych
miejscach w Polsce. Z Polski juz wyjechalo wielu misjonarzy, bardzo duzo do
krajow bylego Zwiazku Radzieckiego, ale rowniez do Afryki. Pragniemy jak
najlepiej wypelnic te misje, o ktorej wspomnialem wyzej, zeby dotrzec z
ewangelia do calego swiata.
- Slyszalem, ze zbor „Misja Laski” prowadzi miedzy innymi szkole biblijna w
Warszawie. Czy moglbys nam przyblizyc zakres waszej pracy na warszawskiej
placowce?
- Przenieslismy sie do Warszawy cztery lata temu. Byla tam grupa kilkunastu
osob bez pastora – wlasciwie takie rozproszone stado owiec. Bog polozyl nam
na sercu, zeby tam zaczac prace. Przez te cztery lata przebiegala taka
cicha i wytrwala praca, Bog przyznawal sie do niej i blogoslawil ja. Liczba
zborownikow wzrosla – zbor teraz liczy okolo 40 osob. Prowadzimy rowniez
szkole biblijna. Nie osiagnela ona jeszcze pelnego wymiaru, lecz raz w
miesiacu spotykamy sie na takie intensywne kursy. Przyjezdzaja tez wierzacy
z innych miast. Naszym pragnieniem jest to, zeby ewangelia byla gloszona,
zeby jak najwiecej ludzi poznalo Jezusa. Wspolpracujemy z wieloma
kosciolami w Warszawie, aby te ewangelie w wiekszej mierze niesc zgubionym.
- Czy posiadasz jakas wizje do przyszlosci dla siebie lub dla zboru?
- Moim pragnieniem jest to, zeby sluzyc Bogu do konca moich dni i skonczyc
je z radoscia. Obecnie jestesmy z zona w przejsciowym okresie. Zastanawiamy
sie, czy Bog nie powoluje nas gdzies dalej. W Warszawie odchowalem
czlowieka, ktory zostal pastorem i on moglby przejac prace w Polsce.
Zastanawiamy sie, czy nie pojechac gdzies dalej z ewangelia. Myslimy o tym,
zeby gdzies przeniesc sie na rok, wyciszyc przed Bogiem i zobaczyc, co Bog
ma dla nas przygotowane.
Jezeli chodzi o wizje dla naszego zboru, to moim pragnieniem jest, zeby
warszawski zbor wzrastal w poznaniu Pana Jezusa Chrystusa.
- Z pewnoscia naszych czytelnikow interesuje twoj poglad na wydarzenia
minionych miesiecy w swiecie. Chodzi o atak terrorystyczny na USA i odwet
Amerykanow. Przebywales jakis czas w Stanach i zapewnie nieraz
zastanawiales sie nad tym.
- Te wydarzenia bardzo mnie poruszyly z tego wzgledu, ze mam tam wiele
bardzo bliskich przyjaciol. Duzo myslalem o tej sprawie, czytalem Biblie i
rozne ksiazki chrzescijanskie zwiazane z tym tematem. Musze powiedziec, ze
jest to na pewno wielka tragedia, lecz Biblia wyraznie mowi nam o tym, ze
Bog kontroluje bieg historii. Biblia mowi nam rowniez o tym, ze historia
zmierza do punktu kulminacyjnego. Bog wyleje swoj sad na ten swiat. Bedzie
coraz gorzej na tym swiecie a nie coraz lepiej. Moim zdaniem to, co
wydarzylo sie w Ameryce, prowadzi do jeszcze mocniejszej i potezniejszej
globalizacji, do jeszcze szybszego jednoczenia sie swiata. Nagle Rosja i
Ameryka w jednym dniu staja sie sojusznikami. To wszystko pokazuje mi, ze
przyjscie Jezusa jest bardzo bliskie. Mozemy sie spodziewac roznych
wydarzen o ktorych mowi Biblia. Ogladamy coraz wiecej znakow czasu.
Wielu moich przyjaciol w Ameryce uwaza, ze Bog dopuscil do tego, zeby
wstrzasnac chrzescijanami w Stanach Zjednoczonych. Bowiem wielu z nich
prowadzilo takie letnie chrzescijanskie zycie. Bog pragnie przywolac ich do
upamietania, do tego, zeby oddali Mu sie calkowicie i zyli w swietosci.
Mysle, ze takie wyzwanie Bog rowniez kieruje do nas. On pragnie, zebysmy
powaznie traktowali kazdy dzien, bysmy kazda chwilke przyjmowali jako dar
od Boga, bysmy nie byli zwiazani z nasza rodzina, z naszymi przyjaciolmi.
Mamy ich dzisiaj, lecz nikt nie wie co bedzie jutro. Ten swiat nie
gwarantuje nam niczego pewnego, niczego stabilnego. Tylko w Jezusie jest
gwarancja, a On daje nam tylko dzisiaj. I to jest lekcja, ktorej sie nauczylem.
Potrzeba kazdy dzien zyc dla Jezusa tak, jak mialby to byc juz ostatni dzien.
- Pytanie na zakonczenie: Co w twoim zyciu osobistym znaczy Jezus?
- Bog przede wszystkim jest moim stworca, jest moim zbawicielem, jest dla
mnie wszystkim. Nie wyobrazam sobie w ogole zycia bez Niego, nie
potrafilbym wowczas przezyc ani jednego dnia. Moje zycie ulegloby
dezintegracji. To, co we mnie jest dobrego, zawdzieczam tylko Jego lasce.
Uswiadamiam sobie, ze cale zycie jest Jego darem.
Moim najwiekszym pragnieniem jest to, zeby moje zycie podobalo sie Bogu,
zeby On mogl wykorzystac moj potencjal na maksymum, zebym nie zmarnowal
tego czasu, ktory Bog mi daje.
*****************
"Wspaniala odpowiedz"
Z.T - "Magazyn Chrzescijanski" (Kanada)
W Ewangelii Jana (rozdz.8) mozemy przeczytac o nastepujacym wydarzeniu.
Pewna kobieta zostala przylapana na cudzolostwie. W Prawie Mojzeszowym
osoby popelniajace ten grzech traktowano bardzo surowo. Uczeni w Pismie i
faryzeusze przyprowadzili te kobiete do Jezusa, ale oskarzenie jej nie bylo
ich glownym celem. Byla to ukartowana gra, w ktorej chcieli skompromitowac
Chrystusa i znalezc pretekst, aby oskarzyc Go przed ludem izraelskim za
nieprzestrzeganie prawa.
Na czym polegal podstep tych, ktorzy chcieli zniszczyc Chrystusa?
Akt oskarzenia brzmial: "Nauczycielu, te kobiete przylapano na jawnym
cudzolostwie. Mojzesz kazal nam takie kobiety kamienowac. Ty zas co mowisz?".
Straszna to kara - smierc przez zatluczenie kamieniami. Chrystus byl daleki
od zaakceptowania takiego rodzaju sadu i wyroku. Ale podstep kryl sie nie w
oskarzeniu, lecz w pytaniu: "Jakie jest Twoje zdanie?". Oskarzyciele
kobiety byli przekonani, ze na to pytanie - pulapke Jezus moze odpowiedziec
tylko dwojako:
- Tak, ukamienujcie ja, respektujac Prawo Mojzeszowe - a wtedy uczeni w
Pismie mogliby Jezusa oskarzyc wobec wladz rzymskich, ze lekcewazy prawo
okupantow, wedlug ktorego Izraelici nie mogli wykonywac wyrokow smierci bez
zatwierdzenia ich przez namiestnika cesarskiego. Z tego wlasnie powodu
starszyzna ludu zydowskiego podczas procesu przeciwko Chrystusowi odeslala
Go do Pilata, aby uzyskac od niego zatwierdzenie wyroku. Oskarzenie Jezusa
przed wladzami rzymskimi mialoby na celu przedstawienie Go jako rebelianta.
Druga zas odpowiedz, jakiej mogli sie spodziewac oskarzyciele Jezusa, to:
- Nie, nie kamienujcie, zlitujcie sie nad nia. Oto i wtedy daloby sie
pomowic Go wobec ludu o nie respektowanie prawa Mojzesza - wielkiego meza
Bozego.
Ale Jezus zachowal sie w sposob dla nich zupelnie nieoczekiwany. Nie od
razu odpowiedzial im, ale pochylil sie i pisal palcem na piasku. Dopiero
gdy nie przestano Go nagabywac, rzekl: "Kto z was jest bez grzechu, niech
pierwszy rzuci w nia kamieniem". I znowu schylil sie i pisal palcem po
ziemi. Taka odpowiedzia chcial odwrocic uwage oskarzycieli od owej kobiety
i zwrocic na nich samych. Wiedzial, ze poruszy ich sumienia. Wazne przy tym
znaczenie mial ow gest - pisanie palcem po ziemi. Co to moglo znaczyc?
Czy tylko chec odwrocenia wzroku, aby nie widziec, co sie stanie? Albo -
jak komentuja niektorzy wypisywanie grzechow, ktore mieli na sumieniu
oskarzyciele? Nie sadze. Dla mnie wyjasnieniem tego zagadkowego zachowania
jest tekst z Ksiegi Jeremiasza 17:13: "Wszyscy, ktorzy Cie (Boga)
opuszczaja, beda zawstydzeni, a ci, ktorzy od Ciebie odstepuja, beda
zapisani na piasku, gdyz opuscili Pana, zrodlo zywych wod".
Owi oskarzyciele niewatpliwie znali te wypowiedz proroka Jeremiasza. Jezus
wiec chcial im powiedziec: "To wy jestescie tymi, ktorzy odstapili od Boga
i opuscili Pana. Jakie macie prawo oskarzac te kobiete?".
Poruszyl ich sumienia i spowodowal, ze zawstydzeni po cichutku odeszli, a
owa kobiete zostawili sama przed Jezusem. Do niej Chrystus zas powiedzial:
"Nikt cie nie potepil? I ja cie nie potepiam. Idz i wiecej nie grzesz". To
nie bylo przyzwolenie na dalsze grzeszne zycie ani patrzenie przez palce na
zlo. Decydujace bylo wezwanie do zmiany zycia.
Dla nas natomiast jest wazne, co nam chce powiedziec Chrystus: "Ja znam
was, wasze zycie, wasze serca. Zanim kogokolwiek oskarzysz, popatrz
najpierw na siebie".
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
*****************
SLOWO TYGODNIA - 8 marca 2002
*****************
"Wszyscy bowiem dzieki tej wierze jestescie synami Bozymi - w Chrystusie
Jezusie.
Bo wy wszyscy, ktorzy zostaliscie ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliscie
sie w Chrystusa.
Nie ma juz Zyda ani poganina, nie ma juz niewolnika ani cz?owieka wolnego,
nie ma juz mezczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jestescie kims jednym w
Chrystusie Jezusie.
Jezeli zas nalezycie do Chrystusa, to jestescie tez potomstwem Abrahama i
zgodnie z obietnica - dziedzicami."
Gal 3:26-29
*****************
ROZMYSLANIE
Zofia Tetzlaf - "Drogowskaz" (USA)
Na dworze szaruga, a ja w domu stoje,
Deszcz leje, ciemno jak w grobie,
Lecz ja niczego w zyciu sie nie boje,
Bo Bozy pokoj mam w sobie.
Rozmyslam o Twoich dzielach, o Boze,
Jak sa wspaniale i wielkie.
0 tych bezmiernych w gorze przestworzach
I o przyrodzie wszelkiej.
Sliczne sa gwiazdy, co swieca w nocy,
I ksiezyc wadruje po niebie.
To wszystko swiadczy o Twojej wszechmocy,
Wszystko to wielbi Ciebie.
Ty, Panie, jestes Krolem wszechswiata,
To wszystko nalezy do Ciebie.
Ma mysl codziennie ku gorze ulata,
Gdzie Ty masz tron swoj w niebie.
Wkrotce nadejdzie ten dzien wspanialy,
A dla zbawionych radosny,
Gdy Pan nas wezmie do swojej chwaly,
Tam juz nie bedzie smutku ni zalosci.
Tam juz nie bedzie smierci choroby,
Tak jak tu na tej ziemi.
Tam zawsze chwale oddawac Tobie
Po wieki wieczne bedziemy.
*****************
"Malzenstwo z woli Bozej czy za przyzwoleniem Boga"
Andrzej Luber - http://www.chmk.kz.pl
Malzenstwo nie zawarte zgodnie z wola Boza nie moze korzystac z pelni
Bozych blogoslawienstw, jest jednak przymierzem honorowanym przez Boga.
Ktos powiedzial, ze po stworzeniu pierwszych ludzi, Adama i Ewy, Bog
polaczyl ich w malzenstwo i odtad az po dzien dzisiejszy zajmuje sie
kojarzeniem malzenstw. Tym nieco zartobliwym powiedzeniu jest jednak
zawarta gleboka prawda: To Bog jest stworca malzenstw i to On najlepiej
wie, jaki mezczyzna i jaka kobieta beda najlepiej sobie odpowiadac- tak, by
stworzyc szczesliwe i harmonijne malzenstwo.
Skoro to Bog wie, jacy ludzi moga stworzyc szczesliwe malzenstwo, to
wlasnie do Niego powinnismy zwracac sie o pomoc w wyborze wspolmalzonka.
Malzenstwo jest druga co do waznosci decyzja w zyciu czlowieka.
Najwazniejsza decyzja jest powierzenie swojego zycia Jezusowi, wkraczanie
na Boza droge, gdyz ta decyzja przesadza o tym, gdzie bedziemy spedzali
wiecznosc. Natomiast poslubiajac te, a nie inna osobe, decydujemy, z kim
bedziemy spedzali cale doczesne zycie. Zamierzeniem Bozym jest bowiem, aby
malzenstwo trwalo cale zycie. Bog nienawidzi rozwodow, gdyz w przypadku
rozwodu nie moga byc zrealizowane Boze cele wytyczone dla malzenstw, a sama
instytucja malzenstwa wystawiana jest na powazna probe. Malzenstwo jest
przymierzem. Zawierajac malzenstwa, ludzie decyduja sie w pewnym sensie
umrzec dla siebie i zyc dla wspolmalzonka. Z chwila zawarcia malzenstwa
zmieniaja sie nasze priorytety. Konczy sie zycie wylacznie dla sibie, na
wlasny rachunek. Poslubiajac kogos, przyjmujemy odpowiedzialnosc za te
osobe i niekiedy trzeba bedzie zrezygnowac z niektorych wlasnych celow dla
dobra wspolmalzonka. Powinnismy takze pomagac wspolmalonkowi w realizacji
jego celow. Dlatego tak wazne jest, kogo poslubimy.
Jezeli jestesmy odrodzona duchowo osoba, jezeli powierzylismy swoje zycie
Jezusowi i chcemy zyc wedlug woli Bozej, powinnismy poslubic partnera,
ktory rowniez jest duchowo odrodzony i reprezentuje Bozy sposob myslenia.
Zdarza sie jednak, ze ludzie nie pytaja Boga o rade i wbrew Jego woli
poslubiaja osobe zyjaca z dala od Niego nie kochajace Go i nieposluszne
Jemu. Co sie wowczas dzieje?
Jak juz zostalo powiedziane, malzenstwo jest przymierzem zawartym przez
dwojga ludzi. Bog stoi na strazy kazdego przymierza, zarowno przymierza
zawieranego miedzy ludzmi odrodzonymi duchowo, jak i na strazy przymierza
zawartego miedzy oddana Bogu osoba, a kims zyjacym z dala od Niego. Jezeli
wiec osoba swiadomie wierzaca zawiera przymierze malzenskie z kims nie
zyjacym wg. Bozych praw, Bog bedzie takie przymierze honorowal, gdyz Bog
honoruje dana czlowiekowi wolna wole. Bog jednak nie moze wejsc w takie
malzenstwa z pelnia swoich blogoslawienstw.
Malzenstwa zawarte miedzy osoba oddana Bogu, a osoba zyjaca z dala od Niego
nie jest w stanie realizowac Bozych celow wytyczonych dla malzenstwa.
Jakie cele Bog wyznaczyl malzenstwu?
- malzenstwo ma byc obrazem Boga, Jego istoty. Bog stworzyl czlowieka na
swoj obraz i podobienstwo, zarowno mezczyzne jak i kobiete. Polaczeni w
malzenstwo, kobieta i meczyzna razem daja obraz Boga, stanowia obrz Bozej
jednosci. Sa jednoscia w dwoch osobach. Zastanowmy sie teraz czy taka Boza
doskonala jednosc moga tworzyc malzonkowie, jezeli jedno z nich zyje z dala
od Boga? Przeciez w czlowieku nie zyjacym blisko Boga, obraz i podobienstwo
Boze zostalo znieksztalcone, wypaczone przez grzech. Tylko odrodzeni
duchowo malzonkowie moga byc malzenstwem prezentujacym Bozy obraz.
- Bog stworzyl malzenstwo po to, aby maz i zona mogli miec ze soba
spolecznosc, i to spolecznosc na tym samym poziomie. Adam, gdy ujrzal Ewe,
powiedzial- ta dopiero jest koscia z kosci moich i cailem z ciala mojego (1
Mojz 2;23). Wyznal wiec Ewe z istote odpowiednia dla siebie, na odpowiednim
dla sibie poziomie. Czy ktos nieodrodzony duchowo moze byc partnerem na
odpowiednim duchowo poziomie dla oddanej Jezusowi osoby? Slowo Boze mowi,
nam, ze ciemnosc nie powinna miec nic wspolnego z swiatloscia i nie
powinnismy ciagnac nierownego jarzma (2 Kor. 6;14-18). Oto jest odpowiedz
na te pytania.
- malzonkowie maja byc dla siebie pomoca. Na poczatku dziela stworzenia Bog
powiedzial, ze kobieta zostala stworzona jako pomoc dla mezczyzny (1 Mojz.
2;18). Ale i mezczyzna ma byc pomoca dla kobiety. Slowo Boze w Ksiedze
Kaznodziei Salomona 4;9-12 mowi, ze lepiej jest dwom niz jednemu, bo jesli
upadna to jeden drugiego podniesie. Jezeli kochajaca Boga osoba upadnie
duchowo, czy moze ona oczekiwac pomocy od nienarodzonego wspolmalzonka?
Nie, on jest w stanie udzielic jej takiej pomocy. Ten sam fragment biblijny
mowi tez, ze "potrojny sznur nie latwo sie zerwie". Ta trzecia osoba, ktora
cementuje malzenstwo i udziela mu swego blogoslawienstwa, jest Bog. Ale Bog
nie moze wejsc z pelnia swych blogoslawienstw w malzenstwo osoby wierzacej
z osoba zyjaca z dala od Boga, gdyz takie malzenstwo zostalo zawarte wbrew
Jego woli. Brak blogoslawienstw jest po prostu konsekwencja postawy
zyciowej i wyborow wspolmalzonka nie zyjacego zgodnie z wola Boza.
- Bozym celem dla malzenstwa jest wydanie potomstwa i to potomstwa Bozego,
jak jest napisane w Malach 2;15. Malzonkowie maja wychowywac swe dzieci w
posluszenstwie wobec Boga i Jego Slowa, aby w przyszlosci one same mogly
podjac decyzje o oddaniu swego zycia Jezusowi. Dzieci wychowywane w
rodzinie, gdzie tylko jedno z rodzicow zyje wedlug woli Bozej, a drugie
nie, obserwujac u rodzicow przeciwstawiene wzorce zachowan i postaw, beda
mialy trudniej z wyborem aby swoje zycie poswiecic Bogu.
- malzenstwo jest obrazem Chrystusa i Kosciola, o czym mowi Slowo Boze w
Efez. 5;31-32. Czy malzenstwo osoby wierzacej z osoba nieodrodzona duchowo
moze stanowic obraz wiezi Chrystusa i Kosciola? Raczej nie.
Tak wiec malzenstwo zawarte pomiedzy osoba oddan Bogu, a zyjaca z dala od
Niego nie moze zreazlizowac Bozych celow wyznaczonych dla malzenstwa, ani
nie moze cieszyc sie pelnia Bozych blogoslawienstw.
Niemniej jednak takie malzenstwo jest przymierzem i Bog takie przmierze
honoruje, Mamy tego przyklad w 9 rodziele Ksiegi Jozuego. Poganski lub
Gibeonitow podstepnie wyludzil od Jozuego zawarcie przymierza. Jozue nie
pytal Boga, czy takie przymierze jest zgodnie z Jego wola i przymierze
zawarl, a gdy podstep Gibeonitow wyszedl na jaw, bylo juz za pozno.
Przymierze bylo wazne i gdy Gibeonici zostali zaatakowani przez wrogow,
Jozue byl zobowiazany przyjsc im z odsiecza (Jouze 10;6-7). Pytajmy wiec
zawsze Boga o Jego wole, gdy chcemy zawrzec tak wazne przymierze, jakim
jest malzenstwo. Jezeli jednak juz zawarlismy malzenstwo z osoba zyjaca z
dala od Boga, pamietajmy ze w takim zwiazku malzonek bedacy swiadomie
wierzacym chrzescijaninem jest odpowiedzialny za jakosc tego malzenstwa, za
budowanie dobrych malzenskich relacji. Podobnie jest, gdy w malzenstwie
zyjacym z dala od Boga jedno z malzonkow wstepuje na Boza droge. Jezeli
jestesmy osoba wierzaca w takim malzenstwie, to wlasnie my powinnismy
postepowac wobec malzonka tak, jak uczy Boze Slowo. Oczywiscie, jest
wowczas naszym pragnieniem, aby nasz wspolmalzonek rowniez zakosztowal
szczescia plynacego z bliskiej wiezi z Jezusem. Przekazujmy wiec malzonkowi
Dobra Nowine. Zachowujmy jednak przy tym umiar aby wspolmalzonek nie czul
sie przytloczony i przymuszony do zmiany swych zyciowych przekonan. Przede
wszystkim jednak za naszymi slowami musi pojsc nasze postepowanie, gdyz jak
mowi Slowo Boze (1 Piotr 3;13), mezowie nieposluszni Bogu moga dla niego
zostac pozyskani przez czyste i bogobojne zycie ich zon, nawet bez slowa. A
o ich pozyskanie dla Boga przeciez wlasnie chodzi. Jesli jednak chcemy byc
posluszne Bogu a zarazem unikac problemow zawierajmy malzenstwa zgodne z
wola Boza. Niech nam nie wystarczy tylko Boze pozwolenie. Wybierajmy
takiego wspolmalzonka, by w naszym malzenstwie bylo tak, jak mowi Ps. 85;11
"Aby laska i wiernosc sie spotkaly, a sprawiedliwosc i pokoj pocalowaly".
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
*****************
SLOWO TYGODNIA - 8 marca 2002
*****************
"Wszyscy bowiem dzieki tej wierze jestescie synami Bozymi - w Chrystusie
Jezusie.
Bo wy wszyscy, ktorzy zostaliscie ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliscie
sie w Chrystusa.
Nie ma juz Zyda ani poganina, nie ma juz niewolnika ani cz?owieka wolnego,
nie ma juz mezczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jestescie kims jednym w
Chrystusie Jezusie.
Jezeli zas nalezycie do Chrystusa, to jestescie tez potomstwem Abrahama i
zgodnie z obietnica - dziedzicami."
Gal 3:26-29
*****************
ROZMYSLANIE
Zofia Tetzlaf - "Drogowskaz" (USA)
Na dworze szaruga, a ja w domu stoje,
Deszcz leje, ciemno jak w grobie,
Lecz ja niczego w zyciu sie nie boje,
Bo Bozy pokoj mam w sobie.
Rozmyslam o Twoich dzielach, o Boze,
Jak sa wspaniale i wielkie.
0 tych bezmiernych w gorze przestworzach
I o przyrodzie wszelkiej.
Sliczne sa gwiazdy, co swieca w nocy,
I ksiezyc wadruje po niebie.
To wszystko swiadczy o Twojej wszechmocy,
Wszystko to wielbi Ciebie.
Ty, Panie, jestes Krolem wszechswiata,
To wszystko nalezy do Ciebie.
Ma mysl codziennie ku gorze ulata,
Gdzie Ty masz tron swoj w niebie.
Wkrotce nadejdzie ten dzien wspanialy,
A dla zbawionych radosny,
Gdy Pan nas wezmie do swojej chwaly,
Tam juz nie bedzie smutku ni zalosci.
Tam juz nie bedzie smierci choroby,
Tak jak tu na tej ziemi.
Tam zawsze chwale oddawac Tobie
Po wieki wieczne bedziemy.
*****************
"Malzenstwo z woli Bozej czy za przyzwoleniem Boga"
Andrzej Luber - http://www.chmk.kz.pl
Malzenstwo nie zawarte zgodnie z wola Boza nie moze korzystac z pelni
Bozych blogoslawienstw, jest jednak przymierzem honorowanym przez Boga.
Ktos powiedzial, ze po stworzeniu pierwszych ludzi, Adama i Ewy, Bog
polaczyl ich w malzenstwo i odtad az po dzien dzisiejszy zajmuje sie
kojarzeniem malzenstw. Tym nieco zartobliwym powiedzeniu jest jednak
zawarta gleboka prawda: To Bog jest stworca malzenstw i to On najlepiej
wie, jaki mezczyzna i jaka kobieta beda najlepiej sobie odpowiadac- tak, by
stworzyc szczesliwe i harmonijne malzenstwo.
Skoro to Bog wie, jacy ludzi moga stworzyc szczesliwe malzenstwo, to
wlasnie do Niego powinnismy zwracac sie o pomoc w wyborze wspolmalzonka.
Malzenstwo jest druga co do waznosci decyzja w zyciu czlowieka.
Najwazniejsza decyzja jest powierzenie swojego zycia Jezusowi, wkraczanie
na Boza droge, gdyz ta decyzja przesadza o tym, gdzie bedziemy spedzali
wiecznosc. Natomiast poslubiajac te, a nie inna osobe, decydujemy, z kim
bedziemy spedzali cale doczesne zycie. Zamierzeniem Bozym jest bowiem, aby
malzenstwo trwalo cale zycie. Bog nienawidzi rozwodow, gdyz w przypadku
rozwodu nie moga byc zrealizowane Boze cele wytyczone dla malzenstw, a sama
instytucja malzenstwa wystawiana jest na powazna probe. Malzenstwo jest
przymierzem. Zawierajac malzenstwa, ludzie decyduja sie w pewnym sensie
umrzec dla siebie i zyc dla wspolmalzonka. Z chwila zawarcia malzenstwa
zmieniaja sie nasze priorytety. Konczy sie zycie wylacznie dla sibie, na
wlasny rachunek. Poslubiajac kogos, przyjmujemy odpowiedzialnosc za te
osobe i niekiedy trzeba bedzie zrezygnowac z niektorych wlasnych celow dla
dobra wspolmalzonka. Powinnismy takze pomagac wspolmalonkowi w realizacji
jego celow. Dlatego tak wazne jest, kogo poslubimy.
Jezeli jestesmy odrodzona duchowo osoba, jezeli powierzylismy swoje zycie
Jezusowi i chcemy zyc wedlug woli Bozej, powinnismy poslubic partnera,
ktory rowniez jest duchowo odrodzony i reprezentuje Bozy sposob myslenia.
Zdarza sie jednak, ze ludzie nie pytaja Boga o rade i wbrew Jego woli
poslubiaja osobe zyjaca z dala od Niego nie kochajace Go i nieposluszne
Jemu. Co sie wowczas dzieje?
Jak juz zostalo powiedziane, malzenstwo jest przymierzem zawartym przez
dwojga ludzi. Bog stoi na strazy kazdego przymierza, zarowno przymierza
zawieranego miedzy ludzmi odrodzonymi duchowo, jak i na strazy przymierza
zawartego miedzy oddana Bogu osoba, a kims zyjacym z dala od Niego. Jezeli
wiec osoba swiadomie wierzaca zawiera przymierze malzenskie z kims nie
zyjacym wg. Bozych praw, Bog bedzie takie przymierze honorowal, gdyz Bog
honoruje dana czlowiekowi wolna wole. Bog jednak nie moze wejsc w takie
malzenstwa z pelnia swoich blogoslawienstw.
Malzenstwa zawarte miedzy osoba oddana Bogu, a osoba zyjaca z dala od Niego
nie jest w stanie realizowac Bozych celow wytyczonych dla malzenstwa.
Jakie cele Bog wyznaczyl malzenstwu?
- malzenstwo ma byc obrazem Boga, Jego istoty. Bog stworzyl czlowieka na
swoj obraz i podobienstwo, zarowno mezczyzne jak i kobiete. Polaczeni w
malzenstwo, kobieta i meczyzna razem daja obraz Boga, stanowia obrz Bozej
jednosci. Sa jednoscia w dwoch osobach. Zastanowmy sie teraz czy taka Boza
doskonala jednosc moga tworzyc malzonkowie, jezeli jedno z nich zyje z dala
od Boga? Przeciez w czlowieku nie zyjacym blisko Boga, obraz i podobienstwo
Boze zostalo znieksztalcone, wypaczone przez grzech. Tylko odrodzeni
duchowo malzonkowie moga byc malzenstwem prezentujacym Bozy obraz.
- Bog stworzyl malzenstwo po to, aby maz i zona mogli miec ze soba
spolecznosc, i to spolecznosc na tym samym poziomie. Adam, gdy ujrzal Ewe,
powiedzial- ta dopiero jest koscia z kosci moich i cailem z ciala mojego (1
Mojz 2;23). Wyznal wiec Ewe z istote odpowiednia dla siebie, na odpowiednim
dla sibie poziomie. Czy ktos nieodrodzony duchowo moze byc partnerem na
odpowiednim duchowo poziomie dla oddanej Jezusowi osoby? Slowo Boze mowi,
nam, ze ciemnosc nie powinna miec nic wspolnego z swiatloscia i nie
powinnismy ciagnac nierownego jarzma (2 Kor. 6;14-18). Oto jest odpowiedz
na te pytania.
- malzonkowie maja byc dla siebie pomoca. Na poczatku dziela stworzenia Bog
powiedzial, ze kobieta zostala stworzona jako pomoc dla mezczyzny (1 Mojz.
2;18). Ale i mezczyzna ma byc pomoca dla kobiety. Slowo Boze w Ksiedze
Kaznodziei Salomona 4;9-12 mowi, ze lepiej jest dwom niz jednemu, bo jesli
upadna to jeden drugiego podniesie. Jezeli kochajaca Boga osoba upadnie
duchowo, czy moze ona oczekiwac pomocy od nienarodzonego wspolmalzonka?
Nie, on jest w stanie udzielic jej takiej pomocy. Ten sam fragment biblijny
mowi tez, ze "potrojny sznur nie latwo sie zerwie". Ta trzecia osoba, ktora
cementuje malzenstwo i udziela mu swego blogoslawienstwa, jest Bog. Ale Bog
nie moze wejsc z pelnia swych blogoslawienstw w malzenstwo osoby wierzacej
z osoba zyjaca z dala od Boga, gdyz takie malzenstwo zostalo zawarte wbrew
Jego woli. Brak blogoslawienstw jest po prostu konsekwencja postawy
zyciowej i wyborow wspolmalzonka nie zyjacego zgodnie z wola Boza.
- Bozym celem dla malzenstwa jest wydanie potomstwa i to potomstwa Bozego,
jak jest napisane w Malach 2;15. Malzonkowie maja wychowywac swe dzieci w
posluszenstwie wobec Boga i Jego Slowa, aby w przyszlosci one same mogly
podjac decyzje o oddaniu swego zycia Jezusowi. Dzieci wychowywane w
rodzinie, gdzie tylko jedno z rodzicow zyje wedlug woli Bozej, a drugie
nie, obserwujac u rodzicow przeciwstawiene wzorce zachowan i postaw, beda
mialy trudniej z wyborem aby swoje zycie poswiecic Bogu.
- malzenstwo jest obrazem Chrystusa i Kosciola, o czym mowi Slowo Boze w
Efez. 5;31-32. Czy malzenstwo osoby wierzacej z osoba nieodrodzona duchowo
moze stanowic obraz wiezi Chrystusa i Kosciola? Raczej nie.
Tak wiec malzenstwo zawarte pomiedzy osoba oddan Bogu, a zyjaca z dala od
Niego nie moze zreazlizowac Bozych celow wyznaczonych dla malzenstwa, ani
nie moze cieszyc sie pelnia Bozych blogoslawienstw.
Niemniej jednak takie malzenstwo jest przymierzem i Bog takie przmierze
honoruje, Mamy tego przyklad w 9 rodziele Ksiegi Jozuego. Poganski lub
Gibeonitow podstepnie wyludzil od Jozuego zawarcie przymierza. Jozue nie
pytal Boga, czy takie przymierze jest zgodnie z Jego wola i przymierze
zawarl, a gdy podstep Gibeonitow wyszedl na jaw, bylo juz za pozno.
Przymierze bylo wazne i gdy Gibeonici zostali zaatakowani przez wrogow,
Jozue byl zobowiazany przyjsc im z odsiecza (Jouze 10;6-7). Pytajmy wiec
zawsze Boga o Jego wole, gdy chcemy zawrzec tak wazne przymierze, jakim
jest malzenstwo. Jezeli jednak juz zawarlismy malzenstwo z osoba zyjaca z
dala od Boga, pamietajmy ze w takim zwiazku malzonek bedacy swiadomie
wierzacym chrzescijaninem jest odpowiedzialny za jakosc tego malzenstwa, za
budowanie dobrych malzenskich relacji. Podobnie jest, gdy w malzenstwie
zyjacym z dala od Boga jedno z malzonkow wstepuje na Boza droge. Jezeli
jestesmy osoba wierzaca w takim malzenstwie, to wlasnie my powinnismy
postepowac wobec malzonka tak, jak uczy Boze Slowo. Oczywiscie, jest
wowczas naszym pragnieniem, aby nasz wspolmalzonek rowniez zakosztowal
szczescia plynacego z bliskiej wiezi z Jezusem. Przekazujmy wiec malzonkowi
Dobra Nowine. Zachowujmy jednak przy tym umiar aby wspolmalzonek nie czul
sie przytloczony i przymuszony do zmiany swych zyciowych przekonan. Przede
wszystkim jednak za naszymi slowami musi pojsc nasze postepowanie, gdyz jak
mowi Slowo Boze (1 Piotr 3;13), mezowie nieposluszni Bogu moga dla niego
zostac pozyskani przez czyste i bogobojne zycie ich zon, nawet bez slowa. A
o ich pozyskanie dla Boga przeciez wlasnie chodzi. Jesli jednak chcemy byc
posluszne Bogu a zarazem unikac problemow zawierajmy malzenstwa zgodne z
wola Boza. Niech nam nie wystarczy tylko Boze pozwolenie. Wybierajmy
takiego wspolmalzonka, by w naszym malzenstwie bylo tak, jak mowi Ps. 85;11
"Aby laska i wiernosc sie spotkaly, a sprawiedliwosc i pokoj pocalowaly".
*****************
Z Bozym blogoslawienstwem,
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com
At 09:30 AM 7/17/00 -0000, you wrote:
>sprawdzanie
>
>
>------------------------------------------------------------------------
>Phone bills too big? Don't worry, beMANY!
>http://click.egroups.com/1/6906/11/_/_/_/963826254/
>------------------------------------------------------------------------
>
>To unsubscribe from this group, send an email to:
>test2555-unsubscribe@egroups.com
>
>
>
>
* Chrzescijanski Serwis Polonijny
** Internetowe Studium Biblijne
*** Modlitwa***Slowo Tygodnia***
RIVERVIEW POLSKA MISJA
misja@...http://www.q-net.net.au/~polpost/
jeszcze raz
* Chrzescijanski Serwis Polonijny
** Internetowe Studium Biblijne
*** Modlitwa***Slowo Tygodnia***
RIVERVIEW POLSKA MISJA
misja@...http://www.q-net.net.au/~polpost/