*********************************
SLOWO TYGODNIA - 3 listopad 2006
*********************************
"Badzcie wiec nasladowcami Boga, jako dzieci umilowane, i
postepujcie droga milosci,
bo i Chrystus was umilowal i samego siebie wydal za nas w ofierze i
dani na wdzieczna wonnosc Bogu."
Efezjan 5:1-2
*********************************
Nadeslal: Leszek Daniec (Polska)
"Czy"
Czy Bóg wie, ze materia
Czy On wie, ze planety
A ziemia nie ma juz swojego blasku?
Czy konie juz nie musza
Ciagnac ( ludzi ) i dzwigac
By miec spokojna starosc?
Czy zadaje sie takie pytanie
By sam moment po sformulowaniu mysli
Wystarczyl za odpowiedz?
Tak to Bóg zrobil wszechswiat byc
Tak On i nie inny
Atomy zas czlowiek stworzyl
Tak dziecinny
By obracac kulkami z zabawek
Obraz obrazu
I tak ciagnac i dzwigac i nie zglebic ani razu
*********************************
Brat Syna Ojca
Mirka Wojcik
http://www.docelu.jezus.pl/artykuly/bso.htm
Kocham przypowiesci Jezusa z Nazaretu. Za to, ze umial mowic prosto
o nieprostych rzeczach, ze Jego slowa mialy moc, ze Jego „mowa byla
twarda" i trudno bylo jej sluchac, ze po wysluchaniu Go ludzie
odchodzili zasmuceni, ze na wypowiedziane przez Niego slowo
oczekiwali cudu. Mial odwage siegac sedna czlowieczenstwa zebranych
wokol siebie. Mial odwage zadawac trudne pytania, ktore obnazaly
serce i mysli. Zadziwial swoja madroscia, a nie uczonoscia.
Przemawial tak, ze stopien zrozumienia nie zalezal od stopnia
wyksztalcenia. Nie czynil roznicy miedzy starymi i mlodymi,
niewyksztalconymi i uczonymi. Potrafil dotrzec do tego, co
fundamentalne i istotne w czlowieku jego podobienstwa do Stworcy. A
jako Ten, ktory dnia szostego „uksztaltowal […] czlowieka z prochu
ziemi i tchnal w nozdrza jego dech zycia" (1Mo 2:7) wiedzial, jak
przywrocic swemu upadlemu stworzeniu ten obraz. A przynajmniej pomoc
ocenic swoj stan. Ten, ktory byl zapowiedzianym przed
wiekami „Cudownym Doradca, Bogiem Mocnym, Ojcem Odwiecznym, Ksieciem
Pokoju" stanal posrod ludzi odartych z chwaly Bozego podobienstwa,
zdeprawowanych, poranionych, zagubionych posrod zyciowych wyborow,
bladzacych w mozliwosciach tego swiata, aby wskazac droge do Domu.
Przejmuja mnie slowa Jezusa, gdyz wskazuja na jeszcze jedno: ze choc
latwo je zrozumiec, to trudno przyjac. Ze czesto budza wewnetrzny
opor. Konfrontuja bowiem z najbardziej skrywanymi motywami, myslami
i pragnieniami. Ale tym uwazniej wczytuje sie w wypowiedzi Jezusa
dzisiaj, kiedy coraz trudniej o proste slowa pelne mocy. Kiedy
rzadkoscia sa pytania, ktore konfrontuja z „ego". Kiedy nieliczni
decyduja sie na twarda mowe.
Wiedzac jednak, ze potrzeba mi, jak zeschlej ziemi deszczu, takich
wlasnie slow, siegam do Ewangelii po przypowiesci Jezusa. I choc
znam ich fabule, ich prawdy czestokroc brak w mym zyciu. A kiedy
zdaje mi sie, ze ja osiagnelam, odkrywam „drugie dno". Nowa nauka na
kolejne dni i lata. Tak wlasnie bylo z przypowiescia o synu
marnotrawnym. Od kiedy zaczelam czytac Biblie, byla jedna z moich
ulubionych. Plakalam, kiedy ja czytalam i kiedy po latach o niej
pisalam. Ale od roku trafia do mnie inaczej. Niepokojac tak samo,
poruszajac jak przed laty, jest dla mnie dzisiaj jak „twarda mowa",
ktorej sluchac przychodzi mi trudno.
Najwazniejszym bohaterem nie jest teraz mlodszy syn, ktory porzucil
dom ojca. Przez lata rozumialam te przypowiesc jako historie
nawrocenia. Kiedy czytalam o mlodszym synu ojca, widzialam w nim
siebie. Ja takze dochodzilam dlugo do poznania w Bogu kochajacego
Ojca. A droga, ktora szlam do Niego, byla dluga, okrezna, wyboista,
wiodla przez cienista doline, szeroka i przestronna droge, a dopiero
na koncu przez waska brame i ciasna droge. Musialam najpierw
doswiadczyc wielu zranien, bolu odrzucenia, otrzec sie o granice
czlowieczenstwa, stanac nad przepascia samounicestwienia, aby w
koncu wyruszyc w droge powrotna do Domu. Uplynelo wiele lat, zanim
znalazlam przebaczenie i uleczenie ramionach Ojca, ktory jak ten z
przypowiesci wybiegl naprzeciw mnie na pierwszy moj krok skierowany
w Jego strone. A potem dotarla do mnie w formie cichego pytania wola
Boga, ktory odtad stal sie moim Ojcem i Panem: Czy teraz „bedziesz
tedy milowal Pana, Boga swego, z calego serca swego i z calej duszy
swojej, i z calej mysli swojej, i z calej sily swojej. […] Bedziesz
milowal blizniego swego jak siebie samego" (Mk 12:30–31). A ja z
glebi duszy zapewnialam: Tak.
Ale to bylo dawno. Wiem dobrze, ile razy zawiodlam, ile upadlam.
Wiem, jak styglam w swej milosci, jak niewiele mej woli, mysli i sil
skierowanych bylo ku Bogu. I jak trudno bylo mi nie tylko kochac,
ale chocby akceptowac ludzi wokol mnie. Jak… Po latach, jakie minely
od powrotu do Domu, mam gleboka swiadomosc, ze tak jak niegdys
bylam, tak i dzisiaj jestem powodem wielkiego smutku i lez mojego
ukochanego Ojca.
Dzisiaj jednak rozumiem te przypowiesc nieco inaczej jako opis
Kosciola, z ktorego niektorzy odchodza, aby poszukiwac szczescia i
spelnienia na zewnatrz. Zniecheceni zyciem domu, zgorszeni zyciem
braci, zatrzymawszy sie na etapie rozwoju, ktory nie daje
satysfakcji odchodza. Siegaja dna, a potem poznawszy prawde o
samych sobie, jak tez o Ojcu wracaja do Domu. Nadal niedoskonali,
ale teraz prawdziwie wdzieczni i goraco kochajacy. Jest to
jednoczesnie opowiesc o drugim synu ojca. Tym, ktory nigdzie nie
odszedl, niczego nie zadal, niczego sie nie wyrzekl, ale… nie bylo w
nim milosci, wdziecznosci, radosci, bliskosci. Ktory wolalby, aby
najwazniejsze przykazanie brzmialo: Bedziesz wykonywal nakazy Boga z
calego serca, duszy, sily i mysli, a blizniemu swemu wymierzysz
sprawiedliwosc.
W tej najtragiczniejszej postaci tego mikrodramatu dostrzegam
siebie. Bardziej sklonna do dumy z siebie niz Ojca. Tak pewna swej
prawosci, ze wolajaca o sprawiedliwy sad w miejsce laski. Dlatego z
niepokojem zadaje sobie pytanie: Ile jest we mnie ze starszego
brata? Kogo nie chce uznac za syna Ojca? Czyjego powrotu nie chce
ogladac? Czyjego zawrocenia nie wyczekuje? Kogo sie juz nie
spodziewam? Kogo nie wpuscilabym za prog domu? Czego nigdy bym nie
przebaczyla, oczekujac, ze i Ojciec nie przebaczy? Czy bylabym
gotowa zrezygnowac z bliskosci Ojca, aby tylko nie spotkac swego
brata?
Do wszystkich starszych braci skierowal Jezus slowa ostrzezenia.
Takze mnie chcial przestrzec, mowiac: „Znam uczynki twoje i trud, i
wytrwalosc twoja, i wiem, ze nie mozesz scierpiec zlych, i ze
doswiadczyles tych, ktorzy podali sie za apostolow, a nimi nie sa, i
stwierdziles, ze sa klamcami. Masz tez wytrwalosc i cierpiales dla
imienia mego, a nie ustales. Lecz mam ci za zle, ze porzuciles
pierwsza twoja milosc. Wspomnij wiec, z jakiej wyzyny spadles i
upamietaj sie i spelniaj uczynki takiej, jak pierwej" (Obj 2:2–5).
Jakze tragiczny jest dzien, w ktorym jako dziecko Boze zaczynam
myslec o sobie jako grzeszniku jedynie w czasie przeszlym. Gdy
wyrzekam sie Bozej laski, a domagam sie Bozej sprawiedliwosci. Gdy
poznawszy laske krzyza zwracam sie ku tablicom Prawa. Gdy wyzej niz
przebite rece Zbawcy cenie palec Prawodawcy, ktory wypisal Slowa.
Jakze szybko zapomnialam, ze Prawo mialo byc jedynie przewodnikiem
do Chrystusa. Ze mialo mi jedynie dowiesc, iz nawet tyle nie jestem
w stanie wypelnic. Ze bez mocy Bozej i milosierdzia nie ma dla mnie
ratunku. Ze nie wytrwam bez laski posylanej codziennie, do
ostatniego z mych dni.
Kiedy dostrzegam w sobie starszego brata, zadaje sobie pytanie, jak
przyjelabym:
Abrahama, ktory bedac powolany w niezwykly sposob, otrzymawszy
osobiscie od Boga obietnice potomka, szukal wlasnych rozwiazan i
zostal ojcem dziecka niewolnicy swej zony?
Dawida, „meza wedlug serca Bozego", ktory dopuscil sie gwaltu i
morderstwa, a swoje dzieci wychowal bez bojazni Bozej?
Piotra, ktory wysluchawszy wszystkich slow swego Pana i bedac
swiadkiem cudow, jakich Ten dokonal, zaparl sie Go trzy razy?
Tomasza, ktory byl gotow wlozyc palec w rany Zbawiciela, aby w
koncu uwierzyc?
Pawla, ktory z gorliwosci dla Boga przesladowal i zabijal
nasladowcow Chrystusa?
Jednak to oni byli tymi, ktorzy szczerze i gorliwie szukali Boga. A
ten, kto Go tak szuka, potyka sie wiele razy, upada wielokrotnie,
przechodzi chwile zwatpienia i rozpaczy. Do poznania wielkosci Boga
dochodzi sie bowiem przez doswiadczenie swojej znikomosci. Do
poznania Bozej sprawiedliwosci wiedzie swiadomosc wlasnej
nieprawosci. Do poznania Bozej wiernosci prowadzi bol wlasnej
niewiary. Do Bozej mocy moja slabosc. Do Bozego milosierdzia moja
zatwardzialosc. Do Bozych odpowiedzi pytania stawiane w rozpaczy.
Jakze jednak trudno przychodzi mi nadal utozsamiac sie z celnikiem,
ktory „stanal z daleka i nie smial nawet oczu podniesc ku niebu,
lecz bil sie w piers swoja, mowiac: Boze, badz milosciw mnie
grzesznemu". Bezwiednie staje u boku faryzeusza, ktory patrzac na
ludzi, mowi z glebi serca: „Boze, dziekuje ci, ze nie jestem jak
inni ludzie, rabusie, oszusci, cudzoloznicy albo jak ten oto celnik.
Poszcze dwa razy w tygodniu, daje dziesiecine z calego mojego
mienia" (Lk 18:11–13).
Kiedy dostrzegam w sobie serce i mysli starszego brata, domagajace
sie tylko sprawiedliwej odplaty, zrzekajace sie laski i
milosierdzia, to jak kamien potkniecia brzmia w moich uszach
slowa: „Wszedlem do twojego domu, a nie dales mi wody do nog moich;
ona zas lzami skropila nogi moje i wlosami swoimi wytarla. Nie
pocalowales mnie; a ona odkad wszedlem, nie przestala calowac nog
moich. Glowy mojej oliwa nie namasciles; ona zas olejkiem namascila
nogi moje. Dlatego powiadam ci: Odpuszczono jej liczne grzechy, bo
bardzo milowala. Komu zas malo sie odpuszcza, malo miluje" (Lk 7:44–
47).
Czytajac to, pytam siebie i Boga z niepokojem: Panie, ile jest we
mnie ze starszego brata? Czy wypatruje synow mego Ojca, ktorzy
pobladzili w swym zyciu? Czy moze jestem gotowa zrezygnowac z
milosci Ojca, aby tylko nie okazac jej bratu? Czy nadal wybieram
laske? Czy stoje u stop krzyza, czy wczytuje sie w tablice Prawa?
Czy swoja sprawiedliwoscia chce zastapic Twoje usprawiedliwienie?
Czy pamietam dni, kiedy bylam martwa, ale dzieki Twojej lasce
ozylam? Czy wspominam czas, kiedy zaginelam, ale dzieki Twojej,
Boze, milosci odnalazlam sie? I czy wolam jako brat syna Ojca o te
milosc i laske dla tych, ktorzy podazaja wyboista i niebezpieczna
droga do Domu?
*********************************
Z Bozym blogoslawienstwem,
Polska Misja Chrzescijanska
http://www.polska-misja.com